Dzieciństwo Czwórek

Dyskusje na temat typu 4
Awatar użytkownika
chokureika
Moderator
Posty: 602
Rejestracja: niedziela, 11 listopada 2007, 23:25
Enneatyp: Indywidualista

Dzieciństwo Czwórek

Postautor: chokureika » wtorek, 24 marca 2015, 01:51

Drogie czwóreczki, jak wyglądało Wasze dzieciństwo? Jakimi dziećmi byliście? Jakie mieliście kontakty z otoczeniem? Co ceniliście? Opiszcie wszystko co Wam przyjdzie do głowy na temat Waszego dzieciństwa i Waszego zachowania wtedy ;)
4.5 sx/sp IEI / z uniesień pozostało mi uniesienie brwi, ze wzruszeń - wzruszenie ramion.

Jestem i zostane
Posty: 20
Rejestracja: niedziela, 3 maja 2015, 10:56

Re: Dzieciństwo Czwórek

Postautor: Jestem i zostane » poniedziałek, 4 maja 2015, 13:57

Sęk w tym że to jest w archiwum i już nie da się niczego dodawać,a co jeśli ja jednak znajdę w sobie potrzebę podzielenia się z kimś swoim życiem?^^

Dobra, mniejsza z tym opiszę tutaj swoje dzieciństwo.
Zanim poszedłem do przedszkola bałem się kur, pamiętam że chyba zjadłem liścia z drzewa, W przedszkolu, zerówce bodajże w czasie leżakowania na siłę patrzyłem w słońce mimo tego że mnie raziło bo wmawiałem sobie że w czymś mi to pomoże, byłem maminsynkiem, strasznie leciałem do mamy, nie jestem w stanie stwierdzić czy dużo płakałem oprócz sytuacji w której popłakałem się ponieważ nie chciałem jeść zupy którą dała mi ciotka i raz jak mój wujek rzucił w moją mamę kapciem dla żartu i trafiło mnie pamiętam że miałem pierwszy przebłysk tego że jest mi głupio z powodu płaczu ponieważ rozpłakałem się mimo tego ze ten kapeć nawet nie bolał, no i głupio mi było że tak zareagowałem. z rana jak trzeba było wstać do przedszkola byłem również uciążliwy ponieważ twierdziłem ze póki mam nie przyjdzie i nie powie my abym wstał to nie wstanę, w drodze na autobus zawsze mówiłem że ja nie chcę się śpieszyć i najwyraźniej na złość matce szedłem bardzo wolno. Nie lubiłem przedszkola, ale lubiłem tam Panią Irenkę, raz jak po przedszkolu wracałem z nią i mamą strasznie ją chwaliłem, jak to ja ja lubię i w ogóle że może kiedyś nas odwiedzi. Po tym jak Pani Irenka odjechała swoim autobusem też pierwszy raz poczułem się głupio bo pomyślałem że mamie mogło być przykro ze tak chwale Panią Irenkę przy niej. Co tam jeszcze, raz miałem tak ze jadąc do przedszkola coś mi się pochrzaniło i myślałem że z niego wracam co potem było gorzkim rozczarowaniem. Pamiętam takie lekcje życia jak nie pompować balona w autobusie bo jak odleci to może wpaść w miejsce z którego już go nie wyciągnę. Pamiętam jak przykro mi się zrobiło gdy po wyjściu od ciotki powiedziałem że jej i tak nie lubię i jak mama mi uświadomiła że zrobiło jej się przykro to było mi bardzo głupio. Jestem tez pamiętliwy bo pamiętam jak ciotka raz odebrała mojego kuzyna i starszą siostrę z przedszkola wcześniej, a ja potem dojechałem do nich z mamą wieczorem i okazało się że ich wzięła wcześniej, im kupiła po zabawce, do tej pory pamiętam jak wyglądały. A okazało się że mnie nie zwolniła tylko dlatego że akurat miałem leżakowanie. wyobraźcie sobie ten ból, dostali po zabawce i zostali wzięci wcześniej z przedszkola.

