Piątki a schizofrenia, psychozy i fobie

Wiadomość
Autor
Awatar użytkownika
Gudrun
Posty: 932
Rejestracja: wtorek, 4 listopada 2008, 11:08
Enneatyp: Obserwator

#181 Post autor: Gudrun » środa, 4 marca 2009, 13:47

Mam lęk wysokości...może nie jakiś straszny, ale jednak. I muszę przyznać że trochę jednak utrudnia życie (np. zejście z wysokich schodów bez poręczy powoduje dyskomfort :wink: ). Czy komuś udało się pokonać lęk wysokości? Jeśli tak, to jak? Chętnie poczytam jak to przezwyciężyć :D Jak na razie znalazłam tylko rady typu "skok ze spadochronem" ale będę wdzięczna za mniej drastyczne metody :lol:



Awatar użytkownika
Pędzący Bakłażan
VIP
VIP
Posty: 2637
Rejestracja: sobota, 15 listopada 2008, 21:44
Enneatyp: Entuzjasta

#182 Post autor: Pędzący Bakłażan » środa, 4 marca 2009, 14:00

Jedź w góry. Serio. ;)

Awatar użytkownika
Gudrun
Posty: 932
Rejestracja: wtorek, 4 listopada 2008, 11:08
Enneatyp: Obserwator

#183 Post autor: Gudrun » środa, 4 marca 2009, 14:11

Myślisz że nie byłam? :wink:

Awatar użytkownika
boogi
Pan Admin
Pan Admin
Posty: 5851
Rejestracja: czwartek, 23 października 2008, 22:48
Enneatyp: Perfekcjonista
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

#184 Post autor: boogi » środa, 4 marca 2009, 14:30

Ja miałem lęk wysokości. W sumie, mam go jeszcze trochę do dzisiaj (ale teraz to już może jest bardziej nieoswojenie z wysokością). Jak przezwyciężyłem? Nastawieniem. Skoro inni wchodzą, to ja też potrafię. Poza tym, zapewne brał się u mnie z powodu tego, że jak byłem mały, to spadłem kiedyś z wysokiego dachu (z którego wcześniej bez problemów skakałem na kupę piachu - to budowa była nowego domu). Wystarczyło sobie przypomnieć dobre czasy, kiedy biegałem po wysokościach nie zastanawiając się nad tym, że jestem na wysokości. Następnie, kiedy już w czasie zwalczania lęku przez wysokością byłem na wysokości, znowu wyłączałem myślenie o tym, że tam jestem, skupiałem się na czym innym (rozmowie z kimś, planowaniu następnego kroku - ale patrząc w górę, nigdy w dół, i takie tam). Teraz to mogę nawet spojrzeć w dół w górach. Zawroty głowy ciągle się pojawiają, więc zawsze wtedy czegoś się trzymam ;) ale już nie ma odruchu paniki. No i jednak jest też coś takiego, że jak dłużej po górach pochodzę, to się po prostu oswajam z wysokością, o ile tylko nie myślę ciągle i uparcie o tym, co może wydarzyć się złego. Kieruję świadomie swoje myśli na pozytywne tory. A gdy pojawia się jakaś lękliwa, no to wyrzucam ją - albo przerabiam na pozytywną ^^

