Szczęście

Wiadomość
Autor
Awatar użytkownika
Celice
Posty: 104
Rejestracja: poniedziałek, 28 lipca 2008, 14:19
Enneatyp: Mediator

Szczęście

#1 Post autor: Celice » wtorek, 29 lipca 2008, 11:38

Podobno prawidziwe szczęście polega na niepotrzebowaniu wiele. Człowiek jest nieszczęśliwy gdy wmawia sobie że potrzebuje czegoś do szczęścia, czegoś czego nie ma i takie myślenie paraliżuje egzystencję. Gdy człowiek nastawia się do zycia w taki sposób:
jak będę miał to i to - będę szczęśliwy, nigdy nie osiągnie prawdziwego szczęścia. Będzie tylko naturalną koleją rzeczy że jakieś nasze życzenie od zycia się spełni, potem pewnie znajdzie się kolejne na które będziemy czekać...
A szczęście jest stanem gdy nie potrzebujemy do niego wiele. Szczęściem jest potrafić czerpać przyjemność z samego życia.

Widzę że nie każdy tak potrafi nastawić się do zycia ale może to moja Dziewiątkowa osobowość, która zapomina o swoich potrzebach umozliwia mi takie spokojne i szczęsliwe nastawienie :roll:

Czy mysli ktoś podobnie jak ja :?:



Awatar użytkownika
Jar of gypsy tears
Posty: 49
Rejestracja: wtorek, 4 marca 2008, 11:46
Lokalizacja: Skierniewice
Kontakt:

#2 Post autor: Jar of gypsy tears » czwartek, 31 lipca 2008, 12:19

To bardzo mądre słowa i bardzo prawdziwe. Rzeczywiście człowiek szczęśliwy nie szuka satysfakcji wewnętrznej, bo jest świadomy jej obecności w samym sobie. Wtedy, potrafi prawidziwe cieszyć się samym życiem

Dziewiątkowe zadowolenie z zycia to jednak kompletnie cos innego. Jest to kompulsywne. Kompulsywne - znaczy automatyczne, niezależne od nas, motywowane przez ego. To nie jest prawdziwe szczęscie, a jego iluzja. Każde dążenie osobowości jest z natury skazane na niepowodzenie.

Awatar użytkownika
koefe
Posty: 140
Rejestracja: środa, 23 maja 2007, 16:46
Lokalizacja: zlw, Łódź

#3 Post autor: koefe » czwartek, 7 sierpnia 2008, 12:47

To prawda, że ludzie uzależniając swoje szczęście od posiadania czegoś, potrafią odebrać sobie radość z życia. Jednak nie zgadzam się z poglądami mówiącymi, że należy wyrzec się pragnień, ponieważ są one podstawą rozwoju. Problem często polega na tym, że to co chcemy, niekoniecznie jest tym czego potrzebujemy.

Kiedyś, wracając ze znajomymi z klubu, spotkaliśmy na przystanku pijanego gościa, który zadał nam pytanie: "Gdybyście mieli w skali od 1% do 99% określić stopień swojego szczęścia, ile byście dali? Większość osób stwierdziła, że tak koło 30%-40%, a byli to radośni, rozrywkowi ludzie.
"Próżnowanie jest początkiem wszelkiej psychologii." F. Nietzsche

Awatar użytkownika
Jar of gypsy tears
Posty: 49
Rejestracja: wtorek, 4 marca 2008, 11:46
Lokalizacja: Skierniewice
Kontakt:

#4 Post autor: Jar of gypsy tears » wtorek, 12 sierpnia 2008, 10:04

Święte słowa koefe. To naprawdę bardzo mądre co napisałeś.

Nie ma zasady, że dużo posiadam - jestem nieszczęśliwy, posiadam mało - jestem szczęśliwy. Są ludzie żyjące w małych wioskach, którzy są bardzo szczęsliwi, ale też nie każdy korporacyjny szczur warszawski jest płytki.

Najważniejsze co człowiek może zrobić w tej kwestii to zdawać sobie sprawę, że prawdziwego szczęścia osiągnać nie można w wyniku zwiększenia stanu posiadania. Nowy samochód, bluzka - to wszystko jest spoko, ale radość z ich zakupu szybko mija, prawda? Czujesz chwilową satysfakcję, ale w głebi duszy wiesz dobrze, że to nie jest to co sprawia że jesteśmy prawdziwie szczęsliwi.