Co by tu jeszcze. Byłem bardzo naiwnym dzieckiem, rodzice wmówili mi że żółw przekopał się pod ogrodzeniem i dlatego zniknął (do tej pory nie wiem co mu się stało) koledzy w podstawówce byli w stanie mi wmówić bym się nie martwił jeżdżeniem na gapę ponieważ do 3 przystanków można jechać za darmo. Wyobrażacie sobie jak naiwny być musiałem?^^
Do tego w podstawówce, chyba w pierwszej klasie to być musiało, albo drugiej koledzy na wfie śmiali się z chłopca który miał lekkiego zeza, wtedy pierwszy raz zrobiło mi się przykro z czyjegoś powodu w taki sposób i nie rozumiałem czemu oni się z niego śmieją, przecież było mu przykro. Od zawsze miałem problemy z nauką(po dziś) i też byłem dosyć dziwaczny, raz mieliśmy w 5 klasie zaliczenie z historii i pani pozwoliła nam używać podręczników, ja jako jedyny z klasy nawet tego nie zrobiłem, dzisiaj już nie pamiętam czemu, nie potrafiłem znaleźć w nim treści, czy może nie myślałem o konsekwencjach, ale chyba ogólnie byłem jakiś dziwny, ponoć nauczycielki sugerowały aby zostawić mnie na rok w klasie abym dał radę nadgonić z materiałem. Do tego też chyba byłem dosyć nieśmiały albo sam nie wiem, miałem an tyle dziwną klasę że już w 5 zaczeli szukać różnych dziwnych zainteresowań jak robienie sobie sznyt, masturbacja, czy potem znajdywanie dziewczyn ale ja o ile przebywałem z nimi, o tyle nigdy nie brałem w tym udziału. Do tego mój najlepszy ówczas kolega, o ile ja niczego szczególnego w nim nie pamiętam, o tyle matka mnie uświadomiła że ponoć był nadpobudliwym dzieckiem i ponoć dogadywał się ze mną ponieważ byłem spokojny i mój nastrój na niego wpływał pozytywnie, choć faktycznie pamiętam ze w zabawie np potrafił siedzieć mi kolanami na klatce piersiowej czy skakać po brzuchu ale raczej odbierałem to jako zabawę.

Ah, i byłem bardzo lękliwy, lubiłem też spać w ciemnych ciasnych miejscach, jak np pod łóżkiem, za fotelem, też częściej usypiałem na dywanie niż łóżku.

Potem gimnazjum, pierwszy rok trudniejszy bo byłem wycofany, potem było ok. Gimnazjum to tez okres w którym zacząłem odczuwać jakąś wyższość nad innymi ludźmi, postrzegałem ich jako prymitywne zwierzęta i ograniczone kaleki które nawet nie rozumieją czym jest życie, to był okres triumfu ego. Uważałem się za nie wiadomo kogo, tego który widzi więcej. Do tej pory czasem to do mnie przenika tylko już w trochę innej formie, bo wtedy wręcz gardziłem ludzkością. Dopiero potem pojawiło się więcej przebłysków w których na przemian kochałem ludzkość i nienawidziłem, aż w końcu bardziej osiadłem na tym ze ich kocham a jeśli nie to muszę mieć cierpliwość by ich akceptować. Potem jeszcze wzloty i upadki, jak to w każdym innym życiu, mój umysł umierał odradzał się, bla bla bla No i Tyle.
Jeszcze z ciekawostek, jak w 3 klasie nauczycielka pytała kto z kim się "trzyma" to jako jedynego mnie określili jako tego który nie trzyma się jakiejś konkretnej grupy. W sumie jak byłem zmęczony gimnazjum to zawsze sobie mówiłem ze jeszcze tylko kilka lat i będzie spokój.

No i tak na koniec, nie wiem od którego momentu w życiu miałem w głowie jakby przyjaciela/mentora z którym rozmawiałem.
Nie pamiętam już większości rzeczy, choć jeszcze parę lat temu napisał bym wam o nim więcej, tak czy inaczej był moim głosem rozsądku, gdy byłem dzieciakiem i mówiłem że nie lubię dziewczyn, on mi mówił że to mi się zmieni, potem jak trochę dorosłem wyobrażałem sobie życie w świecie pełnym atrakcyjnych kobiet, ale też mówił mi że zmienię zdanie na ten temat, nawet powiedział mi że prędzej czy później o nim zapomnę. I w sumie, pamiętam moment w którym zacząłem się zastanawiać jaką ma barwę głosu, i nie byłem w stanie tego stwierdzić, ale potem już go jakby nie było. Do tego przekazał mi rzeczy których mam nie zdradzać i tyle. Ot moje młode lata.

Dodam jeszcze że to gdzie zaszedłem w życiu było częściej wynikiem szczęścia i dobroci ludzi wobec mnie, ponieważ naprawdę mam problemy z uczeniem się ponieważ nigdy nadmiernie nie przejmowałem się nauką.

