Zmysł "właściwego postępowania" 1 vs 8

Wiadomość
Autor
Pablo
Posty: 1892
Rejestracja: piątek, 11 stycznia 2008, 00:12
Enneatyp: Szef

#16 Post autor: Pablo » czwartek, 18 czerwca 2009, 02:43

car II pisze:
Przychodzę do domu dzisiaj a moja patelnia jak zwykle uflogana, chociaż rano pozmywałem po sobie żeby była czysta kiedy będę robił obiad.
No to pozmywałem jeszcze raz, kolejny, nie będę robił awantury o patelnie bo to by zakrawało o jakąś patologie, poza tym i tak nie ma sensu skoro nie dociera jak się do nich mówi po ludzku.
(Heh jednocześnie odpowiadam na posta i wylewam z siebie żale, to forum jest dobre:D)
Szczerze to o takie rzeczy nie przyszłoby mi się denerwować ;) ale spoko, nie ma to jak sobie ulżyć anonimowo :) Grunt że nie przejawiać fanatyzmu - oby tak dalej

A żeby kogoś nie urazic?
Nie komentuję raczej czyjegoś wyglądu. (no chyba ze się aż samo prosi typu różowe oczojebne gumiaki + zielone rajstopy i miniówa z siatki) może to się nadaje pod tą kategorie.
Masz na myśli komentarze bezpośrednie do tej osoby, czy do kogoś kto Ci akurat towarzyszy w obserwacji?

Heh takie przypadki zwracają uwagę.... Czasem sobie podsłuchuję takie paniusie jak np. stoją w sklepie we 3 przede mną w kolejce, albo przed salonem fryzjerskim jak czekam na przycięcie włosów, czy w autobusie. Przypominają mi się takie teksty "nie no nie będę kupowała tej gazetki bo musi mi starczać na bułkę" "Hej a słyszałaś o tym całym jak mu tam z tego zespołu co gra ostatnio w radiu w szkole? Jak mu tam..... ten co śpiewa "poczuj się swobodnie". Widziałam go ostatnio w "dziewczynie był jakiś wywiad" "Nie widziałam, ja ostatnio czytałam Cosmopolitana, ale tam są takie poważne rzeczy, prawie nic nie zrozumiałam więc obczaje tego twojego arta"
Generalnie jak tak posłuchasz to czasem :lol::lol:

Ale też się powstrzymuję przed komentarzami tj. bezpośrednimi. Głównie ze względu na ciekawość co będzie dalej ;) Co do komentarzy do znajomego apropos czyjegoś zachowania czy wyglądu to jak chcę to mówię - nie ma ograniczeń - zdanie swoje przecież mogę mieć prawda? :) podobnie jak on zresztą.
Nie uważam też żeby np. otwarte krytykowanie kogoś za taki kolor włosów czy spodnie cokolwiek dało - dla mnie to jak dyskusja o guście i udowodnienie tej osobie jakie to dla mnie jest istotne, a tak nie jest. Poza tym dyskusja o gustach jest bez sensu... jak gadka o pogodzie, za to można się czasem nieźle pośmiać :)

Raczej nie pytam, nie będę wnikał dla czego bo sam nie wiem.
…może po prostu niepotrzebnie się ograniczam chcąc dobrze…
Szczerze to nie rozumiem za bardzo dlaczego ;) Sądzę że pozwoliłoby Ci to odciążyć nieco psychikę, przynajmniej gdy robisz coś dla kogoś, unikać frustracji z nadmiaru bezcelowego wysiłku. Chyba trochę podobnie to funkcjonuje jak u 8 - zakładasz sobie że "tak pewnie będzie" mając jakieś oczekiwania za wkład, a potem okazuje się że "dupa, nie ma ciastka, zostałem oszukany, wywalony" przychodzi frustracja i gniew na zewnętrzne okoliczności. Szlag mnie trafiał jak np. po półrocznej pracy gdzie zaczynałem jakąś tam karierę, poznawałem coraz więcej środowiska, reguł i zależności w nim panujących dostawałem po jakimś czasie wymówienie jak zwalniali ileś tam osób - wszystko na nic, cała wiedza, wysiłek, stracone pół roku czasu.... Nic tylko spalić to miejsce i przede wszystkim tego co mnie wywalił. Podobnie z nieudanymi związkami damsko męskimi, podobnie ze wszystkim długoterminowym co zawiodło w pewnym momencie a "miało być tak pięknie" Jak sobie z tym poradzisz to już inna bajka :)
Pozostaną wspomnienia, ale one z biegiem czasu przepadną bo będą zazwyczaj w przyszłości bezużyteczne (chociaż niekoniecznie). Po co się uczyłem na pamięć pracując linii produkcyjnej produkującej cukierki karmelowe mając być w przyszłości technologiem kontrolującym jakoś produktu i zapieprzając na niej 5 miechów, jak każda linia w każdej firmie jest inna? Pozostaje tylko jako ciekawostka do pogadania z kimś ew. z następnym dającym mi pracę, który ew. stwierdzi że "coś tam wiem o pracy w systemie zmianowym" ale jego zakładu nie znam a dziś ceni się tylko fachowców po studiach (o ironio :lol: ), tyle że mało kto chce ich przygotowywać.