Ha! Jeszcze jedną traumę miałem, ale to jest bardzo głupie już, też opowiem jak się z tego wyleczyłem (będzie beka). Otóż, jak byłem mały, miałem chyba jakieś 5 latek, to źle poczułem się w autobusie i zwymiotowałem. Od tamtego czasu bałem się jeździć autobusami (a może bardziej: wstydziłem? no, ale z tego i tak wynikało to, że bałem się jeździć autobusami). Jakoś nigdy nie miałem problemów w pociągach, ale w samochodowych środkach komunikacji - zawsze. No, i na koniec trzeciej klasy liceum był wyjazd klasowy do Czech. Oczywiście - autokarem. Pojawiła się nagła konieczność nauczenia się jazdy w autobusach/autokarach. Metoda? Wyszedłem z domu (trochę jakby nieprzytomny, ale wtedy nie miałem świadomości tego), kupiłem bilet całodzienny i jeździłem różnymi autobusami. Najpierw stojąc na samym środku i trzymając się rurki, blisko wyjścia. Potem nawet usiadłem. Łącznie przejeździłem parę godzin w autobusach, do domu wróciłem mocno skołowany. Ale zacząłem myśleć - przede wszystkim powiedziałem sobie, że żyję i w sumie nic mi się nie stało. No, i tamtego czasu nie mam już problemu z autobusami.
Ba, jak teraz patrzę na to z perspektywy czasu, to wydaje mi się to wszystko bardzo głupie. No jak kurde można bać się jazdy autobusem? :lol: A jak widać, sam na swoim przykładzie wiem, że jednak można, jakkolwiek głupie by się to nie wydawało. Ja się dokopałem do starego wspomnienia, które z małego drobiazgu przez lata urastało do rangi wszechogarniającego koszmaru, no i wyleczyłem przyczynę, a nie skutek. Przy okazji wyleczyłem się z choroby lokomocyjnej, która chyba z takich właśnie bardzo głupich lęków się brała.
Gdyby jednak wtedy ktoś mi powiedział, że taki lęk jest głupi, to bym odpowiedział, że on sam jest głupi, bo się nie zna. No, ale wtedy to ja się nie znałem ;)

@Gudrun: wiesz... przyszedł mi do głowy głupi pomysł. Usiądź na takich schodach, i po prostu zjedź z nich na tyłku. Rozwiążesz podstawowy problem z równowagą i zaczniesz uczyć organizm tego, że wcale nie musi reagować lękiem na widok schodów/wysokości. Poza tym, skojarzysz sobie pozytywnie schody - nie będą się kojarzyły z lękiem wysokości, a ze śmieszną sytuacją (spróbuj zjeżdżać ze schodów na tyłku z pełną powagą, gwarantuję że się zaśmiejesz; ja przynajmniej bym nie wytrzymał :D ). A skoro zaczną się pozytywnie kojarzyć, to i lęki (jako jedynie nawyk umysłu) po pewnym czasie osłabną, zastąpione nowym, silniejszym odczuciem - tym razem zabawy ^^
Zjeżdżanie na tyłku ze schodów to oczywiście dziecinna zabawa. Ale... zawsze przecież zabawa ^^ (i tylko poważne staruchy powiedzą, że to niepoważne :lol: )
"Jeśli chcesz ze mną rozmawiać, zdefiniuj terminy których używasz."
- Voltaire

>> bardzo dziwny link <<

Affects / Hornevian / Harmonic / Trifix

Awatar użytkownika
Gudrun
Posty: 932
Rejestracja: wtorek, 4 listopada 2008, 11:08
Enneatyp: Obserwator

#185 Post autor: Gudrun » środa, 4 marca 2009, 15:19

Kiedyś zjeżdżałam z takich schodów na sankach :P
Hmm...może źle to wyjaśniłam :wink: Nie mam napadów paniki ani nic w tym stylu, tylko gdy patrzę w dół przez głowę przelatuje mi myśl "jest wysoko, poślizgnę się i spadnę" :wink: W górach jest gorze. Z wchodzeniem nie mam problemów ale zejście :shock: :roll: Lekkie zawroty głowy, niepewne i ostrożne stawianie kroków, trzymanie się czego tylko się da...oj wtedy to by się dopiero chciało zjechać na tyłku :lol: To dopiero musi komicznie wyglądać hehe.

Awatar użytkownika
Kimondo
Posty: 1598
Rejestracja: niedziela, 25 marca 2007, 17:21
Enneatyp: Mediator
Lokalizacja: Spaghettiland
Kontakt:

#186 Post autor: Kimondo » wtorek, 10 marca 2009, 22:21

Ma ktoś jakieś sposoby na prokrastynacje?
Ani sukces, ani porażka nie są czymś, czego można doświadczyć z dnia na dzień. Porażkę powodują drobne decyzje, które
podejmujemy w ciągu długiego czasu: nie kończymy spraw, nie przystępujemy do działania, zbyt łatwo się poddajemy...
9w5 i INTJ

Awatar użytkownika
boogi
Pan Admin
Pan Admin
Posty: 5851
Rejestracja: czwartek, 23 października 2008, 22:48
Enneatyp: Perfekcjonista
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

#187 Post autor: boogi » środa, 11 marca 2009, 16:37

Podstawowy to: musisz wiedzieć, czego chcesz. A potem dopasowujesz sobie metodę zgodnie z charakterem. Całkiem ciekawa dla wielu może być metoda "odwrotnego harmonogramu" zaproponowana przez dra Neila Fiore; >> tutaj << jest krótki pdf (po angielsku) wprowadzający w temat, jak ktoś się zainteresuje, to polecam jego książkę Nawyk samodyscypliny.
Metoda zakłada, że prokrastynujemy (odkładamy wykonanie obowiązków w czasie) bo nie mamy motywacji do nich; oczywiście kiedy przychodzi do zabawy, to motywację mamy; tak więc proponuje dr Fiore zaplanowanie w kalendarzu najpierw przyjemności, a potem pomiędzy nimi umieszczamy obowiązki; dzięki takiemu układowi będziemy mieli zagwarantowany czas na przyjemności i odpoczynek, tak więc będziemy czerpać z życia więcej radości; a kiedy radośniej się żyje, to i obowiązki wykonuje się łatwiej - tym bardziej gdy mamy świadomość, że jest mamy przeznaczony czas i na obowiązek, i na przyjemność, tak więc nic nam nie umknie.
Założenie dodatkowe jest takie, że to właśnie z braku czasu na przyjemności czy odpoczynek popadamy w rutynę i później w zmęczenie, wypalenie zawodowe etc, co powoduje prokrastynację.
Metoda moim zdaniem ciekawa, coś tam próbowałem nawet sobie wdrażać i pewne efekty były; na pewno trochę czasu zajmuje jej wdrożenie, bo wymaga pewnego przestawienia myślenia.
Całkiem inna sprawa, że książka właśnie bardzo dobrze przestawia (koryguje) myślenie nt. priorytetów.

A jak komuś nie podejdzie akurat ta metoda, no to trzeba pytać na forum Dziewiątek ;) albo przejrzeć to, co już tam napisano, np. tutaj oraz w tym temacie.
"Jeśli chcesz ze mną rozmawiać, zdefiniuj terminy których używasz."
- Voltaire

>> bardzo dziwny link <<

Affects / Hornevian / Harmonic / Trifix

Awatar użytkownika
SuperDurson
Moderator
Moderator
Posty: 2939
Rejestracja: sobota, 6 września 2008, 12:45
Enneatyp: Lojalista
Lokalizacja: Kraków

#188 Post autor: SuperDurson » środa, 11 marca 2009, 20:31

Tak.

Najprostsza metoda na przekładanie w czasie: Zrobić sobie taką motywację do, żebyś aż rwał się do tego co masz zrobić z dziką chęcią, i taką motywację od, żebyś przeżywał to co w najgorszych koszmarach na samą myśl o odłożeniu czynności w czasie.

Najprościej to uczynić sprawiając, że wszystko co robisz jest zajebistą zabawą :wink:
..bo to czytasz ..bo Cię lubię ..bo myślisz samodzielnie!

sp/sx, 6w5 lvl 3-5
LIE Obrazek

Awatar użytkownika
waiting-for-godot
Posty: 85
Rejestracja: czwartek, 12 lutego 2009, 01:30
Lokalizacja: Łódź

#189 Post autor: waiting-for-godot » środa, 11 marca 2009, 22:35

Hmm, najwyższy czas spróbować, bo przedłużenie przedłużenia sesji to nie brzmi zabawnie... ;)
"dobrze jak nie za dobrze
a nawet dobrze
nie za mądrze
nie zaszkodzi niepolepszenie
jak tylko można wytrzymać
na głupi sposób swój"

-------------
5w4

Awatar użytkownika
qubolo
Posty: 5
Rejestracja: poniedziałek, 16 marca 2009, 15:36
Lokalizacja: przemyśl

#190 Post autor: qubolo » czwartek, 26 marca 2009, 21:15

A ja się pochwale:

W dziecinstwie mialem mocne zabuzenia obsesyjno-kompulsywne(nerwica natręctw)
i spowodowaną rozwodem starszych nerwicę żołądka.