Moim zdaniem, powinniśmy ograniczać wartość przedmiotów do ich funkcjonalności. To znaczy, że gdy kupuje zestaw sztućców, wiem że dokonuje zakupu aby mieć czym jeść obiad. Nie kupuje złotych, żeby poczuć aprobatę znajomych albo po to aby poczuć się bogatym człowiekiem.

Tendencję do kompulsywnego dążenia do poszukiwania szczęścia wskutek zwiększenia stanu posiadania, prezentuje Typ 3. Ale każdy z nas jest po troszę każdym typem, więc warto cechy Trójkowe dostrzegać u siebie. Kiedy kupuje spodnie bo są wygodne, a kiedy dlatego by poczuć się modnym?

Powiem więcej, nie tylko posiadanie rzeczy materialnych daje złudne poczucie szczęścia. Często zaspokojenia szukamy w związku z drugą osobą. W zdobywaniu nowych znajomości. W niezwykłych przygodach. W rozrywkach.

Nie zrozumcie mnie źle - nie sugeruje abyśmy nagle wszyscy uciekli do jaskiń w Tybecie. Twierdze tylko, że miałbyś się lepiej, gdybyś zdawalł sobie sprawę, że te rzeczy nie zaspokoją głebokiej potrzeby Twojego serca.

Seks jest fajny, imprezka i alko są fajne. Udany związek jest ok. Dobry samochód jest ok.

Ale pamiętajmy, że prawdziwie szczęśliwy nie możesz być tak długo jak nie poszukujesz go w samym sobie.

Awatar użytkownika
GARNIAK od GIERTYHA:)
Posty: 157
Rejestracja: czwartek, 18 października 2007, 18:12
Lokalizacja: a co cie to

#5 Post autor: GARNIAK od GIERTYHA:) » wtorek, 12 sierpnia 2008, 10:25

własnie
dlaczego człowiek wciąż kupuje rzeczy ktorych nie potrzebuje
za pieniądze ktorych nie ma
by przypodobac sie ludziom ktorych nie lubi...

szukamy nie tam gdzie trzeba
kurna mać

paszport

Awatar użytkownika
sonja
Posty: 152
Rejestracja: poniedziałek, 6 sierpnia 2007, 16:30

#6 Post autor: sonja » poniedziałek, 18 sierpnia 2008, 22:15

GARNIAK od GIERTYHA:) pisze:własnie
dlaczego człowiek wciąż kupuje rzeczy ktorych nie potrzebuje
za pieniądze ktorych nie ma
by przypodobac sie ludziom ktorych nie lubi...

szukamy nie tam gdzie trzeba
To jest bardzo dobre pytanie, ale niestety chyba niewielu ludzi kiedykolwiek je sobie zadało.
Myślę, że większości ludzi zależy na akceptacji innych, nawet jeśli ich nie lubią. Ja jeśli wiem, że muszę mieć jakąś rzecz albo zachowywać się w określony sposób żeby się komuś przypodobać, to znajomość z tą osobą jest dla mnie gówno warta, a jednak gotowa jestem stanąć na głowie, żeby zdobyć jej aprobatę, kompletnie nie wiem dlaczego. Ogólnie zawsze jest mi bardzo przykro, kiedy wiem, że jakaś osoba nie razi mnie sympatią i bardzo ciężko mi przebywać z taką osobą, mam wrażenie, że to właśnie akceptacja innych jest dla mnie jedną z najważniejszych rzeczy potrzebnych do szczęścia.
Hey now now, we're goin' down down
and we ride the bus there and pay the bus fare
or we find a new reason, a new way of living
and we breathe it in and try to dream again

Flegmatyczna Dziewiątka, INFp

Awatar użytkownika
Celice
Posty: 104
Rejestracja: poniedziałek, 28 lipca 2008, 14:19
Enneatyp: Mediator