Podobnie chyba ma 1 - dajesz z siebie co możesz, po czym nikt tego nie docenia, ja sam źle coś robię, jest to nieistotne, niedocenione - co dalej - schemat emocjonalny znam z autopsji ;)

Ufasz regułom które uznałeś. Ja ufam sobie, własnej inicjatywie i wykonaniu, bo widzę efekty. Obaj ulegać możemy swojego rodzaju iluzji. Nie zdajemy się na innych chyba że mamy gwarancję że chcą dla nas dobrze. Pytanie tylko czy sami dobrze robimy? Czy tego od nas się oczekuje? Jedynki żyją według swoich ścisłych reguł, a nie sądzisz że połączenie z 7 polegałoby na elastyczności i dopasowywaniu tych reguł pod kątem określonych osób i ich indywidualnych potrzeb? Podobnie jak u 8 połączenie z 2 daje umiejętność wczuwania się w drugiego człowieka - co jest możliwe kiedy znasz kogoś bardzo dobrze, znasz go jak się zachowuje i jak się zmienia pod wpływem niesprzyjających okoliczności, jak przeżyłeś sam coś takiego co przechodzi ta osoba to wiesz co robić żeby wesprzeć ją choćby dobrą radą. Jak kochasz kogoś to zabiłbyś prześladowcę..
Może chrzanię ale serio - nie znam wnętrza jedynek, a chcę poznać.

Stety czy niestety każdy wykonywany zawód wymaga innych reguł postępowania i każda osoba ma własny zakres tego co doceni a tego co jest dla niej obojętne. Myślę że prawidłowe podejście, bez ograniczania się polega właśnie na szybkim rozróżnieniu co w danej sytuacji i środowisku jest normą a co jest rzeczą marginalną, której dopilnowywanie jest nadmiernym, lecz trochę niepotrzebnie wykonywanym wysiłkiem. Jeśli ma to służyć osobistej satysfakcji to w porządku - niech tak będzie - siebie też trzeba porozpieszczać 8) .

W sumie to masz chyba trochę prościej :) z pewnego punktu widzenia bo cenisz albo jesteś drażniony drobnostki a ich jest pełno na codzień. Długoterminowe rzeczy są o wiele mniej pewne. Jedynka jak znajdzie się w pewnych schematach (praktycznie każda robota takie ma) to poczuje się na pewnym gruncie (w przeciwieństwie do mnie, bo po jakimś czasie chcę jakoś urozmaicić monotonię, choćby gadając z ludźmi czy ich prowokować żeby się razem pośmiać jak jest drętwo - mam tą zagwozdkę że nie każdy ma tyle dystansu do siebie żeby to znieść ;) Ciebie Carze to chyba nie dotyczy ;) w sensie poszukiwania impulsów odrywających od monotonii, bo mnie ona czasem mocno osłabia...)