Teraz wydaje mi się to nie przejawiac.
5w4
Obrazek

Awatar użytkownika
Piotr
Posty: 1024
Rejestracja: sobota, 27 września 2008, 16:42
Enneatyp: Obserwator
Kontakt:

#191 Post autor: Piotr » czwartek, 26 marca 2009, 22:47

Szczerze Ci współczuję. Chociaż ta nerwica żołądka to całkiem zabawnie brzmi w tym kontekście.

Awatar użytkownika
fatalposition
Posty: 4
Rejestracja: środa, 1 kwietnia 2009, 21:50
Lokalizacja: krk

#192 Post autor: fatalposition » środa, 1 kwietnia 2009, 22:26

wszelkie depresje i nerwice są niczym w porownaniu do schizofrenii,zwlaszcza ze depresja najczesciej idzie w parze z tą chorobą.mam zdiagnozowaną schizofrenie,nikomu nie zycze takiej choroby,trzeba brac ohydne leki wywolujace przejebane skutki uboczne,nie mozna pic,cpac,najgorsze jest mierzenie sie z konsekwencjami spolecznymi swoich wymyslow i urojen,to gowno calkowicie rujnuje zycie u fundamentow dlatego smiesza mnie ludzie twierdzacy ze glosy w glowie wywoluja natchnienie lub ze ogolnie ta choroba to jakis dar,nie maja pojecia ile chorzy mogli by oddac za to by byc zdrowym
5w4

Awatar użytkownika
Oerciak
Posty: 49
Rejestracja: piątek, 17 października 2008, 03:46
Lokalizacja: Toruń.

#193 Post autor: Oerciak » środa, 1 kwietnia 2009, 22:46

...
Ostatnio zmieniony środa, 13 maja 2009, 01:20 przez Oerciak, łącznie zmieniany 1 raz.
5w4 i jest dobrze ;)

Awatar użytkownika
Kimondo
Posty: 1598
Rejestracja: niedziela, 25 marca 2007, 17:21
Enneatyp: Mediator
Lokalizacja: Spaghettiland
Kontakt:

#194 Post autor: Kimondo » środa, 1 kwietnia 2009, 23:29

fatalposition pisze:wszelkie depresje i nerwice są niczym w porownaniu do schizofrenii,zwlaszcza ze depresja najczesciej idzie w parze z tą chorobą.mam zdiagnozowaną schizofrenie,nikomu nie zycze takiej choroby,trzeba brac ohydne leki wywolujace przejebane skutki uboczne,nie mozna pic,cpac,najgorsze jest mierzenie sie z konsekwencjami spolecznymi swoich wymyslow i urojen,to gowno calkowicie rujnuje zycie u fundamentow dlatego smiesza mnie ludzie twierdzacy ze glosy w glowie wywoluja natchnienie lub ze ogolnie ta choroba to jakis dar,nie maja pojecia ile chorzy mogli by oddac za to by byc zdrowym
Witaj drogi forumowiczu. Rozumiem twój ból. Ale nie martw sie nie jesteś jedyny na tym forum.
- Co do niecpania i niepicia to uznaje to za zalety.
Ani sukces, ani porażka nie są czymś, czego można doświadczyć z dnia na dzień. Porażkę powodują drobne decyzje, które
podejmujemy w ciągu długiego czasu: nie kończymy spraw, nie przystępujemy do działania, zbyt łatwo się poddajemy...
9w5 i INTJ

Awatar użytkownika
fatalposition
Posty: 4
Rejestracja: środa, 1 kwietnia 2009, 21:50
Lokalizacja: krk

#195 Post autor: fatalposition » czwartek, 2 kwietnia 2009, 10:52

Kimondo pisze: - Co do niecpania i niepicia to uznaje to za zalety.
Frustracja zwiazana z ta choroba sprawia ze chorzy najczesciej nic sobie z tego nie robia,nie wylaczajac mnie. Nie dopatruje sie w tym schorzeniu zadnych zalet
5w4

ODPOWIEDZ