Historia mojego przegrywu.

Dyskusje na temat typu 6
Wiadomość
Autor
Snufkin
Posty: 5625
Rejestracja: piątek, 4 kwietnia 2008, 14:28
Enneatyp: Obserwator

Re: Historia mojego przegrywu.

#16 Post autor: Snufkin » czwartek, 23 kwietnia 2015, 18:29

To może trochę też ich wina. Sporo z tego co opisałeś sam pamiętam ze szkoły, trudno było o jakieś głębsze relacje bo ludzie w wieku lat nastu to z reguły typowe cwaniaczki, śmieszki i atencjusze. A z kim przystajesz..


5w4, sp/sx/so
ILI - Ni, DCNH - CT(H)

Konowy
Posty: 27
Rejestracja: czwartek, 23 kwietnia 2015, 01:08

Re: Historia mojego przegrywu.

#17 Post autor: Konowy » czwartek, 23 kwietnia 2015, 18:30

Agon pisze:Wiele ludzi tak ma i nie jest to związane z typem enneagramu. Równie dobrze mogę uznać, że nie jestem typem 5, bo w wolnych chwilach przesiaduję na forum internetowym, albo na fejsie. To nie kwestia osobowości, człowiek się do pewnych rzeczy przyzwyczaja i uzależnia. Potrzebę kontaktu mają wszyscy, nawet Piątki.
Siedząc na forum i analizując typy zapewnisz sobie tę potrzebę i jednocześnie unikniesz tarapatów w postaci bycia odrzuconym przez grupę. Niby możesz zostać zbanowany, ale znajdziesz inne forum, na pewno jest to mniej bolesne, niż bycie odrzuconym w realu.
Co do forów internetowych to zawsze czułem chęć do "uczestniczenia" w nich. Zwłaszcza, jeśli byłem kimś znanym w tej społeczności i miałem jakieś znaczenie. Spędziłem sporo czasu pisząc swoje wypociny na forach tematycznych o grach komputerowych, ale te czasy minęły, nie wiem nawet czemu. W sumie to i tak najczęściej kończyło się banem za obrażanie administracji czy coś takiego. I teraz w sumie mi się przypomniała taka historia. Byłem dość przywiązany do jednego forum i gdy zostałem zbanowany przez pół roku co jakiś czas tworzyłem nowe konto i próbowałem tam wrócić, ale pisanie pod ukryciem nie było dla mnie przyjemnością, więc się ujawniałem, pisałem "prośbę o unban" i dostawałem bana.
I to mi z perspektywy czasu przypomina moje starania o dziewczyny, z którymi rozmowa mi się nie kleiła, ale próbowałem robić wszystko, żeby jednak się z nimi umawiać, bo miałem u nich szanse. I robiłem tak do niedawna, aż zacząłem zauważać, że to i tak bez sensu, bo nie będę przecież grał człowieka jakiego one chcą przez całe życie.

Snufkin
Posty: 5625
Rejestracja: piątek, 4 kwietnia 2008, 14:28
Enneatyp: Obserwator

Re: Historia mojego przegrywu.

#18 Post autor: Snufkin » czwartek, 23 kwietnia 2015, 18:52

No dokładnie ziomeczku nikogo nie udawaj bo to się na dłuższą metę nie opłaca (gówno i tak zawsze wypływa na powierzchnię). No ale jeśli chcesz poznać kogoś na odpowiednim poziomie to sam musisz prezentować zbliżony poziom, bo ludzie dobierają się w relacjach wg własnego poziomu.
5w4, sp/sx/so
ILI - Ni, DCNH - CT(H)

Awatar użytkownika
Ael
Posty: 940
Rejestracja: sobota, 10 kwietnia 2010, 00:22
Enneatyp: Indywidualista
Lokalizacja: Kraina Czarów
Kontakt:

Re: Historia mojego przegrywu.

#19 Post autor: Ael » czwartek, 23 kwietnia 2015, 20:07

Ponawiam pytanie
Ael pisze: Co właściwie sobą reprezentujesz poza obsesją popularności i wyrwania dupy?
Bo jeśli to wszystko, co chowasz w zanadrzu, no to mega słabo. Z tymi "przydupasami" też trzeba mieć o czym gadać.
Serio, to jest wazne wbrew pozorom. Czy masz jakies pasje? Czy jestes mily dla ludzi, czy im pomagasz? Czy jest cokolwiek,co mogloby sprawic, zeby woleli twoje towarzystwo od innych?

(Napisales, ze z tym byciem milym to niezbyt, ale niektorzy doceniaja rowniez starania. Jesli one sa, of course)

Konowy
Posty: 27
Rejestracja: czwartek, 23 kwietnia 2015, 01:08

Re: Historia mojego przegrywu.

#20 Post autor: Konowy » czwartek, 23 kwietnia 2015, 20:13

Konowy pisze:
Marcc pisze:Jak chcesz być lubianym to przestań powierzchownie oceniać ludzi i traktować ich jak gorszych od siebie. Wydaje mi się że to jest twój główny problem, ale masz jeszcze czas żeby się zmienić.
W ennea prawdopodobnie jesteś 6, 5 lub 1. Próbowałeś robić test MBTI? Na pierwszy rzut oka wydaje się ze jesteś ISTJ.
Test ze strony http://www.humanmetrics.com/cgi-win/JTypes2.asp
http://bit.ly/1GmmItC
INFP
Nie wiem jak bardzo to wiarygodne.
Ok zrobiłem test jeszcze raz. Przeanalizowałem wszystkie możliwe pasujące typy i jestem najbliżej ESTJ, INTP i ENTP z czego bardziej zakładałbym, że INTP.
Ogólnie to zacząłem zauważać, że do pewnego momentu w życiu byłem introwertykiem (albo po prostu przez pewien czas) i teraz nie wiem czy to się zmieniło, czy ja oszukuję sam siebie.
Czy jeśli czytam różne opisy i jestem w stanie kilka naraz dopasować do siebie to coś złego?

Snufkin
Posty: 5625
Rejestracja: piątek, 4 kwietnia 2008, 14:28
Enneatyp: Obserwator

Re: Historia mojego przegrywu.

#21 Post autor: Snufkin » czwartek, 23 kwietnia 2015, 20:17

A co to ma wspólnego z tematem ? Nie słuchaj tych dwóch trolli wyżej bo tylko psują wątek.
5w4, sp/sx/so
ILI - Ni, DCNH - CT(H)

Konowy
Posty: 27
Rejestracja: czwartek, 23 kwietnia 2015, 01:08

Re: Historia mojego przegrywu.

#22 Post autor: Konowy » czwartek, 23 kwietnia 2015, 20:32

Ael pisze:Ponawiam pytanie
Ael pisze: Co właściwie sobą reprezentujesz poza obsesją popularności i wyrwania dupy?
Bo jeśli to wszystko, co chowasz w zanadrzu, no to mega słabo. Z tymi "przydupasami" też trzeba mieć o czym gadać.
Serio, to jest wazne wbrew pozorom. Czy masz jakies pasje? Czy jestes mily dla ludzi, czy im pomagasz? Czy jest cokolwiek,co mogloby sprawic, zeby woleli twoje towarzystwo od innych?

(Napisales, ze z tym byciem milym to niezbyt, ale niektorzy doceniaja rowniez starania. Jesli one sa, of course)
Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Cokolwiek bym chciał napisać brzmi to jakoś tak dziwnie prześmiewczo. Na pewno mogę zaoferować chęć wysłuchania problemu i próby pomocy w rozwiązaniu go. Jeśli chodzi o bycie miłym to nie jest tak, że nie jestem. Bo naprawdę czasami nawet jestem zbyt miły i nawet kłamię by zyskać czyjąś sympatię, ale to złe, dlatego raczej preferuję konstruktywnie krytykować ludzi, ale mówię miłe rzeczy ludziom częściej niż ludzie mi.
Może to co mogę zaoferować to, to co chciałbym po prostu robić, a w takim razie lubię na przykład rozmyślać nad ideami. Tego też bym oczekiwał od ludzi, żeby słuchali tego co mam do powiedzenia, tego nad czym myślałem kilka godzin albo i dni i tak samo chciałbym wysłuchać czyichś pomysłów, dowiedzieć się czegoś nowego. Słuchać i być słuchanym, to chyba najlepszy deal jaki można zrobić bez żadnych kosztów.
Nie wiem co jeszcze dodać. Trudno tak z dupy wymyślić coś co mogę robić. To tak jakbym pisał list motywacyjny o przyjęcie do pracy, ale nie wiedział nawet do jakiej firmy czy na jakie stanowisko. Zawsze łatwiej jest mieć się do czego ustosunkować. Mieć pytania, na które chce się uzyskać odpowiedź.
Jak już wspominasz o staraniach to się wypowiem - lepiej być chamem i starać się być miłym niż być miłym, ale również i obojętnym.
(Jakbym zaczął kogoś ostro hejtować i dawać rady to mi proszę przypomnieć, że to jest wątek z moim problem, a nie czyimś.)

Awatar użytkownika
Musashist
Posty: 8
Rejestracja: niedziela, 8 marca 2015, 21:05

Re: Historia mojego przegrywu.

#23 Post autor: Musashist » czwartek, 23 kwietnia 2015, 23:09

Może to co mogę zaoferować to, to co chciałbym po prostu robić, a w takim razie lubię na przykład rozmyślać nad ideami. Tego też bym oczekiwał od ludzi, żeby słuchali tego co mam do powiedzenia, tego nad czym myślałem kilka godzin albo i dni i tak samo chciałbym wysłuchać czyichś pomysłów, dowiedzieć się czegoś nowego. Słuchać i być słuchanym, to chyba najlepszy deal jaki można zrobić bez żadnych kosztów.
Tylko, że do tego też potrzebujesz odpowiedniej osoby, bo niewielu takie rzeczy interesują. A nawet ich musisz jakoś sobie zjednać, żeby Cię w ogóle chcieli wysłuchać, gdyż osoby, które uznajesz na swoim poziomie, najzwyczajniej mogą mieć lepsze rzeczy do roboty. W sumie dzielenie się swoimi ideami można uprawiać nawet tutaj. Już prędzej ktoś się tym przejmie niż losowa osoba, z którą próbujesz nawiązać znajomość.

Ogólnie to proponuję Ci udanie się do psychologa, on Cię wysłucha, może coś doradzi lepiej niż my domorośli specjaliści :-P
6w7

Konowy
Posty: 27
Rejestracja: czwartek, 23 kwietnia 2015, 01:08

Re: Historia mojego przegrywu.

#24 Post autor: Konowy » piątek, 24 kwietnia 2015, 01:23

Musashist pisze:
Może to co mogę zaoferować to, to co chciałbym po prostu robić, a w takim razie lubię na przykład rozmyślać nad ideami. Tego też bym oczekiwał od ludzi, żeby słuchali tego co mam do powiedzenia, tego nad czym myślałem kilka godzin albo i dni i tak samo chciałbym wysłuchać czyichś pomysłów, dowiedzieć się czegoś nowego. Słuchać i być słuchanym, to chyba najlepszy deal jaki można zrobić bez żadnych kosztów.
Tylko, że do tego też potrzebujesz odpowiedniej osoby, bo niewielu takie rzeczy interesują. A nawet ich musisz jakoś sobie zjednać, żeby Cię w ogóle chcieli wysłuchać, gdyż osoby, które uznajesz na swoim poziomie, najzwyczajniej mogą mieć lepsze rzeczy do roboty. W sumie dzielenie się swoimi ideami można uprawiać nawet tutaj. Już prędzej ktoś się tym przejmie niż losowa osoba, z którą próbujesz nawiązać znajomość.

Ogólnie to proponuję Ci udanie się do psychologa, on Cię wysłucha, może coś doradzi lepiej niż my domorośli specjaliści :-P
Żaden psycholog nie umial ze mną nawiązać rozmowy ani nawet stworzyć przyjaznej rozmowie atmosfery, więc uwierz mi, że nie pomoże.
Losowa osoba to przeciętny człowiek więc to pewnie pracujący na taśmie w fafabryce człowiek, którego ulubionym zajęciem jest chlanie do nieprzytomności. I rzeczywiście nie wiem o czym z takimi rozmawiać.

Anna Sadowska
Posty: 20
Rejestracja: środa, 22 kwietnia 2015, 06:12

Re: Historia mojego przegrywu.

#25 Post autor: Anna Sadowska » piątek, 24 kwietnia 2015, 04:08

Konowy, swoim postępowaniem nie zjednasz sobie ludzi. Ciągłe kłamstwa i manipulacje nie są dobrze odbierane w społeczeństwie, a już szczególnie gdy takie zachowanie dotyczy mężczyzn. Osobiście mnie to bardzo odrzuca, bo świadczy o niedojrzałości. Mylisz się też, jeśli myślisz, że ludzie tego nie widzą, a szczególnie kobiety. Intuicyjnie wyczuwamy takie rzeczy.

Jeśli uczęszczasz do liceum, to jesteś, albo za niedługo będziesz formalnie dorosły. Natomiast zachowanie jakie prezentujesz jest szczerze mówiąc na poziomie gimnazjalisty.

Wiedza jaką posiadłeś o ludziach i relacjach powinna być wykorzystana w celu zacieśniania więzów, a nie do manipulacji. Powinieneś też wyzbyć się arogancji. W dobie internetu można łatwo zdobyć ogrom informacji, niestety wielu osobom wydaje się, że tylko one coś wiedzą, podczas gdy inni są ignorantami. To prowadzi do takiego pyszałkowatego podejścia do drugiej osoby i myślenia "każdy się myli, tylko ja mam rację".

Awatar użytkownika
Ael
Posty: 940
Rejestracja: sobota, 10 kwietnia 2010, 00:22
Enneatyp: Indywidualista
Lokalizacja: Kraina Czarów
Kontakt:

Re: Historia mojego przegrywu.

#26 Post autor: Ael » piątek, 24 kwietnia 2015, 04:39

Słuchać i być słuchanym, to chyba najlepszy deal jaki można zrobić bez żadnych kosztów.
Aha!
Tu jest pies pogrzebany!
Przykro mi bejbe ale relacje międzyludzkie zawsze mają jakieś "koszty".
Tylko, że z twojego posania wcale niw wynika, żebyś ty chciał relacji czy naprawy siebie. Ty chcesz splendoru i posłuchu.
Rada: pracuj mocno, by w innych ludziach zobaczyć ludzo a nie przedłużenie własnego ego.

Konowy
Posty: 27
Rejestracja: czwartek, 23 kwietnia 2015, 01:08

Re: Historia mojego przegrywu.

#27 Post autor: Konowy » piątek, 24 kwietnia 2015, 09:45

Anna Sadowska pisze:To prowadzi do takiego pyszałkowatego podejścia do drugiej osoby i myślenia "każdy się myli, tylko ja mam rację".
Czyli będę jak mój ojciec. Tego się obawiam. Ale co robić od czego zacząć?

-- Posty sklejone automatycznie piątek, 24 kwietnia 2015, 08:51 --
Ael pisze:
Słuchać i być słuchanym, to chyba najlepszy deal jaki można zrobić bez żadnych kosztów.
Aha!
Tu jest pies pogrzebany!
Przykro mi bejbe ale relacje międzyludzkie zawsze mają jakieś "koszty".
Tylko, że z twojego posania wcale niw wynika, żebyś ty chciał relacji czy naprawy siebie. Ty chcesz splendoru i posłuchu.
Rada: pracuj mocno, by w innych ludziach zobaczyć ludzo a nie przedłużenie własnego ego.
Przez pół roku zajmowałem miejsce pewnej dziewczynie w autobusie; rozmawiałem z nią w szkole, chodziłem na zzakupy, dużo pisałem, pokazałem w problemach i myślałem, że coś dla niej znaczę, ale teraz ma mnie w dupie. Czy warto tak ryzykować? Jaki w tym sens, jeśli ludzie mają tacy być? Poświęcę komuś czas, a on mnie wwysmieje publicznie po czym powie, że mógł mówić gorsze rzeczy, ale się powstrzymał?

Awatar użytkownika
Paweu
Posty: 297
Rejestracja: czwartek, 20 maja 2010, 00:31
Enneatyp: Perfekcjonista
Kontakt:

Re: Historia mojego przegrywu.

#28 Post autor: Paweu » piątek, 24 kwietnia 2015, 19:51

Chłopie, krótka piłka bo za przeproszeniem chrzanisz jak 15 latka która ma właśnie okres. :lol: Z tego co piszesz to wyłania mi się obraz takiej zbolałej dupci, która by chciała żeby wszyscy koło niego skakali jak koło śmierdzącego jaja a sam nie prezentujesz sobą dokładnie nic. Sorry za taki pojazd ale widać, że ktoś Cię musi do pionu postawić, bo najwyraźniej sam nie potrafisz. Skoro nie potrafisz się niczym zająć, znaleźć sobie własnych pasji, zainteresowań czy czegoś tam tylko dlatego że nie miałbyś tego z kim dzielić to masz problem i to spory. Moja rada: olej to co Ci się wydaje, że inni o Tobie myślą (bo sobie projektujesz na nich te wszystkie swoje jazdy że nikt Cię nie lubi) i zajmij się czymś pożytecznym. Ale nie dlatego, żeby komuś zaimponować (ludzie nie znoszą robienia czegoś na zasadzie "patrzcie na mnie jaki jestem piękny cudny i nadobny") tylko dla samego siebie, dla osiągnięcia jakiegoś celu (nie, nie chodzi mi tu o uznanie w oczach innych ludzi, zapomnij o tym) czy coś. A najfajniejsze relacje tworzą się same z siebie, jak ma się pojawić jakaś fajna laska z którą będziesz mógł dzielić te wszystkie fajne rzeczy to się sama pojawi o ile się ogarniesz i przestaniesz się zachowywać jak niedoruchana blond cizia której paznokieć się złamał :lol: Tak na zachętę, to w miar tego jak się będziesz zmieniał na lepsze (ale dla samego siebie, nie dla kogoś), to fajni ludzie stopniowo sami będą się pojawiali w Twoim życiu, nie wiadomo nawet skąd ;)
Podobno 1w9 LIE

Konowy
Posty: 27
Rejestracja: czwartek, 23 kwietnia 2015, 01:08

Re: Historia mojego przegrywu.

#29 Post autor: Konowy » sobota, 25 kwietnia 2015, 01:01

Paweu pisze:Chłopie, krótka piłka bo za przeproszeniem chrzanisz jak 15 latka która ma właśnie okres. :lol: Z tego co piszesz to wyłania mi się obraz takiej zbolałej dupci, która by chciała żeby wszyscy koło niego skakali jak koło śmierdzącego jaja a sam nie prezentujesz sobą dokładnie nic. Sorry za taki pojazd ale widać, że ktoś Cię musi do pionu postawić, bo najwyraźniej sam nie potrafisz. Skoro nie potrafisz się niczym zająć, znaleźć sobie własnych pasji, zainteresowań czy czegoś tam tylko dlatego że nie miałbyś tego z kim dzielić to masz problem i to spory. Moja rada: olej to co Ci się wydaje, że inni o Tobie myślą (bo sobie projektujesz na nich te wszystkie swoje jazdy że nikt Cię nie lubi) i zajmij się czymś pożytecznym. Ale nie dlatego, żeby komuś zaimponować (ludzie nie znoszą robienia czegoś na zasadzie "patrzcie na mnie jaki jestem piękny cudny i nadobny") tylko dla samego siebie, dla osiągnięcia jakiegoś celu (nie, nie chodzi mi tu o uznanie w oczach innych ludzi, zapomnij o tym) czy coś. A najfajniejsze relacje tworzą się same z siebie, jak ma się pojawić jakaś fajna laska z którą będziesz mógł dzielić te wszystkie fajne rzeczy to się sama pojawi o ile się ogarniesz i przestaniesz się zachowywać jak niedoruchana blond cizia której paznokieć się złamał :lol: Tak na zachętę, to w miar tego jak się będziesz zmieniał na lepsze (ale dla samego siebie, nie dla kogoś), to fajni ludzie stopniowo sami będą się pojawiali w Twoim życiu, nie wiadomo nawet skąd ;)
Mam wrażenie, że masz rację. Tylko co ja mogę? Nie mam pojęcia czym się zająć, co jeszcze bardziej mnie dobija.

Awatar użytkownika
Zielona
Posty: 600
Rejestracja: środa, 6 lutego 2013, 01:31
Enneatyp: Mediator

Re: Historia mojego przegrywu.

#30 Post autor: Zielona » sobota, 25 kwietnia 2015, 01:07

Zajmij tym co najważniejsze czyli sobą. Początek już zrobiłeś, bo zauważyłeś, że masz problem i potrzebujesz pomocy. Samokrytyki już dokonałeś ;)
Polecam kurs asertywności. http://www.liceumwolsztyn.pl/sites/defa ... sc_cz1.pdf
"Nic się nie zmienia od na dupie siedzenia." Ranczo

ODPOWIEDZ