Ja 8 zawsze jakby nie patrzeć będę w życiu od kogoś zależny, zawsze ktoś nade mną będzie - choćby przełożony, którego nie zawsze będę popierał, którego mogę nie lubić, ale on będzie - tak czy inaczej. Zawsze w robocie znajdzie się jakiś uparty osioł który popełnia błedy utrudniając innym pracę (od tego jest siła perswazji, jak nie Ciebie - jednego człowieka - to całego tłumu pod Twoim nieformalnym przywództwem na zasadzie "tak będzie wszystkim wygodniej". Bo osobiście nie dostrzegam problemu kiedy mnie on nie dotyczy ale to wynika z tego że jestem praktykiem nie teoretykiem)

Zawsze będę niesprawiedliwie topił część swoich legalnych dochodów w bezsensownie podatki, a kasy w państwie i tak "brak" (moim zdaniem bzdura), bo za wszystko się płaci, a nikt nie pomyśli że można by dać na luz z tym ludziom żeby chociaż trochę zwiększyć siłę nabywczą narodu, co ułatwiłoby ludziom takim jak np. ja (ech ta 8kowa jednostronność ;) ) znalezienie pracy po studiach bo gospodarka pracowałaby lepiej, byłoby więcej usług i firm zatrudniających, bo byłby popyt na więcej rzeczy, a moją dobrą koleżankę stać by było na pójście do kliniki jak jej wyskoczy jakaś dziwna narośl na skórze, zamiast stać w kolejkach kilka tygodni - za forsę ściągniętą z MOJEGO i JEJ podatku z cholera wie czym na skórze (zwłoka w przypadku zmiany nowotworowej to jak stopniowe odcinanie jej powietrza do oddychania).
Ktoś obrobi znajomemu chałupę a psiarnia opłacana z MOICH i JEGO podatków powie że "nie mają paliwa" i przyjadą 3 godziny później żeby powiedzieć "nie ma żadnych śladów" chociaż na stole leży nadgryziona przez jednego z włamywaczy czekolada.
Skutecznie działa chyba tylko straż pożarna, zresztą jak ktoś mi ostro kiedyś podpadnie to wypróbuję to kiedyś na jego domu - zobaczymy czy stać ich na rachunek za wodę ;)

Nie zawsze będzie mnie doceniał człowiek i los, nie zawsze będą sprawiedliwi. Ale co do ludzi może by inaczej - od tego właśnie jest możliwość eksperymentowania co wolno a czego nie, rozmowy o co ludziom dokładnie chodzi. Ludzie są elastyczni - co Tobie może się z jednej strony wydać w nich nieco straszne ale też może to być wybawieniem od frustracji z niepotrzebnie włożonego wysiłku zeby wszystko było jak najlepiej?

Nie przeskoczę też swoich niektórych obaw i niechęci (w moim przypadku niechęci do ukłuć - tylko się ona pogłębia z czasem, a będzie mi to w życiu nie raz jeszcze towarzyszyć), nie przeskoczę też własnego reagowania agresją na radykalne chamstwo ze strony innych, mimo że niektórzy to umieją przyjmować na chłodno i niektóre 8 podkręcanie takich typków do białej gorączki nie jest problemem a rozrywką - to jest opanowanie które podziwiam. Dla mnie jest tego pewna granica.

Nie będę spokojniejszy, zawsze będę w pewnych okolicznościach wybuchał gniewem i klął, chociaż próbowałem się hamować nie raz - można ale czasem nie. Ile rzeczy tym w życiu rozwaliłem - trochę tego było.

Zawsze będę robił jakieś tam błędy wynikające z własnego przeoczenia, chociaż sam będę sobie to wyrzucał kiedy trzeba będzie ponieść większą konsekwencję tego przeoczenia, np. zrobić całą robotę od nowa w całości, bo i takie prace mi się zdarzały w życiu - do tego nie jestem stworzony, no ale znajdź Polaku robotę w Polsce po studiach. Bywało lepiej, bywało gorzej, ale zawsze to jakieś doświadczenie i wiedza empiryczna 8)

I 8 i 1 są w jakimś stopniu zależne od opinii otoczenia - czy docenią czy nie. Widzę też, że w większym stopniu od własnej wydajności bo oba typy są samodzielne. Ty nie lubisz popełniać błędów bo godzi to w Twoje poczucie wartości, komfortu, wygody i wymaga naprawy albo po prostu potem przychodzi plątanina nie dających spokoju myśli.
Ja nie lubię błędów głównie wtedy gdy trzeba je potem naprawiać i trwa to o wiele dłużej niż popełnienie tego błędu. Nie lubię też po prostu że tak to ujmę "dać dupy jak ten kretyn", nie lubię nieefektywności, niekonsekwencji, głupoty tak w innych ludziach jak w sobie gdy chodzi o poważne działanie gdzie jest jakaś odgórna odpowiedzialność. Z koncentracją raczej na rzeczach większych i bardziej ogólnych, nie na szczegółach.
Masz więcej praw na ulicy jako obywatel niż w domu?

Tak:D
Heh nie wiem czy to dystans do siebie i autoironia, (która jest nadal dość rzadką i min. przez to bardzo cenną dla mnie cechą w ludziach :) ) czy duma z tego że tak jest i że jestem tym, co ma nieprzeciętną możliwość rozwijania swojej wspaniałej osobistej jedynkowości? ;)

Są jakies badania na temat stopniowania grzechów w ten sposób? Chciałbym obejrzeć jeśli dysponujesz…

Przeczytałem dosyć pobieżnie oba posty i nie mam więcej czasu się rozpisywać bo jutro mam egzamin... :? ale jak jakies pytania jeszcze będa to porszę bardzo, no i czekam na pełne wyniki sondy przedstawione w jakiejs zwiezłej formie :)
No to mam nadzieję że egzamin został należycie popchnięty :) Materiały jakbym miał to bym Ci chętnie tu udostępnił, ale niestety nie mam...
To co piszę wynika z obserwacji życia paru osób z grona moich dalekich znajomych i moich własnych przemyśleń na temat regułek obmyślanych przez ludzi których dotyczyć nie będą - i ich ewentualnych skutków dla nich i ich dzieci w społeczeństwie. Zdaje mi się że grzechem jest samo to że komuś jest źle a na to nie zasłużył, z czego to wynika to już inna bajka.... bardzo długa.

I właśnie - przypomina mi się jedna rzecz na ten temat. Wyobraź sobie Car taką sytuację. Egzamin który wczoraj napisałeś - idziesz zobaczyć wynik jutro a tu okazuje się że trzeba na wyniki jeszcze poczekać. Sytuacja przeciąga się ponad tydzień, w końcu dowiadujesz się, że połowa rocznika ma takie i takie oceny - jest wywieszka.
Twojej nie ma. Wchodzisz do pokoju tego egzaminatora i pytasz o co chodzi - okazało się że egzaminujący najzwyczajniej w świecie gdzieś zgubił te prace i druga połowa rocznika musi pisać egzamin jeszcze raz (autentyczna sytuacja z mojego już skończonego wydziału).

Czy taką sytuację traktujesz jako błąd egzaminatora, czy jako daną Tobie szansę żeby ten egzamin napisać bo "w tym i tym punkcie pamiętasz że nie napisałeś dobrze a poprawić się już nie da"?

Ja na tamtą sytuację zareagowałem tak "Kurde co za idiota. Nie dość że facet nieodpowiedzialny jak dzieciak, to jeszcze wszyscy będą teraz musieli uczyć się od nowa tego wszystkiego bo jemu się karteczek dopilnować nie chciało." Na marginesie dodam że podchodzi to pod jedną z opcji w teście - "Nie przeszkadza mi że ludzie są beztroscy i nieodpowiedzialni dopóki nie próbują mnie kontrolować" chyba właśnie myślenia typowego dla 8 - a to że mam pisać jeszcze raz to właśnie narzucanie mi skutków pierdołowatości jakiegoś durnia którego nawet nie znam. Niesprawiedliwość.
Sorry - za swoje błędy każdy płaci sam.
Czysty bunt - wtedy postanowiłem że jak nas do tego zmuszą na katedrze i ustalą nowy termin, to idę do dziekanatu powiedzieć o sytuacji a jak będzie trzeba to zbiorę resztę ludzi jeszcze i z nimi tam wrócę - na szczęście okazało się że nasz starosta roku zadbał o to i w końcu nie wiem czy facet znalazł te prace czy nie ale oceny wszyscy dostaliśmy.

Uległo by też to zmianie gdy ten przedmiot byłby czymś co np. leży w kręgu moich zainteresowań, albo czymś czego uczenie się było dla mnie lekkie i przyjemne - czymś co znam na wylot i nie stracę na pewno jak napiszę to po raz drugi - wtedy może nawet lepiej bym to zrobił bo wiem czego się spodziewać w pytaniach - wtedy może nawet byłbym za tym żeby ten termin był po raz drugi ustalony. Głupota gościa nie byłaby już tak istotna, bo mogłaby być nawet szansą - nie musiałbym się użerać z nauką - nie dotyczyłaby mnie tak jak w pierwszym przypadku, gdzie przedmiot był przeciętnie interesujący, jeszcze gorzej by było jakby był nieciekawy i trudny ;)

Też niesprawiedliwość. Aaaaale...... ;)

Także jak widać motywowane było to głównie osobistym interesem i "zasadniczość" sprawiedliwości motywowana, ponoć typowym postrzeganiem sytuacji przez 8 gdzie dostrzega szansę dla siebie samej. A jak by 1 odebrało taką sytuację?


BTW jakbyś znalazł wkrótce trochę czasu Carze to wdzięczny byłbym jakbyś opisał mi tak jak opisałem część moich spostrzeżeń na temat rzeczywistości i dostrzegania pewnych jej reguł, jak to u Ciebie - 1 - wygląda. Ciekawi mnie wasza percepcja świata i coś czuję że nawet we dwóch nieźle rozbujamy ten temat ;) Do następnego razu :)


PS. a tobą Yusti zajmę się następnym razem, spać mi się chce, ale nie myślałem że niezdrowy typ 1 zdolny jest do masochizmu i imię drobiazgowej idei nie dostrzegając całokształtu nieuleczalnego inaczej niż siłą zła w jakim się znajduje. Zdawało mi się że to cecha źle umieszczonej międzyludzko zależnej od innych 2ki.... ale cóż, możesz być wyjątkiem.



Awatar użytkownika
car II
Posty: 556
Rejestracja: piątek, 22 maja 2009, 18:35
Enneatyp: Indywidualista

#17 Post autor: car II » czwartek, 18 czerwca 2009, 14:45

Cytat:
A żeby kogoś nie urazic?
Nie komentuję raczej czyjegoś wyglądu. (no chyba ze się aż samo prosi typu różowe oczojebne gumiaki + zielone rajstopy i miniówa z siatki) może to się nadaje pod tą kategorie.


Masz na myśli komentarze bezpośrednie do tej osoby, czy do kogoś kto Ci akurat towarzyszy w obserwacji?
Jeśli znam przebierańca to mówię wprost.
Jeśli nie znam to nie będę mówił obcej biednej kobiecie na ulicy ze wygląda jak semafor.
Jak jestem z kimś to skomentuje takie zjawisko na bank.
Nie zdajemy się na innych chyba że mamy gwarancję że chcą dla nas dobrze.
Prawdziwa prawda, dodam jeszcze że nie tylko muszą chcieć dobrze ale i musi im to wychodzić dobrze bo z samego chcenia nic nie wynika.
Jedynki żyją według swoich ścisłych reguł, a nie sądzisz że połączenie z 7 polegałoby na elastyczności i dopasowywaniu tych reguł pod kątem określonych osób i ich indywidualnych potrzeb?
Tak, tylko nie można poznać wszystkich, więc może elastyczność dla znajomych a reguły dla reszty... złoty środek miedzy 1 a 7:wink:
Jedynka jak znajdzie się w pewnych schematach (praktycznie każda robota takie ma) to poczuje się na pewnym gruncie (w przeciwieństwie do mnie, bo po jakimś czasie chcę jakoś urozmaicić monotonię
Tu jestem jedynkowy bardzo. Rozpraszał byś mnie po prostu. Porozmawiać można po pracy.
Nie to żeby siedzieć w ciszy zupełnej, ale na wstawienie do okienka karteczki „wracam za 5 minut” i pójście na kawę żeby pogadać na pół godziny, bym się nie zdobył sam z siebie a już na pewno bym miał burze w mózgu na ten temat.
Ludzie są elastyczni - co Tobie może się z jednej strony wydać w nich nieco straszne ale też może to być wybawieniem od frustracji z niepotrzebnie włożonego wysiłku żeby wszystko było jak najlepiej?
Tylko ja nie uważam tego za nadmierny wysiłek, po prostu wybieram drogę która nie koliduje z kimś. Trudno mi znaleźc przykład
Cytat:
Masz więcej praw na ulicy jako obywatel niż w domu?

Tak:D
Chodzi o to ze np. nie zapale papierosa w domu przy starych, dla własnego przede wszystkim spokoju żeby mi nie truli i dla ich spokoju. Po za tym dom jest „ich” dłużej niż „mój” wiec jest bardziej ich :), oni się przejmują, i mają swoje racje i ich nie przekonam zresztą sam wiem ze palenie jest głupie. Tylko że czasem mam ochotę na papierosa i jako wolny obywatel pójdę sobie „na ulicę” (czyli wszędzie poza zasięgiem ich wzroku) i zapale i wszyscy są szczęśliwi. Gdybym zrobił to w domu to by było wielkie piekło że pale o jednego papieroska do którego nikt na ulicy nie miałby tak negatywnego nastawienia.
Heh swoją drogą to chyba kolejny przykład na moje ustępowanie innym…

Więc raczej nie „duma ze tak jest” a radość z tego, że właściwie jest na świecie tylko jedno miejsce gdzie jestem ograniczony tym i podobnymi rzeczami i (w przeciwieństwie do Yusti) nie musze w nim siedzieć 8) YEAH!!!

Egzamin napisany, jutro wyniki, więc dziś mam czas czytać Twoje elaboraty :D
Egzamin który wczoraj napisałeś - idziesz zobaczyć wynik jutro a tu okazuje się że trzeba na wyniki jeszcze poczekać. Sytuacja przeciąga się ponad tydzień, w końcu dowiadujesz się, że połowa rocznika ma takie i takie oceny - jest wywieszka.
Twojej nie ma. Wchodzisz do pokoju tego egzaminatora i pytasz o co chodzi - okazało się że egzaminujący najzwyczajniej w świecie gdzieś zgubił te prace i druga połowa rocznika musi pisać egzamin jeszcze raz (autentyczna sytuacja z mojego już skończonego wydziału).

Czy taką sytuację traktujesz jako błąd egzaminatora, czy jako daną Tobie szansę żeby ten egzamin napisać bo "w tym i tym punkcie pamiętasz że nie napisałeś dobrze a poprawić się już nie da"?
Traktuje to jako marnowanie mojego czasu, bo już raz to pisałem ale jak mus to mus chociaż ja bym na jego miejscu zaproponował wszystkim 3 a niech Pisza Ci co chcą cos więcej…
Już widzę piane na ustach moich niektórych koleżanek w takiej sytuacji :)
„ pójdziemy do dziekanatu!”,”pójdziemy do prezydenta!”,” pójdziemy do papieża!”

Ok, ja bym nawet z nimi poszedł ale po pierwsze śmieszy mnie jak taka laseczka która gada przez godzinę- dwie jak ją to wkurxxx idzie do tego dziekana i z rozjuszonego dzika w ciągu sekundy przeistacza się w milusią dziewczynkę która przyszła z takim małym problemikiem i…
A po drugie takie otwarte pienienie się uważam za marnowanie energii.
Trzeba po prostu pójść i zdziałać ile można i tyle. Pienienie się nic nie wnosi do sprawy.

Bujamy bujamy, mam tylko prośbę o zmniejszenie objętości naszych postów , mamy dużo czasu wiec ograniczmy się może do jednego zagadneinia na post? Taka moja propozycja żeby bylo bardzie jprzejżyscie i kompaktowo...
Do następnego razu Smile

post był pisany na kacu i może zawierać różne rzeczy. nie czepiać sie
Podróżując na rumaku akceptowanych emocji, poszukując siebie wprowadzam do doliny łez,teorie sensu życia przez afirmację samego życia we wszystkich jego przejawach odbitych w zwierciadle sztuki.

yusti
Posty: 4664
Rejestracja: niedziela, 22 października 2006, 17:54
Enneatyp: Perfekcjonista

#18 Post autor: yusti » czwartek, 18 czerwca 2009, 17:22

.

ODPOWIEDZ