Awatar użytkownika
Ael
Posty: 932
Rejestracja: sobota, 10 kwietnia 2010, 00:22
Enneatyp: Indywidualista
Lokalizacja: Kraina Czarów
Kontaktowanie:

Re: Dzieciństwo Czwórek

Postautor: Ael » poniedziałek, 4 maja 2015, 15:47

A teraz masz lat ile...?
Ciekawi mnie twoje myslenie ze dziecinstwo to do gimazjum wlacznie ^^"

Jestem i zostane
Posty: 20
Rejestracja: niedziela, 3 maja 2015, 10:56

Re: Dzieciństwo Czwórek

Postautor: Jestem i zostane » poniedziałek, 4 maja 2015, 19:36

Uznałem ten okres za umowne dzieciństwo, obecnie mam 25 lat, czy uważam się za dziecko? nie, czy uważam że teraz jestem mądrzejszy niż gdy miałem 24 lata czy może nawet tydzień teamu? całkiem możliwe. Wiele miałem chwil których uważałem się za bardzo rozwiniętego, a których dzisiaj myślę jak o czasach w których jeszcze miałem dużo do doświadczenia i zrozumienia.

W sumie jeszcze sobie przypomniałem ze z ciekawszych rzeczy to to że jak np chodziłem po cmentarzu i przez zagapienie wziąłem jakiś liść do ręki podczas rozmowy, to potem potrafiłem wracać przez cały cmentarz aby odstawić go z miejsca z którego go wziąłem uznając że "nie powinienem zabierać go z miejsca gdzie byli jego bliscy". No i jeszcze wracając wieczorami do domu potrafiłem się kłaniać kotom na ulicy. No i raz przepuściłem mysz w drzwiach. poza tym lubię obserwować drzewa, i zdarzało mi się opierać na nich dłoń aby wyczuć ich "puls", albo np głaskałem wodę. Dziwne miałem w sumie nawyki.
No i obecnie jak kupuję książki to nie przejmuję się ze np są podniszczone na okładce czy przybrudzone ponieważ myślę że te brzydkie tez mają prawo być akceptowane. Hehe, przygarniam je by nie były takie dorzucone, jak o tym myślę to ojej, sam sobą się rozczulam haha^^

ciastko
Posty: 41
Rejestracja: sobota, 23 maja 2015, 01:25
Lokalizacja: 3city

Re: Dzieciństwo Czwórek

Postautor: ciastko » piątek, 29 maja 2015, 21:53

Łażenie po szpitalach, kłopoty rodzinne. Nie wspominam miło :/

Awatar użytkownika
Esperancee
Posty: 6
Rejestracja: piątek, 17 lipca 2015, 16:11
Enneatyp: Indywidualista
Lokalizacja: Elbląg

Re: Dzieciństwo Czwórek

Postautor: Esperancee » piątek, 17 lipca 2015, 20:09

Moje dzieciństwo za czasów przedszkola wspominam dosyć dobrze. Miałam dużo koleżanek, w domu nie było mnie praktycznie od rana do wieczora. Byłam wesołym dzieckiem, bardzo towarzyskim. Nigdy nie chciałam być sama i bez przerwy męczyłam innych, tylko żeby ze mną przebywali, ahah. Pamiętam, że zawsze porównywałam się z innymi, co nie wyszło mi na dobre. Ogólnie bardzo często chorowałam i czasami zdarzyło mi się wylądować w szpitalu. Pamiętam, że okropnie nie lubiłam zastrzyków i raz jak mama miała mi dawać zastrzyk, to uciekłam z domu. Wróciłam dopiero nad ranem następnego dnia. Jak poszłam do szkoły, to wszystko zmieniło się o 180 stopni. Tych czasów nie wspominam dobrze. Osoby z mojej klasy od początku próbowały zrujnować mi życie. Gdy widzieli, że się tym przejmuję, jeszcze bardziej ze mnie szydzili, wyzywali. Nauczyciele mieli to po prostu gdzieś. Przez ten czas stałam się zamknięta w sobie, odsunęłam się od ludzi, całymi przerwami siedziałam w łazience i płakałam. Gimnazjum wspominam najgorzej ze wszystkiego. Do szkoły, do której poszłam, poszło też kilka osób z mojej klasy i wszystko zaczęło się na nowo. Był to chyba najtrudniejszy okres w moim życiu. Potrafiłam zamknąć się w pokoju i walić pięściami w ścianę, aż stały się opuchnięte i zaczęły krwawić. Nie radziłam sobie psychicznie i modliłam się, żeby się to skończyło. Nauczyciele próbowali coś z tym zrobić, ale na próżno. Może moi "znajomi" już nie robili czegoś takiego przy nich, ale gdy byliśmy sami, to potrafili mi zgotować piekło. Gdy poszłam do liceum, wszystko się zmieniło. Poznałam wspaniałych ludzi, którzy teraz są moimi przyjaciółmi i dają mi wsparcie. Nareszcie, mimo że moje życie nie jest kolorowe, mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Cieszę się, że się nie poddałam i dotrwałam do końca. Naprawdę, było warto. (:

catherinnn
Posty: 3
Rejestracja: piątek, 13 października 2017, 19:17

Re: Dzieciństwo Czwórek

Postautor: catherinnn » piątek, 13 października 2017, 20:23

Tak do 14 roku życia udane. Potem zaczęło się wszystko walić.. trądzik, kompleksy i we znaki dała się moja bardzo niezdrowa emocjonalnie matka, podziwiam siebie, że wyttrzymałam do 19 roku życia. I się wyprowadziłam z domu.

