Czy prowadzisz takie życie, jakie byś chciał?

Dyskusje na temat typu 5
Wiadomość
Autor
Awatar użytkownika
Cotta
VIP
VIP
Posty: 2406
Rejestracja: czwartek, 12 maja 2011, 16:55
Enneatyp: Obserwator
Lokalizacja: pomorskie

Re: Czy prowadzisz takie życie, jakie byś chciał?

#61 Post autor: Cotta » poniedziałek, 19 marca 2012, 19:43

Wiele się da, kiedy się jest z dysfunkcyjnej rodziny. Sama jestem i wiem, że to jest duże obciążenie. Ale też wiem, że wiele da się przezwyciężyć. Mam też paru znajomych, którzy też mieli w domu przerąbane - poukładali sobie życia i to nawet lepiej niż niejedna osoba z tzw. zdrowego domu. Jasne, że zmiany nie nastąpią z dnia na dzień. Jak jakiś obciążający czynnik oddziaływał przez lata, to i odciążanie się z niego zajmie lata. Ale kroczek po kroczku... i jakoś idzie do przodu. Że uleganie strachowi nie jest dobrym pomysłem, to już wiesz. Lepiej zamiast pogrążać się w poczuciu winy (po co? co to zmieni?), potraktować to jako bodziec - następnym razem w podobnej sytuacji przypomnij sobie, że nie wyszłaś dobrze na poddaniu się, przypomnij sobie, że żałowałaś - i zrób to, co masz zrobić. Nawet jak nie wyjdzie, to przynajmniej będziesz mogła powiedzieć, że tym razem spróbowałaś. Czyli zrobiłaś postęp.

Nie wiem, czy próbowałaś czytać coś na temat osób z rodzin dysfunkcyjnych. Jest wiele książek, pomagają zrozumieć swoją sytuację, swoje reakcje. Np. tu jest lista ciekawych lektur (część jest łatwo dostępna a Chomiku).

Co do tego, czy dasz radę... Wrażenie, że się nie da rady jest przede wszystkim na początku. Najtrudniej jest coś zacząć. Potem już samo się napędza i dzieje. Nie zawsze wyjdzie, to normalne. Nie ma takich osób, którym ZAWSZE się wszystko udaje. Nie ma też takich, którym NIGDY się nie udaje. Ale jak się nic nie zrobi, to celu nie osiągnie na bank. Jak się próbuje, to przynajmniej jest szansa.


5w4, sp/sx/so, INTJ
LII [Ne, DCNH - CT(H)]


http://www.poomoc.pl/

Życie bywa skomplikowane, więc lepiej się zdrzemnąć.

Awatar użytkownika
Litowojonow
Posty: 525
Rejestracja: piątek, 17 lutego 2012, 19:17
Enneatyp: Obserwator
Lokalizacja: punkt orientacyjny Lloyda

Re: Czy prowadzisz takie życie, jakie byś chciał?

#62 Post autor: Litowojonow » wtorek, 20 marca 2012, 01:42

dorotek88 pisze:Czy komuś z Was udało się pojąć jakieś kroki które zmieniły wasze życie? (pytam zwłaszcza piątki bo myślę że moje problemy są dość typowe dla tego typu:-)
Wielkich, rewolucyjnych kroków nie podjąłem, więc i żadnej skokowej zmiany nie było. Niemniej jednak na przestrzeni lat moje życie zmieniło się mocno na +. Potężna nieśmiałość, czy też fobia społeczna powodująca silne reakcje lękowe przy zwykłych zakupach w sklepie z czasem zmalała do niegroźnych rozmiarów. Teraz nie dość, że nie rozwala mi to życia, to nawet niewiele mi to na co dzień przeszkadza, choć pewien ślad pozostał.
Sam do końca nie wiem, jak to się dokładnie stało, ale pewne czynniki mogę wyodrębnić.
To, co już napisali poprzednicy z pewnością nie jest bez znaczenia. Zawsze lubiłem siebie jako osobę, nie miałem wygórowanych ambicji, a jak coś poszło źle to starałem się nie przerabiać tego na okrągło w swojej głowie, odpuścić, odciągając jakoś swoją uwagę. Starałem się, to znaczy, że był to dla mnie pewien problem. Czytanie książki sprawdzało się może w 20%, moja uwaga uciekała często od jej treści znów w stronę nieprzyjemną. Gry komputerowe nieco bardziej absorbowały moją uwagę. Patrząc z perspektywy, na nadmiar myśli ogółem - a więc także tych negatywnych, generujących lęk - świetnie wpływa wysiłek fizyczny. Oczyszcza umysł i zmusza mięśnie (w silnym stresie wciąż napięte - a przynajmniej tak to odczuwam, biologiem nie jestem) do odpoczynku.
Nie do końca rozumiem, jak można nie być swoim przyjacielem, przecież wszyscy chcemy swego dobra. Może ktoś Ci wpoił w dzieciństwie wizję tego, kim "powinnaś" być i to ta wizja jest Tobie nieprzyjazna, a nie Ty sama. Warto się pozbywać takich narzuconych, destrukcyjnych przekonań.
Pomocny w radzeniu sobie z lękowymi sytuacjami jest dystans do siebie, najłatwiej chyba osiągnąć go poprzez poczucie humoru - żartowanie z siebie (niekoniecznie na zewnątrz, wystarczy we własnej głowie). W żadnym razie nie należy mylić tego z wyśmiewaniem i krytyką - takie żarty powinny cechować się wyrozumiałością wobec siebie, spojrzeniem na to, co uważało się za tragedię z przymrużeniem oka. Kolejna metoda, którą stosowałem celem nabrania dystansu, to właśnie ta opisana przez Cottę - logiczne tłumaczenie sobie, że tak właściwie nie ma realnego zagrożenia, a jak jest, to drobne.
Kolejna kwestia... nie wiem, czy akurat Ciebie dotyczy, ale ja to miałem "w pakiecie" z resztą :wink: :
Moja niepewność i lęk w sytuacjach socjalnych chyba była jakoś odzwierciedlona w mojej fizyczności - sposobie poruszania, postawie itp. - bo w sposób, którego nie potrafię inaczej wyjaśnić bywałem traktowany jak ofiara przez różnego rodzaju gnębicieli, co jeszcze pogłębiało mój lęk i co za tym idzie nie stwarzało pięknych perspektyw na przyszłość. Tutaj działałem od dwóch stron. Od strony psychicznej: tzn wszelkie próby opanowywania negatywnych myśli, uspokajania i upewniania siebie w sytuacjach potencjalnie groźnych oraz cała reszta tu opisywana. Od strony fizycznej starałem się zachowywać normalną postawę, tzn głowa do góry i klata w przód :D No i jeszcze (może to trochę sprzeczne, ale z tą postawą to głównie w domu experymenty robiłem, żeby na zewnątrz już bardziej naturalnie mogło mi to przyjść...) starałem się nie myśleć o tym, w jaki sposób się poruszam, bo właśnie wtedy poruszałem się dziwnie. Podejrzane zjawisko, ale np. można zwiększyć prawdopodobieństwo tego, że się człowiek potknie myśląc o tym, żeby się nie potknąć.
Co dalej... Sądzę, że w pewnym stopniu pomógł mi alkohol - zobaczyłem, że mogę porozumiewać się swobodnie z ludźmi, przestać się ciągle kontrolować, nawet, jeśli jestem na większej imprezie (to był rok 18stek :D ). Tego sposobu jednak nie polecam, bo ryzykowny - niektórzy mogą jeszcze bardziej się zdołować widząc różnicę i nie mogąc osiągnąć takiego stanu na trzeźwo. Innym z kolei może się to za bardzo spodobać i pewnego dnia już nie będą mogli sobie odmówić.
Jest bardziej sensowny sposób, aby faktycznie zobaczyć, że ma się możliwości. Jest to przebywanie z ludźmi, których dobrze znamy, z którymi czujemy się dobrze i którzy nas akceptują. W takim sprzyjającym towarzystwie bloki stopniowo zanikają coraz bardziej. Tu jest pewna trudność, jeśli nie masz takiej grupy ludzi. Przez lat parę też nie miałem, było to po przeprowadzce. W wolnym czasie czytałem książki i grałem na komputerze, nigdzie nie wychodziłem. W klasie miałem jednak w porządku osoby i starały się mnie wyciągnąć na dwór :wink: Sprawa wyglądała dla mnie z pozoru nieopłacalnie, bo doświadczany stres czy też lęk przeważał nad ewentualną przyjemnością, jednak nie warto odrzucać takiej szansy na stworzenie sprzyjających warunków do regularnego osłabiania bloków psychicznych. Warto się czasem zmusić. Poza tym, ludzie będący w porządku to przecież wartość sama w sobie, może akurat jakaś przyjaźń na lata się rozwinie :wink: Tego, żebyś sama szukała kontaktów nie doradzam tutaj tylko dlatego, bo sam nie byłem w stanie tego zrobić na ówczesnym etapie ( a i teraz jakoś mi to nie leży), ale jeśli kojarzysz jakiś pozytywnych ludzi i czujesz, że dasz rade spróbować - próbuj :) Miałem jeszcze to szczęście na trochę późniejszym etapie "rozwoju", że trafiłem na pewną 7, która nie zwracała uwagi na moje odchyły od normy, była inicjatywna i wesoła, czułem się dobrze przebywając z nią i nienajgorzej się rozumieliśmy... jednak co z tego wynikło, to już zupełnie inna historia :P
Jeszcze jedno. Gdy jakaś społeczna interakcja nadciąga, lepiej załatwić to szybko, od razu i jak najmniej myśleć. Gdy się przystanie pod drzwiami (dosłownie bądź też w przenośni - mam przed oczami sytuację, gdy stoję pod sekretariatem w SP, aby podbić legitymację i nie mogę wejść :| absurdalna sytuacja, ale niestety miała miejsce) i zacznie analizować możliwe scenariusze przebiegu rozmowy to pozamiatane, z każdą chwilą jest gorzej. Trzeba wyłączyć mózg na parę chwil, a potem jest za późno, aby się wycofać, więc jakoś to się toczy.
Dużo jest w tym prawdy, ale przeważa nieprawda.

dorotek88
Posty: 4
Rejestracja: czwartek, 15 marca 2012, 12:51

Re: Czy prowadzisz takie życie, jakie byś chciał?

#63 Post autor: dorotek88 » czwartek, 22 marca 2012, 10:15

Dzięki za odpowiedzi:-) Dały mi dużo do myślenia.
Troszkę już się pogodziłam z tym co się stało i już się tak nie obwiniam. I myślę że wyszła z tego co najmniej jedna pozytywna rzecz, a mianowicie zauważyłam pewne błędy w swoim myśleniu które sprawiają że postępuję tak a nie inaczej. I może uda mi się coś z tym zrobić. Wcześniej też sobie uświadamiałam że coś jest nie tak ale nie czułam takiej potrzeby żeby coś zmienić.
Pozdrawiam :-)

bruno dievs
Posty: 796
Rejestracja: wtorek, 30 czerwca 2009, 00:58

Re: Czy prowadzisz takie życie, jakie byś chciał?

#64 Post autor: bruno dievs » środa, 28 marca 2012, 11:29

napisaliście tu dużo ciekawych postów przez ten czas co mnie nie było ;)
Cotta pisze:Jak wyżej, traktować się dobrze, jak własnego przyjaciela. Czy przyjacielowi byś wytykała każdą pomyłkę, szczegółowo analizowała, co mógł zrobić lepiej, ciągle mu przypominała, że został za coś skrytykowany i umniejszała to, co zrobił dobrze? Czy może raczej starałabyś się go pocieszyć i wesprzeć, pokazując, że drobne wpadki nie przekreślają jego wartości?
Litowojonow pisze:Wielkich, rewolucyjnych kroków nie podjąłem, więc i żadnej skokowej zmiany nie było. Niemniej jednak na przestrzeni lat moje życie zmieniło się mocno na +. Potężna nieśmiałość, czy też fobia społeczna powodująca silne reakcje lękowe przy zwykłych zakupach w sklepie z czasem zmalała do niegroźnych rozmiarów. Teraz nie dość, że nie rozwala mi to życia, to nawet niewiele mi to na co dzień przeszkadza, choć pewien ślad pozostał.
Walka z nieśmiałością to trochę jak walka z ruchomymi piaskami. Im więcej się ktoś przeciwstawia, szarpie się, tym z większą siłą jest wciągany. Ale gdy się rozluźnisz, ta siła również się rozluźnia. Nieśmiałości się nie zwalcza, nieśmiałość się przytula :P Znacie może takich ludzi, w towarzystwie których myślicie "wow, zapomniałem, że jestem nieśmiały :O"? Jacy są to ludzie?
Będąc na czymś skupionym przez cały czas, wydaje się to bardzo ważne i przytłaczające i nie dostrzega się tego co jest wokół, na przykład innych osób. Jakie pytania sobie samemu zadaje nieśmiała osoba, gdy jest w towarzystwie? Pewnie coś w stylu "czy dobrze wypadnę... czy pomyślą, że jestem fajny... czy będę w stanie dobrze mówić o swoich opiniach... czy będę w stanie coś sensownego powiedzieć...". A jak myślicie czuje się osoba, która myśli "hm, jestem ciekawy/ciekawa jacy są Ci ludzie, jakie mają opinie, przeżycia, doświadczenia... czy są fajni... co ciekawego powiedzą?"?
Jest bardziej sensowny sposób, aby faktycznie zobaczyć, że ma się możliwości. Jest to przebywanie z ludźmi, których dobrze znamy, z którymi czujemy się dobrze i którzy nas akceptują. W takim sprzyjającym towarzystwie bloki stopniowo zanikają coraz bardziej. Tu jest pewna trudność, jeśli nie masz takiej grupy ludzi. Przez lat parę też nie miałem, było to po przeprowadzce. W wolnym czasie czytałem książki i grałem na komputerze, nigdzie nie wychodziłem. W klasie miałem jednak w porządku osoby i starały się mnie wyciągnąć na dwór Sprawa wyglądała dla mnie z pozoru nieopłacalnie, bo doświadczany stres czy też lęk przeważał nad ewentualną przyjemnością, jednak nie warto odrzucać takiej szansy na stworzenie sprzyjających warunków do regularnego osłabiania bloków psychicznych. Warto się czasem zmusić. Poza tym, ludzie będący w porządku to przecież wartość sama w sobie, może akurat jakaś przyjaźń na lata się rozwinie Tego, żebyś sama szukała kontaktów nie doradzam tutaj tylko dlatego, bo sam nie byłem w stanie tego zrobić na ówczesnym etapie ( a i teraz jakoś mi to nie leży), ale jeśli kojarzysz jakiś pozytywnych ludzi i czujesz, że dasz rade spróbować - próbuj Miałem jeszcze to szczęście na trochę późniejszym etapie "rozwoju", że trafiłem na pewną 7, która nie zwracała uwagi na moje odchyły od normy, była inicjatywna i wesoła, czułem się dobrze przebywając z nią i nienajgorzej się rozumieliśmy... jednak co z tego wynikło, to już zupełnie inna historia
Bardzo dobrze. Ja uważam, że to nieludzkie wymagać od siebie, by umieć się dogadać z każdym i umieć się odnaleźć w każdym towarzystwie. Ja tego nie potrafię i raczej nigdy nie będę potrafił. Życie jest zbyt krótkie, żeby tracić czas na przebywanie z ludźmi, których się nie lubi. Czasami wymaga to drastycznych kroków, np zmiany środowiska w którym się żyje, przeprowadzki, czy zmiany pracy, ale to się potem zwraca ;]
znawca pisze:Jest wiele rzeczy, które chciałbym w sobie zmienić. Jedna z nich, która ostatnio mi się pali pod nogami to żeby zrozumieć lepiej kobiety. Zawsze myślałem, że rozumiem ale ostatnio już tak nie myślę.
Hehe i co robisz, żeby je lepiej rozumieć?
639f3d3b99876f1c9f27f68ea08dcbb8

muahahaha
Posty: 365
Rejestracja: poniedziałek, 28 listopada 2011, 18:27

Re: Czy prowadzisz takie życie, jakie byś chciał?

#65 Post autor: muahahaha » środa, 28 marca 2012, 15:12

bruno dievs pisze: Będąc na czymś skupionym przez cały czas, wydaje się to bardzo ważne i przytłaczające i nie dostrzega się tego co jest wokół, na przykład innych osób. Jakie pytania sobie samemu zadaje nieśmiała osoba, gdy jest w towarzystwie? Pewnie coś w stylu "czy dobrze wypadnę... czy pomyślą, że jestem fajny... czy będę w stanie dobrze mówić o swoich opiniach... czy będę w stanie coś sensownego powiedzieć..."
Jak dla mnie, to nic się nie zgadza (podciągnęłam wzmożoną niechęć do tłumu pod nieśmiałość)
- właśnie, że się dostrzega to co wokół (no chyba, że ktoś działa na zasadzie strusia) Obserwacja otoczenia bardzo pomaga, bo można sobie wtedy znaleźć jakiś kącik i nie rzucać się w oczy (i np. poczytać mając nadzieję że złowroga aura wszystkich odstraszy) - w każdym razie ja miałam taka technikę parę lat temu na weselu u cioci.
Poza tym nawet w dużej grupie znajdzie się jeszcze ktoś, kto chce mieć spokój (lub jest nieśmiały) i wtedy można spróbować zagadać z taką osobą (teraz już zawsze na wesela zabieram karty ;)
- zazwyczaj nie mam myśli 'czy dobrze wypadłam ?': bo wychodzę z założenia, że jak ktoś jest moim przyjacielem to zaakceptuje mnie taką jaka jestem. Jeżeli to nie jest mi bliska osoba i coś się jej u mnie nie podoba to niech się %$#^

bruno dievs
Posty: 796
Rejestracja: wtorek, 30 czerwca 2009, 00:58

Re: Czy prowadzisz takie życie, jakie byś chciał?

#66 Post autor: bruno dievs » wtorek, 3 kwietnia 2012, 10:58

muahahaha pisze:- właśnie, że się dostrzega to co wokół (no chyba, że ktoś działa na zasadzie strusia) Obserwacja otoczenia bardzo pomaga, bo można sobie wtedy znaleźć jakiś kącik i nie rzucać się w oczy (i np. poczytać mając nadzieję że złowroga aura wszystkich odstraszy) - w każdym razie ja miałam taka technikę parę lat temu na weselu u cioci.
zgaduję, że myślałaś wtedy mniej więcej w ten sposób: "ale tu do dupy..., wolałabym zostać w domu i poczytać książkę..., znowu ktoś coś ode mnie będzie chciał..., gdzie by tu się zaszyć żeby mnie nikt nie widział..., jak ja nienawidzę chodzić na wesela...". Tak było? Spoko, nie każdy musi lubić polskie tradycyjne wesela. Tylko, że na pewno nie o takim koncentrowaniu się na innych ludziach i dostrzeganiu świata wokół pisałem.
muahahaha pisze:- zazwyczaj nie mam myśli 'czy dobrze wypadłam ?': bo wychodzę z założenia, że jak ktoś jest moim przyjacielem to zaakceptuje mnie taką jaka jestem. Jeżeli to nie jest mi bliska osoba i coś się jej u mnie nie podoba to niech się %$#^
Tak, to faktycznie się różni. Pierwsze świadczy o zwykłej nieśmiałości, niepewności, o skierowaniu nieco większej uwagi na siebie niż na innych. A ktoś z podejściem "jak się nie podoba to spierdalaj", to już musi mieć kompletnie w dupie drugą osobę i być mocno przewrażliwiony na swoim punkcie.

Przeglądając wcześniejsze wypowiedzi znalazłem coś takiego:
Pierzasta pisze:
Shirayo pisze:Moje jest realne. // o życiu "jakby się chciało"
Twoje jest realistyczne, chociaż może się okazać, że w rzeczywistości życie w takim miasteczku nie będzie wyglądać tak sielankowo.
To jest dosyć istotna sprawa, ponieważ ideały, wyobrażenia o najlepszym możliwym życiu, to są tylko pomysły, hipotezy. Jak myślę o życiu w drewnianym domku w pięknych górach, to też wydaje mi się to fajne, ale jakby było w praktyce? Nie wiem, musiałbym to sprawdzić, ale nie pali mi się do tego. Czasami odrobina doświadczenia odwraca sposób myślenia o 180 stopni. I to w sumie nic złego, że ideał okazuje się "niefajny" - to znaczy tylko, że lepiej poznaliśmy siebie i swoje potrzeby, zdobyliśmy coś, co pozwoli lepiej cieszyć się życiem. Weźmy jako przykład młodą zakochaną Piątkę, obserwującą z daleka swój ideał. Czasami takie Piątki biorą się w garść i podrywają, zdobywają tę "idealną dziewczynę", czy "idealnego faceta" i czasem okazuje się, że ... "to nie to...". Klops? Nie, klops byłby, gdyby przez kolejne dwa lata Piątka wzdychała do swojego ideału, nie zdając sobie sprawy, że to co może ją uszczęśliwić jest zupełnie gdzieś indziej.
639f3d3b99876f1c9f27f68ea08dcbb8

Awatar użytkownika
Litowojonow
Posty: 525
Rejestracja: piątek, 17 lutego 2012, 19:17
Enneatyp: Obserwator
Lokalizacja: punkt orientacyjny Lloyda

Re: Czy prowadzisz takie życie, jakie byś chciał?

#67 Post autor: Litowojonow » wtorek, 3 kwietnia 2012, 14:35

bruno dievs pisze:
muahahaha pisze: - zazwyczaj nie mam myśli 'czy dobrze wypadłam ?': bo wychodzę z założenia, że jak ktoś jest moim przyjacielem to zaakceptuje mnie taką jaka jestem. Jeżeli to nie jest mi bliska osoba i coś się jej u mnie nie podoba to niech się %$#^
Tak, to faktycznie się różni. Pierwsze świadczy o zwykłej nieśmiałości, niepewności, o skierowaniu nieco większej uwagi na siebie niż na innych. A ktoś z podejściem "jak się nie podoba to spierdalaj", to już musi mieć kompletnie w dupie drugą osobę i być mocno przewrażliwiony na swoim punkcie.
Oba podejścia nie są mi obce, powiem więcej: współistniały ze sobą. Zamieniałem instynktowne podejście nr1 na świadome podejście nr2. Drugie tylko brzmi niemiło, tak naprawdę jest całkiem rozsądne. Wszystkim się nie dogodzi, zawsze komuś nie będziemy się podobać. Chcąc uwzględnić oczekiwania wszystkich nie dość, że tracimy siebie, to jeszcze dochodzimy do sprzeczności. Uwzględniam opinie bliskich, co nie jest problemem, bo też uważam wzajemną akceptację za warunek prawdziwej bliskości. Innych też oczywiście wysłucham, może akurat mają coś mądrego do powiedzenia, ale nie widzę nic złego w zignorowaniu ich opinii na mój temat.
bruno dievs pisze:Klops? Nie, klops byłby, gdyby przez kolejne dwa lata Piątka wzdychała do swojego ideału, nie zdając sobie sprawy, że to co może ją uszczęśliwić jest zupełnie gdzieś indziej.
Racja, każde doświadczenie nas czegoś uczy. Także te nieprzyjemne, z których pozornie nic nie wynikło. Nieprzyjemne mogą być nawet bardziej pouczające. Co przeżyliśmy to nasze, jest większa baza wiedzy do realizacji planów i co ważne, jest to wiedza praktyczna, a nie czysta teoria.
Dużo jest w tym prawdy, ale przeważa nieprawda.

bruno dievs
Posty: 796
Rejestracja: wtorek, 30 czerwca 2009, 00:58

Re: Czy prowadzisz takie życie, jakie byś chciał?

#68 Post autor: bruno dievs » środa, 4 kwietnia 2012, 11:23

@Litowojonow, dziwię się trochę, że wrzucasz to do jednego wora z etykietą "nie podoba się to spierdalaj". Wyobraź sobie sytuację, że jakaś dziewczyna, która Ci się nie podoba zaprasza Cię na randkę do kina. Uprzejmie odmawiasz. Zwróć uwagę jak ogromna różnica jest pomiędzy tym jakby zareagowała:
a) nie to nie, spierdalaj
b) ok, rozumiem
To nie jest brzydkie i ładne wyrażenie tej samej rzeczy. To coś zupełnie innego. Nie zrobiłoby wielkiej różnicy dla Ciebie - w przypadku a. trochę się zirytujesz, za godzinę zapomnisz. To robiłoby różnicę w życiu tej dziewczyny. Przypadek b. to:
"Akceptuję siebie oraz to, że nie każdemu muszę się podobać i czuję się z tym ok. Rozumiem, że ludzie mają różne oczekiwania, ale mam prawo być sobą i lubię być sobą."

Przypadek pierwszy to przeciwieństwo. Jeżeli ktoś tak silnie reaguje w takich sytuacjach, to świadczy to raczej o jakimś słabym, bolącym punkcie, nie istotne czy tą reakcją jest gniew czy płacz.

A podejmowanie własnych, niezależnych od oczekiwań innych ludzi, decyzji ... to już zupełnie inna para kaloszy, śmiem jednak przypuszczać, że stan ducha z a) wcale temu nie musi sprzyjać ;]
639f3d3b99876f1c9f27f68ea08dcbb8

Awatar użytkownika
Litowojonow
Posty: 525
Rejestracja: piątek, 17 lutego 2012, 19:17
Enneatyp: Obserwator
Lokalizacja: punkt orientacyjny Lloyda

Re: Czy prowadzisz takie życie, jakie byś chciał?

#69 Post autor: Litowojonow » środa, 4 kwietnia 2012, 22:14

Chyba się trochę nie zrozumieliśmy, pewnie przez inne interpretacje tego, co napisała muahahaha. Nie miałem na myśli werbalizowania jakiś obelg i wrogiego nastawienia do innych, więc przykład do mnie nie trafia. To spierdalanie to dla mnie taka metafora niezależności od opinii innych, nie brania ich do siebie :P Przypadek a) to przewrażliwienie, a więc przeciwieństwo wyjebczości, nie o to mi chodziło. Miałem na myśli właśnie coś w stylu:
bruno dievs pisze:"Akceptuję siebie oraz to, że nie każdemu muszę się podobać i czuję się z tym ok. Rozumiem, że ludzie mają różne oczekiwania, ale mam prawo być sobą i lubię być sobą."
Pomijając "czuję się z tym ok" i stopień stonowania widzę duże podobieństwa do muahahowego cytatu (w mojej osobistej interpretacji, odległej od przypadku a))
bruno dievs pisze:Jeżeli ktoś tak silnie reaguje w takich sytuacjach, to świadczy to raczej o jakimś słabym, bolącym punkcie, nie istotne czy tą reakcją jest gniew czy płacz.
Nie odczytałem tego tak dosłownie
bruno dievs pisze:A podejmowanie własnych, niezależnych od oczekiwań innych ludzi, decyzji ... to już zupełnie inna para kaloszy, śmiem jednak przypuszczać, że stan ducha z a) wcale temu nie musi sprzyjać ;]
...tak właściwie to się zgadzamy, o to etykietkowanie głównie poszło
Dużo jest w tym prawdy, ale przeważa nieprawda.

muahahaha
Posty: 365
Rejestracja: poniedziałek, 28 listopada 2011, 18:27

Re: Czy prowadzisz takie życie, jakie byś chciał?

#70 Post autor: muahahaha » środa, 4 kwietnia 2012, 22:34

Moje zdanie jest takie, jak Litowojonowa ( w zasadzie w 100% wyraził, to o co mi chodziło)

bruno dievs
Posty: 796
Rejestracja: wtorek, 30 czerwca 2009, 00:58

Re: Czy prowadzisz takie życie, jakie byś chciał?

#71 Post autor: bruno dievs » piątek, 6 kwietnia 2012, 10:19

@Litowojonow
Ja rozumiem jakie masz podejście i uważam je za sensowne. To czego nie rozumiem, to dlaczego stosujesz akurat takie etykietowanie, w czym okazuje się to dla Ciebie lepsze? Wytłumacz mi tylko to, a ja nie będę już wnikał w temat.
639f3d3b99876f1c9f27f68ea08dcbb8

Awatar użytkownika
Litowojonow
Posty: 525
Rejestracja: piątek, 17 lutego 2012, 19:17
Enneatyp: Obserwator
Lokalizacja: punkt orientacyjny Lloyda

Re: Czy prowadzisz takie życie, jakie byś chciał?

#72 Post autor: Litowojonow » piątek, 6 kwietnia 2012, 14:33

Pewien nie jestem, ale może dlatego, że będąc osobą wahającą się i mającą skłonność do rozpatrywania różnego rodzaju relatywizmu lubię określić niektóre rzeczy bardziej dosadnie. Bardziej dookreślony się wtedy czuję, a precyzyjne informacje to dobre informacje :wink: Chyba sprawia mi to też dziwną przyjemność na tej zasadzie co w "Fight Club", nie wiem, czy oglądałeś/czytałeś. Zazwyczaj nie lubię radykałów, a czasem czuję się jak jeden z nich :lol:
To się leczy?

Edit: Może jeszcze o to chodzić, że ludziom łatwiej zignorować człowieka łagodnego, nigdy nie byłem dobry w reagowaniu na sytuacje nacisku. Zwykłe "spierdalaj" może okazać się dużo bardziej skuteczne niż "to moje życie, proszę uprzejmie się nie wtrącać". Nawet, jeśli te kwestie nie są wypowiadane i widnieją tylko gdzieś w głowie.
Dużo jest w tym prawdy, ale przeważa nieprawda.

Awatar użytkownika
sjofh_ystad
Posty: 619
Rejestracja: poniedziałek, 2 kwietnia 2012, 23:44
Lokalizacja: Nowhere dense ideal / Heart of Darkness

Re: Czy prowadzisz takie życie, jakie byś chciał?

#73 Post autor: sjofh_ystad » piątek, 1 czerwca 2012, 00:38

Dwa razy nie. Mogę zacząć pichcić coś ciekawego, tylko trzeba działać. Czemu do tej pory tego nie robiłem? Przez większość czasu nie czułem potrzeby, zabiłem ją w sobie. Potem byłem zbyt uzależniony od ludzi i innych dupereli + sam sobie nałożyłem kajdanki, angażując się nie w to, co trzeba. Mam nadzieję, że za pół roku będzie 2 razy tak.
Oto pisze Ruchomy Palec; cokolwiek raz zapisze
idzie dalej: ni cała twa pobożność, ni mądrość
nie zdołają go cofnąć, by zmazał bodaj pół wiersza,
ani też wszystkie twe łzy nie zmyją zeń choćby słowa

bruno dievs
Posty: 796
Rejestracja: wtorek, 30 czerwca 2009, 00:58

Re: Czy prowadzisz takie życie, jakie byś chciał?

#74 Post autor: bruno dievs » piątek, 1 czerwca 2012, 06:46

sjofh_ystad, planujesz jakieś przełomowe zmiany?
639f3d3b99876f1c9f27f68ea08dcbb8

Awatar użytkownika
sjofh_ystad
Posty: 619
Rejestracja: poniedziałek, 2 kwietnia 2012, 23:44
Lokalizacja: Nowhere dense ideal / Heart of Darkness

Re: Czy prowadzisz takie życie, jakie byś chciał?

#75 Post autor: sjofh_ystad » sobota, 2 czerwca 2012, 14:52

O tak. Obudziłem się i otworzyłem oczy. Na początek, rozluźnię się psychicznie. Nigdy nie udało mi się dłużej świadomie utrzymać tego stanu. Będę dzielił się radością z ludźmi, którzy mnie otaczają. W końcu zrozumieją, że dotychczas krępowała mnie powłoka moich wspomnień. Bez żadnych fajerwerków, budowania nowego Siebie- Ja już jestem, pora z tego skorzystać. Zacznę spędzać czas z ludźmi, ale nie na siłę. Do tej pory się ich bałem, teraz rozumiem, że życie samo w sobie jest szare i każdy chce je sobie jakoś urozmaicić. Jeśli poszukam, z wieloma znajdę takie wspólne "urozmaicenie", w postaci hobby czy po prostu wspólnego spędzania czasu. Zacznę na serio działać w celu zdobycia pracy, zapewnienia sobie przyszłości i cieszenia się tym. Może jakiś projekcik z kumplem ze studiów, który zawsze ma szczęście? Coś wykombinujemy. Praca też może być interesująca, tym bardziej jeśli wezmę sprawy w swoje ręce. Będzie coraz lepiej, nawet jeśli czasem pod górkę.
Dojrzewałem do tych zmian parę lat, nie wiem, czy można je nazwać przełomowymi. Chyba można-liczy się efekt, a nie tylko to, co w głowie. Nie dam się już zgnoić, nigdy. Ani innym, ani tym bardziej samemu sobie.
Oto pisze Ruchomy Palec; cokolwiek raz zapisze
idzie dalej: ni cała twa pobożność, ni mądrość
nie zdołają go cofnąć, by zmazał bodaj pół wiersza,
ani też wszystkie twe łzy nie zmyją zeń choćby słowa

ODPOWIEDZ