#7 Post autor: Celice » wtorek, 19 sierpnia 2008, 08:39

sonja pisze:Ogólnie zawsze jest mi bardzo przykro, kiedy wiem, że jakaś osoba nie razi mnie sympatią i bardzo ciężko mi przebywać z taką osobą, mam wrażenie, że to właśnie akceptacja innych jest dla mnie jedną z najważniejszych rzeczy potrzebnych do szczęścia.
Ja podobnie nie czuję się dobrze nie będąc akceptowana. Nawet jeśli znajdę się w grupie kilku osób gdzie tylko od jednej wieje niechęcią do mnie :roll: To było powodem dla którego na jakiś czas zrezygnowałam z "towarzyskiego życia" :roll:

Ale 8) kiedyś ktos mi powiedział że powinnismy być uroczy dla naszych wrogów bo tym ich najbardziej zdenerwujemy. Myślę że to jest jakiś sposób. Jak ktoś robi głupie miny gdy coś mówię - wysyłam ładny uśmiech w jego stronę i zaraz przestaje ;) Pod żadnym pozorem nie daję odczuć że biorę do siebie złosliwe uwagi i gesty. W końcu takiej osobie robi się bardzo głupio...

Awatar użytkownika
sonja
Posty: 152
Rejestracja: poniedziałek, 6 sierpnia 2007, 16:30

#8 Post autor: sonja » wtorek, 19 sierpnia 2008, 14:23

Celice pisze:Jak ktoś robi głupie miny gdy coś mówię - wysyłam ładny uśmiech w jego stronę i zaraz przestaje ;) Pod żadnym pozorem nie daję odczuć że biorę do siebie złosliwe uwagi i gesty. W końcu takiej osobie robi się bardzo głupio...
Bo takim osobom cho9dzi o to, żebyś wzięła to do siebie, a jak nie bierzesz, to widzą, że nie uda im się zepsuć Ci nastroju, więc przestają ;)
Hey now now, we're goin' down down
and we ride the bus there and pay the bus fare
or we find a new reason, a new way of living
and we breathe it in and try to dream again

Flegmatyczna Dziewiątka, INFp

Awatar użytkownika
edy
Posty: 34
Rejestracja: piątek, 16 stycznia 2009, 10:24
Lokalizacja: z Nangijali

#9 Post autor: edy » wtorek, 20 stycznia 2009, 20:44

Celice doskonale oddała w słowach to czego się uczę od jakiegoś czasu:)

czasem mam problem z wyznaczeniem autonomicznej przestrzeni w ktorej sie obracam i ktorej nie mozna naruszac pod pretekstem odmiennosci , uprzedzen badz powierzchownego spojrzenia.
a czasem przeraza mnie z jaka latwoscia i brakiem jakichkolwiek skupolow wchodza niektorzy z brudnymi butami i nie czuja ze zadaleko sie posuneli...
poszukujemy klucza do raju a mamy otwarte niebo ;)

9w8

Awatar użytkownika
Hydra
VIP
VIP
Posty: 825
Rejestracja: czwartek, 16 listopada 2006, 18:19
Lokalizacja: Wrocław

#10 Post autor: Hydra » środa, 21 stycznia 2009, 20:57

koefe pisze:Problem często polega na tym, że to co chcemy, niekoniecznie jest tym czego potrzebujemy.
Właśnie.
Przed świętami zostałam jak zwykle zasypana życzeniowymi rymowankami, które wszyscy namiętnie przesyłają na komórki. W tych "wiekopomnych" dziełach był jeden motyw, który bardzo często się powtarzał: "spełnienia wszystkich marzeń". Motyw ten był dla mnie natchnieniem do napisania poniżej zaprezentowanego równie "wiekopomnego" dzieła:

A teraz, gdy stary rok na nowy się zmienia,
Niech ślepy los spełni wszystkie Twe życzenia:
Wielkie i małe, jawne i ukryte,
Te wyraźne i te zamglone, rozmyte,
Rozsądne i głupie, trafne i chybione,
Te przemyślane i te, co naprędce stworzone,
Dotyczące ludzi, rzeczy i wydarzeń.
Niechaj się spełni każde z Twoich marzeń!

I niechże Cię nigdy ta myśl nie opuszcza,
Że sam odpowiadasz za każdy swój krok.
Niechaj się spełni wszystko, o czym marzysz!
Taką na Cię klątwę rzucam w Nowy Rok…
MY NIE MóWIMY NIC

Awatar użytkownika
Tensai
Posty: 12
Rejestracja: piątek, 13 marca 2009, 16:46

#11 Post autor: Tensai » piątek, 13 marca 2009, 22:22

Szczęście.
Cóż. Jakoś dawno temu dużo w tych rejonach myślałem (w połączeniu z religią i celami życia i tego typu rzeczami)

Koncepsja z pierwszego postu w temacie, o pragnieniach i ich przyczynianiu się do nieszczęścia. Bardzo podobne to do 4 prawd z Bhadawadghity.
1) Wszelkie życie poddane jest nieustannemu cierpieniu (narodziny, choroba, starość, bieda). Korzystniej dla człowieka byłoby się w ogóle nie narodzić.
2) Przyczyna cierpienia tkwi w namiętnościach (kiedy odczuwamy ból, żądze zmysłowe, rozkosz miłości, żądza dalszego istnienia, pragnienie sławy, potęgi i rozwijania się -> przyczyna naszych nowych wcieleń).
3) Cierpienie zostaje zniszczone dzięki uwolnieniu się od żądzy, osiągnięcie nirvany - spokój, wyzwolenie od żądz, stan głębokiego spokoju, nie da się tego opisać językiem.
4) Aby osiągnąć wyzwolenie należy wyjść z kręgu sansary.
Optymistyczne jak cholera.
Coś w tym jest, ale widać że takie coś operuje tylko skrajnościami.
Albo pragniesz, albo nie pragniesz.

Więc doszedłęm do wniosku dość prostego w moim mniemaniu.
Jeżeli zobrazować sobie życie jako drogę, a rzecz na jej końcu nazwać celem życia, to mnie będzie interesowało nie to, co tam na końcu jest (bo to jest kwestia "z jakiego drzewa trumna" i "jak wygląda nagrobek"), ale to, co mam pod nogami. Jakie ślady zostawiam. Czy zostawiam ślady.

Mnie szczęscie daje świadomość że jestem. Że są ludzie, którzy mnie znają i mają pozytywne o mnei myśli. Że ktoś, kogo kiedyś znałem ale nie utrzymuję z nim kontaktu mnie gdzieś tam we wspomnieniach ma.
Czuję się trochę pusty, ze względu na brak jakiegoś większego celu, ale to raczej wynika z kwestii tego, że wszyscy wokół mają jakiś cel i wydaje mi się głupim, że ja takiego nie mam. Ale mam świadomosć, że to chore poczucie winy jest i zwykle je tłumię.
Tyle

Rosveen
Posty: 363
Rejestracja: czwartek, 4 stycznia 2007, 14:29
Lokalizacja: ja się tu wzięłam?

#12 Post autor: Rosveen » wtorek, 17 marca 2009, 21:25

Ciekawy temat.

O szczęściu myślałam zawsze jako o pełnej harmonii, o znalezieniu swojego miejsca w nurcie życia. Moje szczęście było związane z nieustannym ruchem, przepływem uczuć i wrażeń, akceptacją naturalnego rytmu zdarzeń i wejściem w ten rytm. Było odnajdywaniem niezwykłości w codziennym życiu, dawaniem siebie światu.
Wydaje mi się, że problemy w osiągnięciu szczęścia wynikają z niedostatecznej znajomości samego siebie. Koefe pisał, że to, czego chcemy, nie zawsze jest tym, czego potrzebujemy. Całkowicie się z tym zgadzam. Nie możemy pragnąć dobrych dla nas rzeczy, jeśli nie wiemy nic o sobie. W tym kontekście wyjątkowo trafny jest wierszyk Hydry :lol: Istnieje nawet takie powiedzenie: "Jeżeli Bóg chce kogoś ukarać, spełnia jego marzenia". Najgorsze jest to, że ludzie nie tylko pragną, oni cały czas dążą do urzeczywistnienia tych pragnień. Powodowani sugestiami otoczenia lub własnymi błędnymi przekonaniami tracą czas i siły na osiągnięcie czegoś, czego w rzeczywistości nie chcą, a potem zostają z owocem swojej pracy, zdziwieni, jak to możliwe, że wcale nie czują się szczęśliwsi. Zamiast szczęścia dostają frustrację i rozgoryczenie. Czyli to raczej niewarte zachodu...

Chyba właśnie to spostrzeżenie skłoniło autora 4 prawd do wygłoszenia tychże. Ale przecież nie wszystkie pragnienia są złe. A to, co powoduje cierpienie, może tez dawać radość, prawda?

Myślę, że wyrzeczenie się wszystkiego nie jest rozwiązaniem. W swoim życiu postępowałam zawsze dokładnie na odwrót. Zamiast odrzucać uczucia, przyjmowałam je, odczuwałam całą ich pełnię, cieszyłam się nimi - zarówno dobrymi, jak i złymi.

Dziewiątki, jak myślicie - w jaki sposób powinniśmy osiągać zalecaną równowagę? Rezygnując ze wszystkiego czy też raczej przyjmując wszystko, tyle samo dobrego, co i złego?

Awatar użytkownika
Nature
Posty: 37
Rejestracja: piątek, 30 stycznia 2009, 19:35
Lokalizacja: Za daleko

#13 Post autor: Nature » wtorek, 18 sierpnia 2009, 23:55

No ja np. myślę, że nam, Dziewiątkom, zalecane jest raczej przyjmować niż rezygnować, skoro:
"Dziewiątka jest "zasiedziała", ogólnikowa, zmanierowana, bez wyrazu i bez zainteresowań."
[cyt. Enneagram w Związkach]

Wiecie, gdybyśmy wszyscy zrezygnowali z wpływów z zewnątrz, to co by nam pozostało? ;] (jeśli nie widać, to zdanie ocieka ironią)

Jeśli chodzi o moje zdanie, to stawiam na życie pełnią życia, czyli: świadomość i akceptacja własnego ja, jego potrzeb, które są naturalne, ale i też zgubnych rządz które należy poskramiać, oraz budowanie głębokich więzi z ludźmi co moim zdaniem jest konieczne do uzyskania pełni szczęścia. We własnym szczęściu powinniśmy być także zadowoleni z tego, jak spełniamy się w życiu zawodowym, bądź w tym, czego chcielibyśmy dokonać za życia tu na Ziemi.
No i cieszenie się chwilą, drobiazgami codziennego życia ;)
Materializm jest u nas chyba tak głęboko zakorzeniony, że nie da się go wyeliminować.
9w1
Poszukuję drogi idealnej.

Awatar użytkownika
Grin_land
Posty: 2458
Rejestracja: niedziela, 31 maja 2009, 15:51
Enneatyp: Mediator
Lokalizacja: tryb koczowniczy

Re: Szczęście

#14 Post autor: Grin_land » czwartek, 4 lutego 2010, 16:42

ja nie potrafię być szczęśliwa. Jak już uda mi się osiągnąć jako taki pokój ducha i dobre warunki, to automatycznie czuję i wiem, że to się kiedyś skończy.
Materializm jest u nas chyba tak głęboko zakorzeniony, że nie da się go wyeliminować.
Dlaczego? w jakim sensie materializm?
IIIIIIIIIIIIIIIIIII
"infantyle najbardziej ojczą" R25
IIIIIIIIIIIIIIIIIII
Najmądrzejszy Post na Forum-dla 9
IIIIIIIIIIIIIIIIIII
"istnieje strasznie dużo nieaktywnej delikatności, która nie jest niczym innym jak lenistwem, niechęcią do wszelkich kłopotów, zamieszania czy wysiłku"

tyfus
Posty: 15
Rejestracja: niedziela, 25 października 2009, 02:19

Re: Szczęście

#15 Post autor: tyfus » czwartek, 11 lutego 2010, 19:50

Grin_land pisze:jaautomatycznie czuję i wiem, że to się kiedyś skończy.
Niestety u mnie jest podobnie. Dominuje poczucie ulotności szczęścia. Czasem zastanawiam się tylko, czy nie jest to swoisty strach przed szczęściem i natychmiastowe "przygotowanie się" na ciosy, które na pewno prędzej czy później nadejdą bo przecież stan szczęścia ogłupia i usypia czujność a tu życie to pole walki (często z samym sobą).

poprawiono cytowanie /boogi

ODPOWIEDZ