Awatar użytkownika
Rilla
VIP
VIP
Posty: 3158
Rejestracja: czwartek, 26 kwietnia 2007, 16:34
Enneatyp: Indywidualista
Lokalizacja: wichrowe wzgórze

Re: Dzieciństwo Czwórek

Postautor: Rilla » poniedziałek, 20 listopada 2017, 17:00

Jestem i zostane pisze:W sumie jeszcze sobie przypomniałem ze z ciekawszych rzeczy to to że jak np chodziłem po cmentarzu i przez zagapienie wziąłem jakiś liść do ręki podczas rozmowy, to potem potrafiłem wracać przez cały cmentarz aby odstawić go z miejsca z którego go wziąłem uznając że "nie powinienem zabierać go z miejsca gdzie byli jego bliscy". No i jeszcze wracając wieczorami do domu potrafiłem się kłaniać kotom na ulicy. No i raz przepuściłem mysz w drzwiach. poza tym lubię obserwować drzewa, i zdarzało mi się opierać na nich dłoń aby wyczuć ich "puls", albo np głaskałem wodę. Dziwne miałem w sumie nawyki.
No i obecnie jak kupuję książki to nie przejmuję się ze np są podniszczone na okładce czy przybrudzone ponieważ myślę że te brzydkie tez mają prawo być akceptowane. Hehe, przygarniam je by nie były takie dorzucone, jak o tym myślę to ojej, sam sobą się rozczulam haha^^

Piękne. <3 I nie chodzi tu tylko o treść samą w sobie. Masz dar układania słów w taki sposób, że zdania brzmią pięknie, w całości wypowiedzi tworząc piękną muzykę. Płyną lekko niczym woda w potoku. Chce się czytać. Ba! chce się słuchać! Powinieneś zostać pisarzem. Nie ważne, o czym będziesz pisał, tylko pisz. Interpunkcją się nie martw- są od tego specjaliści. Fakt, że przez ponad dwa lata napisałeś jedynie 20 postów jest niezmiernie smutny. Bądź i zostań jak najdłużej.

Co do tematu, to dzieciństwo kończy się moim zdaniem wraz z rozpoczęciem procesu dojrzewania, a więc jakoś tak może w wieku 13 lat? O nastolatku można mówić wiele, ale na pewno nie to, że jest dzieckiem; choć jeszcze nie dorósł. Kiedyś szesnastoletnie dziewczyny wychodziły za mąż i rodziły dzieciaki- ulubiony tekst mojej matki, gdy w podobnym wieku zachowałam się nieodpowiedzialnie, ale tak właściwie to miała rację. Obecni ludzie wydłużają swoje dzieciństwo, jak tylko mogą, co nie jest naturalne. Przynajmniej moje dzieciństwo skończyło się, przyjmując wiek symboliczny, umowny, właśnie w wieku ok. 13 lat.

Często zastanawiam się nad moim dzieciństwem i okresem nastoletnim, czy proces mojej osobowości mógł potoczyć się inaczej niż się potoczył, czy miałam szansę być inną niż jestem teraz. Gdyby za parę dni, miesięcy, a może nawet lat życia, można było dostać od Wszechwiedzącego analizę swojej ewolucji od poczęcia z wypunktowaniem momentów krytycznych, co poszło nie tak, z chęcią bym poprosiła.
W fizyce kwantowej istnieje hipoteza istnienia nieskończonej liczby światów, w których zdarzyło się w sumie wszystko, co tylko mogło się zdarzyć, wszystkie kombinacje każdej powziętej decyzji, każdego człowieka i zapewne nie tylko człowieka. Gdzieś tam jesteśmy zupełnie innymi ludźmi, a gdzieś indziej zupełnie nas nie ma, bo ktoś dokonał zupełnie innego wyboru. I też wiele, oj wiele bym dała, by zobaczyć, jaką jestem tam gdzieś indziej. Wiele bym dała, by zobaczyć, siebie samą z tą samą pulą genów po powzięciu innych życiowych decyzji, czy przeżyciu innych losowych wydarzeń. I czy gdzieś we Wszechświecie jestem szczęśliwa.
To takie moje rozważania na temat mojego dzieciństwa.
"Bo szczęście to przelotny gość. Szczęście to piórko na dłoni, co zjawia się, gdy samo chce i gdy się za nim nie goni."
Anna Maria Jopek "Na dłoni"

4w5


Wróć do „Typ 4 - Indywidualista”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość