Zmysł "właściwego postępowania" 1 vs 8

Wiadomość
Autor
Pablo
Posty: 1892
Rejestracja: piątek, 11 stycznia 2008, 00:12
Enneatyp: Szef

Zmysł "właściwego postępowania" 1 vs 8

#1 Post autor: Pablo » niedziela, 10 maja 2009, 02:03

Tak się zastanawiam jak u jedynek przebiega ten proces? Niestety nie poznałem w życiu zdrowego typu z tego numerka poza jedną osobą ale to była powierzchowna znajomość. Zastanawia mnie jak to się dzieje u Jedynki? Jesteście ludźmi którzy podobnie trochę jak my - 8 - macie przytłumione emocje (albo mocno zawężone).

Ale skąd bierzecie i wyczuwacie przykłady postępowania? Czy są one radami zasłyszanymi w dzieciństwie i okresie dojrzewania? Czy są to metody postępowania w rodzaju "na tym wszyscy razem ze mną skorzystają"? Czy tego że ktoś został uznany za autorytet przez innych i w związku z tym "musi mieć rację"?
Człowiek uczy się przecież całe życie więc chyba jednak to pierwsze jest niepełną odpowiedzią (jedynka którą znałem raz powiedziała mi gdy odwoziłem ją na metę po spotkaniu ze znajomymi że "nie powinna za dużo pić bo jej matka będzie miała uwagi" - ja jej odpowiedziałem "Jezu dziewczyno, masz 24 lata - co matce do tego czym się zajmujesz??" Innym razem powiedziała mi po tym jak ktoś ją zdenerwował i zamieniłem z nią słówko na boku, że "lepiej panować nad sobą" - nie rozumiałem wtedy zbytnio dlaczego... Nawet kiedy cała grupa znajomych ją opuściła to dziewczyna ze stoickim spokojem to zniosła - co mi wygląda na to że albo źle oceniam typ albo że ta osoba osiągnęła rekordową umiejętność tłumienia swoich emocji. Pozytywnych zresztą też, ale to już jest spora wada.

Według mnie ocena tego co dobre a co złe wymaga właśnie emocji i kierowania się nimi, nie zasad które ktoś powiedział, czy jakiś autorytet - bo każdy ma je inne, tylko z własnego osądu. Poczucie winy wynika albo z sytuacji kiedy się rozwaliło coś całkowicie bez sensu i niczego to nie dało, albo skierowane jest we własnym kierunku kiedy "stać mnie było na więcej" gdy w czymś się uczestniczyło, ale nie dało to wymarzonego efektu jaki sobie sam założyłem. Wtedy pretensja podobnie chyba jak u was kierowana jest na daną osbę, ale potem przychodzi refleksja nad sobą samym (zdanie innych mogę pomijać z tych samych powodów - każdy ma inne, ale mogę być bardziej efektywnym pracownikiem/partnerem jeżeli mogę zmienić w sobie to czy tamto - czasem kończy się tylko na takim myśleniu).
Poza tym współczucie dla innych i traktowanie ich z szacunkiem (o ile sobie na to zasłużą) wynika właśnie z emocjonalnego nastawienia do innych ludzi, do ich poglądów i przede wszystkim - postępowania.

To co mi się w jedynkach (tj. w opisie) podoba to to, że ten tym ma jakieś swoje reguły, których się trzyma - jeżeli są to dobre reguły - nie wiem czy 1 robi to dla własnej satysfakcji że jest obywatelem którego wato naśladować i nie potrafię za bardzo zrozumieć co was satysfakcjonuje)
Sytuacja staje się kiepska kiedy człowiek pada ofiarą tych reguł odmawiając sobie zbierania ich owoców w życiu codziennym- to rodzi wewnętrzny albo i zewnętrzny bunt, który wybuchnie (1 i 8 są agresywnymi typami) W przypadku 8 z powodu ograniczania, braku możliwości zaspokajania własnych potrzeb, u 1.... właśnie - z czego? Że ktoś mnie nie doceni? Że okaże się że moje zasady są w środowisku wogóle niedoceniane albo i potępiane? Jak się wtedy zachowujecie? Zmieniacie środowisko czy uparcie po trupach dążycie do celu jak fanatycy, których prawda zostanie wreszcie zrozumiana? (ta osoba którą znałem tak postępowała jak była sporo młodsza, ale doszła do wniosku że to mało skuteczne, zresztą zgadzam się z nią)
OK można być zależnym od opinii otoczenia, to rozumiem.

I 1 i 8 są typami zasadniczymi z tym że my 8 mniej, a na pewno jesteśmy o wiele mniej pedantyczni. Niech ktoś tutaj (ale normalnie funkcjonujący wśród ludzi i w miarę szanowany przez nich) opisze kilka sytuacji ze swojego życia - jak się zachowywał gdy zasady które wyznawał były cenione, co kiedy nie i co wewnątrz Ciebie się wtedy działo.



yusti
Posty: 4664
Rejestracja: niedziela, 22 października 2006, 17:54
Enneatyp: Perfekcjonista

#2 Post autor: yusti » niedziela, 10 maja 2009, 09:15

.
Ostatnio zmieniony wtorek, 12 października 2010, 19:28 przez yusti, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
boogi
Pan Admin
Pan Admin
Posty: 5851
Rejestracja: czwartek, 23 października 2008, 22:48
Enneatyp: Perfekcjonista
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

#3 Post autor: boogi » niedziela, 10 maja 2009, 13:34

yusti pisze:
Pablo pisze:Ale skąd bierzecie i wyczuwacie przykłady postępowania? Czy są to metody postępowania w rodzaju "na tym wszyscy razem ze mną skorzystają"? Czy tego że ktoś został uznany za autorytet przez innych i w związku z tym "musi mieć rację"?
"Wyczuwacie" brzmi absurdalnie. nauczyli mnie. tatuś i mamusia pokazali żeby wszystko robić idealnie. Że zawsze robię źle. W szkole uczyli mnie co i jak należy robić. I chwalono za coś, i coś dawało efekty.
Wszystkich rodzice uczyli, ale chyba tylko Jedynki podchodzą do tego w taki sposób, że zostały podane reguły do których trzeba się stosować. Dwójka by się przymiliła, Szóstka podporządkowała lub zbuntowała, Ósemka by się sprzeciwiła ;) Stereotypizuję, ale chcę na pewną rzecz zwrócić uwagę - na różnice w odbiorze informacji od środowiska zewnętrznego (tego co mówią rodzice, odbioru emocjonalnego jakiejś sytuacji itp). Kiedy Jedynce (lub osobie ze skrzydłem w Jedynce, np. takiej 2w1) ktoś pokazuje jak coś robić - to trzeba tak, a tutaj popraw, a to nie tak - to taka osoba odbiera to całkiem inaczej niż, dajmy na to, 5w6 czy 7w8 (lub inne typy). Nie chodzi tylko o to, co owi rodzice mówią - ale o to, jak dziecko przyjmuje, jak odbiera (odczuwa) to co do niego dociera.
Jedynką nie jestem, ale mam to skrzydło bardzo silne i u mnie także wygląda to właśnie tak, jak Yusti napisała: zawsze odczuwałem, że coś robię nieperfekcyjnie, że powinienem idealnie bo jak nie jest idealnie to jest źle, i najbardziej byłem wyczulony na komunikaty co robię źle (ba, nawet jak ich nie ma, to nawet dzisiaj potrafię się ich wciąż doszukiwać, taka natura i cieszę się, że zdobyłem tego świadomość). Nawet, jak mi tatuś powiedział "bardzo dobrze to zrobiłeś" to ten zewnętrzny komunikat nie grał z moim wewnętrznym, krytycznym nastawieniem i potrafiłem sobie nawet dopowiadać głupoty typu "pewnie nie przyjrzał się na tyle dobrze, by zobaczyć błędy które popełniłem".
Tak samo na dosyć często padające stwierdzenia "za dużo ideałów mi wpojono" (tak napisała Yusti powyżej, ale słyszałem to niejednokrotnie i sam też tak "uważam" o sobie) można by odpowiedzieć, chyba całkiem sensownie, iż nie "wpojono" mi ich, tylko dałem sobie wpoić (albo wręcz sam się na nie nakręciłem, mimo iż ktoś obok niekoniecznie musiał mieć chęć wpajania mi jakichkolwiek ideałów). Ach, moja jedynkowatość :)

Co do "wyczuwania" co jest dobre, a co złe, to uważam że jest w każdym człowieku taki wewnętrzny "kompas" (potocznie zwany sumieniem), który pomaga dokonywać wyborów. Autorytetom ufam, ale nie bezgranicznie (poza tym, autorytet to i kompetencje, i charakter - więc nawet ktoś o niesamowitej wiedzy, za to bez charakteru, autorytetem dla mnie nie będzie; choćby był nie wiem jak bardzo wykształcony i szanowany i kimkolwiek by się nie mienił być).
Pablo pisze:I 1 i 8 są typami zasadniczymi z tym że my 8 mniej, a na pewno jesteśmy o wiele mniej pedantyczni. Niech ktoś tutaj (ale normalnie funkcjonujący wśród ludzi i w miarę szanowany przez nich) opisze kilka sytuacji ze swojego życia - jak się zachowywał gdy zasady które wyznawał były cenione, co kiedy nie i co wewnątrz Ciebie się wtedy działo.
8w7 jest mniej pedantyczne ;) 8w9 to zazwyczaj taki "niedźwiedź", co to pracuje w swoim rytmie i jest niesamowicie odporny na zakłócenia z zewnątrz (np. czyjeś komentarze). A zasadniczość chyba nie kojarzy się bezpośrednio z pedantycznością - co innego trzymanie się zasad, a co innego pedantyzm (nawet w ich wykonywaniu) :P
Zasady... przypomniała mi się niedawno sytuacja z początku studiów - nowa grupa, nowi ludzie, dopiero się poznajemy i docieramy; był w grupie kolega z Ukrainy (jedyny obcokrajowiec). Na jednych z pierwszych zajęć (pewnie jeszcze październik pierwszego semestru) ktoś napisał na tablicy, kredą, jakąś rymowankę która brzmiała jak groźba dla niego. Od razu włączyła mi się czerwona lampka "oho, będą się czepiać chłopaka bo jest z zewnątrz". Na szczęście pierwsza ocena sytuacji była, jak się okazało już kilka sekund później, bardzo błędna - rymowankę napisali koledzy Ukraińca jeszcze z liceum. Tych kilka osób w mojej grupie chodziło do jednej klasy w liceum i razem też trafili do jednej grupy na studiach. Znali się dobrze i to był żart, który dopiero chwilę później zrozumiałem.
Niemniej jednak, pytałeś o "łamanie zasad" - no to moja reakcja była właśnie taka: wesprzeć kolegę w potrzebie. Zasady? To dla mnie nie podlega dyskusji, tak się robi i już. Myślę, że może to być wymieszana energia Dwójki (pomoc innym, dbanie i zauważanie potrzeb) z energią Jedynki (zasady, reguły, moralność). Cholernie problematyczne połączenie, te dwie energie zazwyczaj się ze sobą gryzą (by się człowiek przypochlebił, ale jednak nie, bo to przecież... takie nieetyczne ;) ).
"Jeśli chcesz ze mną rozmawiać, zdefiniuj terminy których używasz."
- Voltaire

>> bardzo dziwny link <<

Affects / Hornevian / Harmonic / Trifix

yusti
Posty: 4664
Rejestracja: niedziela, 22 października 2006, 17:54
Enneatyp: Perfekcjonista

#4 Post autor: yusti » niedziela, 10 maja 2009, 15:40

.
Ostatnio zmieniony wtorek, 12 października 2010, 19:27 przez yusti, łącznie zmieniany 1 raz.

RattenEsser
Posty: 1
Rejestracja: poniedziałek, 11 maja 2009, 16:26

#5 Post autor: RattenEsser » poniedziałek, 11 maja 2009, 17:14

"Ale skąd bierzecie i wyczuwacie przykłady postępowania? Czy są one radami zasłyszanymi w dzieciństwie i okresie dojrzewania? Czy są to metody postępowania w rodzaju "na tym wszyscy razem ze mną skorzystają"? Czy tego że ktoś został uznany za autorytet przez innych i w związku z tym "musi mieć rację"?"

Hmm... W moim przypadku nakładają się na siebie wszystkie wymienione przez Ciebie przykłady.
W dzieciństwie i okresie dojrzewania rodzina zafundowała mi mnóstwo zasad i regułek - do wyboru do koloru ("jak cię widzą, tak cię piszą", "nigdy nie możesz być ostatni", "nie spóźniaj się, bo to nie wypada", "myj rączki przed jedzeniem"... etc.). Dziwnym więc byłoby, gdyby żadna z nich do mnie nie dotarła i nie zakodowała się w moim mózgu, oczywiście uprzednio zweryfikowana przeze mnie.
Ponadto stosuję metody, które nazwałeś "na tym wszyscy razem ze mną skorzystają". Oczywiście, zawsze staram się wybierać optymalną opcję, cóż, po prostu korzystną (ja nie robię rzeczy niekorzystnych - wstyd marnować na nie i czas i energię).
Owszem, jeśli uznam kogoś za autorytet (ja! taka osoba musi we mnie wzbudzić szacunek, jeśli go nie wzbudzi, to nie obchodzi mnie ile osób jest jej wiernymi wyznawcami, ot - musi zauroczyć mnie) to znaczy - ten ktoś zasłużył sobie na to. Czyli jest teoretycznie: mądrzejszy, rozsądniejszy, bardziej doświadczony... Dlaczego więc, miałby go nie słuchać, skoro jego rady są potencjalnie najkorzystniejsze?

"Według mnie ocena tego co dobre a co złe wymaga właśnie emocji i kierowania się nimi, nie zasad które ktoś powiedział, czy jakiś autorytet - bo każdy ma je inne, tylko z własnego osądu."

Owszem, ocena ma wynikać z własnego osądu, nie z osądu innych - trzeba ją zweryfikować, przeliczyć wszystkie "za" i "przeciw", bo wtedy istnieje mniejsze prawdopodobieństwo, że popełni się błąd. Aczkolwiek, uważam, że ocena "tego co dobre, a co złe" nie powinna wynikać z emocji (emocje są niestałe i nie wolno się nimi kierować: prawdopodobieństwo popełnienia błędu niebezpiecznie wzrasta!). Lepiej (korzystniej!) chyba poruszać się utartymi, sprawdzonymi schematami wynikającymi z doświadczenia (tzn. pewnych zasad etycznych, którymi w życiu się kierujemy)? Tak jest rozsądniej. Właściwiej.

"czy 1 robi to dla własnej satysfakcji że jest obywatelem którego wato naśladować i nie potrafię za bardzo zrozumieć co was satysfakcjonuje"

Tak, wszystko robię dla własnej satysfakcji. Niesamowicie kręci mnie możliwość, że inni uznają mnie za autorytet w jakiejś dziedzinie, że zapragną mnie naśladować, że mogę być niemal chodzącym ideałem (ale to niestety jest nieosiągalne). Robię to dla własnej satysfakcji, bycie, cóż, po prostu "grzecznym i dobrze ułożonym" zbliża mnie do osiągnięcia wyznaczonego przeze mnie ideału, każdy krok - to krok do doskonałości.

"u 1.... właśnie - z czego? Że ktoś mnie nie doceni? Że okaże się że moje zasady są w środowisku wogóle niedoceniane albo i potępiane?"

Tak, jeśli chodzi o mnie - właśnie tak. Że ktoś mnie nie doceni, nie zauważy, że moje zasady są niedoceniane, że JA jestem niedoceniany, a co za tym idzie: "a może ja się marnuję?" I tyle czasu, tyle poświęconej energii i wysiłku włożonego we właściwe postępowanie - po prostu się zmarnuje, ot tak. Dlaczego oni są tacy ślepi i nie zauważają tego co ja robię? Tutaj zaczynają gromadzić się pokłady frustracji. "Przecież wszystko co ja robię - robię dobrze, a przynajmniej najlepiej jak można." Pedanteria.

" Jak się wtedy zachowujecie? Zmieniacie środowisko czy uparcie po trupach dążycie do celu jak fanatycy, których prawda zostanie wreszcie zrozumiana?"

Cóż, tutaj już zależy od tego jak bardzo się wygłupiłem i czy uznałem swój błąd. Czasami wstydzę się tak bardzo (jeżeli faktycznie zagalopowałem się), że niezbędnym wydaje mi się zmiana środowiska, bo nie jestem w stanie znieść ośmieszenia - za bardzo mnie stresuje. Jednakże, jeżeli nadal jestem święcie przekonany o swojej wyższej racji - zachowuję się jak prawdziwy fanatyk, dokładnie "po trupach do celu".

A-ach. Dzień dobry.
1w2 (ESTj)

Awatar użytkownika
car II
Posty: 556
Rejestracja: piątek, 22 maja 2009, 18:35
Enneatyp: Indywidualista

#6 Post autor: car II » piątek, 22 maja 2009, 21:33

Moje emocje jak najbardziej „są”, ale oczywiście na właściwym miejscu czyli schowane głęboko
Jakoś nie uważam, żeby ich uzewnętrznianie mogło w czymś komuś pomóc, a już najbardziej boję się że sam się ośmieszę… Więc na okazywanie emocji mogą liczyć co najwyżej dobrzy znajomi.

Rady zasłyszane w dzieciństwie jak najbardziej TAK. W niektórych sytuacjach aż słyszę głos mojej mamy typu „Zapnij kurtkę bo się przeziębisz”, no i jak tu sobie pofolgować jak ona tam siedzi w tej głowie i tak buczy :)
Dodatkowo mam świadomość że i tak będę musiał tą kurtkę zapiąć bo nawet jak teraz nie jest mi zimno bo dopiero wyszedłem z domu to za parę minut zmarznę. I wtedy mam satysfakcje ze już nie musze zapinać kurtki bo zrobiłem to wcześniej :D

Jeśli chodzi o relacje społeczne to główną moją zasadą jest żeby komuś nie zaszkodzić, nawet trochę swoim kosztem ale za to mam spokój i nie będę miał potem wyrzutów ani od kogoś ani „swoich”.

Autorytetem dla mnie była moja babcia, bardzo silna niezależna kobieta, i jej zdanie było zawsze bardzo ważne i warte wysłuchania ALE nie było to na zasadzie „tak powiedziała to tak zrobię”.
Miałem też dwie nauczycielki w liceum, starsze kobiety których uczniowie osiągali dużo sukcesów w konkursach, a do tego uczenie było ciągle ich pasją, pomimo ze nie były „tuż po studiach”, a na dodatek robiły to tak profesjonalnie…. Ale to takie autorytety innego typu niż babcia.

Na pewno nie kieruję się zdaniem większości ale to chyba oczywiste dla 1.

Poczucie winy u mnie wynika właśnie z tego ze mogłem cos zrobić lepiej, albo nie zrobiłem czegoś a teraz już nie można tego zrobić.
Nie wiem jak to napisać innymi słowami wiec powtórzę, że kiedy działam niezgodnie z zasadami to później na pewno pojawia się wątpliwości. Chyba już sama niepewność czy cos się zrobiło z zasadami czy nie jest stresująca, wiec lepiej robić od razu zgodnie z nimi.

Nieosiągnięcie wymarzonego efektu tylko tworu pośredniego powoduje ze następnym razem poprawię błędy, i jeśli nie będzie to mój ideał wyśniony to na pewno będzie lepiej, liczę się z tym ze doświadczenie jest niezbędne żeby robić cos idealnie chociaż jest to wkurzające ze nie można od razu osiągnąć 100% ale ważne ze się staram :)

Szacunek przyznaję tylko ludziom którzy sobie na to zasłużyli, i tu musze się przyznać ze po krótkim przeanalizowaniu tego szanuje ich chyba po prostu za to ze oni szanują mnie i moich znajomych, albo w mniejszym lub większym stopniu szanują moje zasady albo maja podobne.
Emocje grają tu na pewno duża rolę, bo zależy mi na akceptacji innych ludzi (nie wiem jak bardzo jest to emocjo-zależne ale wydaje mi się ze trochę jest)

Dla czego ja-jedynka trzymam się reguł?
-bo zrobione z regułami to zrobione porządnie, a „porządnie” nie trzeba poprawiać ,a nienawidzę poprawiać
- dla własnego spokoju
- dla własnej wygody
- dla umiłowania porządku
- jesli ktoś mnie podziwia to jest to bardzo miłe i hmm… ale robienie czegoś tylko żeby mnie ktoś podziwiał jest dla mnie trochę „śliskie”, w każdym razie to za mało żeby tracić swój czas

1 są agresywnymi typami? Ja staram się nie wybuchać, i naprawdę ktoś musi się starać długo i mi zaleźć głęboko za skórę żebym musiał się uciec do agresji. Najczęściej kiedy moje „święte” reguły są przez kogoś olane w całej rozciągłości bezczelnie i z premedytacja, specjalnie po to żeby mnie wkurzyć lub z czystej głupoty osobnika.
Kiedy ktoś mnie nie doceni to świat się nie wali, mogę długo wytrzymać bez doceniania.
Moje zasady vs. moje środowisko to długi i skomplikowany temat.
Tak po krótce: jak już wyżej napisałem mogę wybuchnąć agresją, olać to jeśli chodzi o jakąś „mniejsza” zasadę bo ważniejsze jest nie psucie atmosfery, a kiedy trafię na grupę która nie wykazuje żadnego pokrewieństwa do mojego kodeksu to się z nią nie asymiluje…

Mnie życie nauczyło ze wdrażanie swojej prawdy na siłę, czy jakiekolwiek rozwiązania siłowe nie zdają egzaminu i kończy się nieszczęściem (np. twoje dziecko staje się 1 :P)

Na koniec zaznaczę że uważam się za należącego do grupy pt. „normalnie funkcjonujący wśród ludzi i w miarę szanowany przez nich”
Mam nadzieje ze cos to wnosi do tematu i jest napisane gramatycznie bo pisałem tego posta ponad godzinę:)
Podróżując na rumaku akceptowanych emocji, poszukując siebie wprowadzam do doliny łez,teorie sensu życia przez afirmację samego życia we wszystkich jego przejawach odbitych w zwierciadle sztuki.

yusti
Posty: 4664
Rejestracja: niedziela, 22 października 2006, 17:54
Enneatyp: Perfekcjonista

#7 Post autor: yusti » sobota, 23 maja 2009, 08:11

.
Ostatnio zmieniony wtorek, 12 października 2010, 20:05 przez yusti, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Rinn
VIP
VIP
Posty: 695
Rejestracja: sobota, 21 czerwca 2008, 21:12
Kontakt:

#8 Post autor: Rinn » sobota, 23 maja 2009, 10:22

yusti pisze:Bo 1w9 to indywidualiści! ludzie dziarsko kroczący w pojedynkę, waleczni rycerze! szóstki to takie przyssawki grupowe, bardziej zasymilowane, towarzyskie, Jeden jest mniej adaptowalna, bo zamiast kreować pijar, public relations, zawsze obstaje przy Prawdzie, w imię honoru, godności, prawości.
Ty masz chyba jakiś kompleks, kobieto. :lol:

W jednym się z Tobą zgadzam: Car II - szacun. :wink:
w lęku nie ma nic
czego trzeba by się bać

yusti
Posty: 4664
Rejestracja: niedziela, 22 października 2006, 17:54
Enneatyp: Perfekcjonista

#9 Post autor: yusti » sobota, 23 maja 2009, 13:14

.
Ostatnio zmieniony wtorek, 12 października 2010, 20:05 przez yusti, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Rinn
VIP
VIP
Posty: 695
Rejestracja: sobota, 21 czerwca 2008, 21:12
Kontakt:

#10 Post autor: Rinn » sobota, 23 maja 2009, 13:56

yusti pisze:znam 6w5 i jest nieszczere;p

wszystko zrobi na pokaz, bo inni oczekują
dla grupy
Kwestia człowieka, kwestia poziomu zdrowia...
w lęku nie ma nic
czego trzeba by się bać

yusti
Posty: 4664
Rejestracja: niedziela, 22 października 2006, 17:54
Enneatyp: Perfekcjonista

#11 Post autor: yusti » sobota, 23 maja 2009, 14:19

.
Ostatnio zmieniony wtorek, 12 października 2010, 20:08 przez yusti, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
car II
Posty: 556
Rejestracja: piątek, 22 maja 2009, 18:35
Enneatyp: Indywidualista

#12 Post autor: car II » poniedziałek, 25 maja 2009, 14:30

wypada podziękować za szacuny :P Bo tak bez odzewu zostawiłem wcześniej,
W ogóle, dzięki za mile przyjęcie na forum
Podróżując na rumaku akceptowanych emocji, poszukując siebie wprowadzam do doliny łez,teorie sensu życia przez afirmację samego życia we wszystkich jego przejawach odbitych w zwierciadle sztuki.

Pablo
Posty: 1892
Rejestracja: piątek, 11 stycznia 2008, 00:12
Enneatyp: Szef

#13 Post autor: Pablo » wtorek, 16 czerwca 2009, 01:29

Uuuuu parę odpowiedzi ale konkretnych i można powiedzieć wyczerpujących. Dzięki ludzie :) Różnice w motywacjach wydają mi się wręcz nieprawdopodobne....
car II pisze:Jeśli chodzi o relacje społeczne to główną moją zasadą jest żeby komuś nie zaszkodzić, nawet trochę swoim kosztem ale za to mam spokój i nie będę miał potem wyrzutów ani od kogoś ani „swoich”.
No tak zgadzam się z Tobą :) mógłbyś podać jakiś przykład zachowania w grupie którego unknąłeś żeby kogoś nie urazić?
car II pisze:Poczucie winy u mnie wynika właśnie z tego ze mogłem cos zrobić lepiej, albo nie zrobiłem czegoś a teraz już nie można tego zrobić.
Nie wiem jak to napisać innymi słowami wiec powtórzę, że kiedy działam niezgodnie z zasadami to później na pewno pojawia się wątpliwości. Chyba już sama niepewność czy cos się zrobiło z zasadami czy nie jest stresująca, wiec lepiej robić od razu zgodnie z nimi.
Car a czy reguły które wyznajesz w stosunku do innych. Myślałeś o tym żeby kogoś spytać o coś? Czy określona rzecz tej osobie by przeszkadzała i wrzucić na luz jak słyszysz że "nie, nie przeszkadza mi to" Przejmujesz inicjatywę zachowując się z góry w pewien sposób, a może po prostu niepotrzebnie się ograniczasz chcąc dobrze? Ile ludzi tyle podejść. Musi być krzywdzące dla 1 że się stara zachowywać poprawnie a jest to niezauważalne przez obiekt. Jak dalece możliwa jest elastyczność?

Yusti pisze: Zważywszy na fakt optymizmu i swobody u większości jedynek [1w2 stanowią 75% ogółu Jedynek] Twoje zdanie jest strasznie kategoryczne id dziwne- z góry stawia nas na złej pozycji: Za samą jedynkowośc. Nie nasz problem, że nie lubisz ludzi porządnych. Wyrzuty sumienia gryzą, co? Tłamsi wewnętrznego krytyka, ale taka Jedynka ma krytyki za dwóch, co wkurza chcącą wolności Ósemkę "po trupach do celu"
Zauważ Yusti że nic takiego nie napisałem a wszystko to sobie dorobiłaś.

A może ja po prostu nie miałem życiowego farta żeby na kogoś "normalnego" z grupy jedynek natrafić? Miałem trochę podobne akcje ze strony ojca jedynki co Ty z matką ale nie aż tak drastyczne i to może wyjaśniać moją wypowiedź.
Nie chyba trafiłem raz - notariusza przy przepisywaniu aktu własności mieszkania. Facet mówił tak niesamowicie składnym i specjalistycznym słownictwem przy odczytywaniu oświadczenia wieczystego i komentarzach do niego, że czułem się przy nim jak chłopak z ulicy... niesamowity gość, mógłby mnie uczyć polszczyzny :)
Yusti pisze:Uwagi są nieprzyjemne. W dodatku 24-latka nadal zależy finans. od starych. Poza tym widać od razu że pije dla szpanu. tylko. nawet tego nie lubi, więc tak sobie powiedziała o kimś, myśląc „picie jest passe, ale czego się nie robi by być lubianą”

już nawet nie mówi o wierze katolickiej, by być posłusznym, pokornym i czcić ojca i matkę swą

a ciągle tylko słyszę krytyka. Sama staram siebie już nie krytykować bo i tak mi źle na duszy. daję sobie dyspensę, ale to nie znaczy ze pozwalam na złe postępowanie!
Teraz Yusti nie obraź się ;)

No właśnie o to chodzi żeby mieć pewną świadomość co się lubi a czego nie i robić to - po co miałaby pić dla szpanu czy akceptacji? Nigdy nie spotkałem się z przypadkiem żeby ktoś pijący czy palący nawet w wieku lat nastu był szczególnie dobrze widziany przez grupę ludzi jak od niej w jakiś sposób odstawał - conajwyżej był ciekawostką. W grupce nie raz mi proponowano w podstawówce - nie brałem ale jakoś nikt z tego powodu mnie nie skreślał czy krytykował - oki nie chce chłopak to nie.
Nie paliłem i nie piłem do 17tki, potem mi zasmakowały fajki, alkohol trochę później bo byłem sportowcem a wóda by mi zrujnowała totalnie efekty treningów, faje zresztą też...

Poza tym Yusti dorosły człowiek może - choćby najzwyczajniej w świecie mozna kupować tytoń i alkohol w każdym sklepie jak ma ochotę choćby dlatego bo państwo mu na to pozwala i nic nikomu do tego - ma ten przywilej jako obywatel, a w wieku 24 lat zazwyczaj jest w pewnym stopniu (tak jak ta jedynka co ją opisałem) niezależny finansowo więc - z kolei - co rodzicom do tego? Masz więcej praw na ulicy jako obywatel niż w domu?

Sorry ale jeszcze biorąc pod uwagę nasz obywatelski system podatkowo-prawny, to coś tu jest nie tak... ;)

Wiesz, to jest tak że nie każdy rodzic dojrzał do tego żeby być dobrym rodzicem. Są przypadki że teściowie się wchrzaniają w życie swoich dzieci będących w małżeństwie i mających po 30 kilka lat - znam 1 przypadek rozwodu z tego powodu. Idąc w filozofię i łamanie konwencji katolickich (której jakby nie patrzeć jesteśmy dziedzicami jeśli idzie o kulturę) możnaby się przyczepić do jednostronnego przykazania pt. "czcij ojca swego i matkę swoją". Dlaczego nie napisano nigdzie "czcij swoje dzieci"? Ja mam niby być wiernym poniewieranym przez ojca dzieckiem bo mam go czcić? Bo sobie np. zrobił dobrze kilka razy, za którymś mamusia w ciąże zaszła, a teraz wyładowuje na mnie swoje frustracje? Potępia się przemoc domową dzięki z jednej strony empatii społeczeństwa, z drugiej nauce, która udowadnia że coś takiego nic dobrego nie przynosi, może conajwyżej dyscyplinować ludzi chorych. A wiejskie rodzinki gdzie dzieci się paskiem prało za byle co a one nawet same zdejmowały koszule żeby je bito? Zaścianek i żałosny prymitywizm, który jest skutkiem wygodnej interpretacji takiej właśnie religii niepopartej nauką tylko nakazami i zakazami wbrew ludzkim motywacjom biorącym się z emocji i ogólnej logice, ale realnie istniejący w niektórych miejscach nadal.
Pojawiają się w takiej sytuacji 2 podstawowe pytania:

- A jaką rodzinę potem ja sam założę?
- Jak będę własne dzieci traktować mając takie wzorce?

Tak samo, a jak oni mnie będę traktować potem swoje dzieciaki? I co dzieciak jak nie w domu to poza domem będzie robił? Siał fetor i zło. Tatuś lejący dzieciaka kablem jest mniejszym religijnie zbrodniarzem niż ja - obywatel stosujący potępianą przez kościół antykoncepcję żeby dzieciaka nie mieć za wcześnie - żebym zdążył się dorobić kasy na to żeby miał lepsze dzieciństwo? Można ciągnąć tak jeszcze długo o głupocie religii ale to już offtop... wróćmy do tematu :)

Powinno być tak że dzieciaki się wychowuje i kształtuje do określonego roku życia gdzie osiągną dojrzałość emocjonalną. Chyba żaden rodzic (nadzieja chyba tylko w typie 1) tak nie postępuje, bo po prostu odbiera własne dzieciaki jako coś swojego - emocje....
Niestety nie idzie u nas (albo rzadko tak jest) w parze z dojrzałością społeczną - niezależnością finansową własnym domem itp... Traktowanie dziecka metodą kija gówno da - nie rozwiniesz tym psychiki, a właśnie sparaliżujesz jej rozwój strachem albo buntem i nienawiścią do rodziny i świata.

To co kiedyś napisałaś - piękna metafora swoją drogą :) "matka daje mi rybę zamiast wędki". Ja bym powiedział "Daje rybę i wędką okazyjnie przyłoży jak coś się jej nie spodoba" Widziałem jak pisałaś w jednym poście w jaki sposób matka Ciebie przy przyjaciółce potraktowała. Ja bym na coś takiego w życiu nie pozwolił, chociaż też nie miałem łatwego dzieciństwa.... tyle że bardziej w środowisku nie w domu.
Jesteś człowiekiem i oczekuj od innych traktowania z godnością, szczególnie w domu - to jest wpisane w podświadomość, w emocje i jest naturalne. Dlatego mamy takie a nie inne normy społeczne - wieki doświadczeń nauczyły ludzkość w skali makroskopowej, że wojny i niszczenie, nietolerancja, prześladowania drugiego człowieka nic dobrego nie zrobiły, rodziły tylko następne zniszczenia, bunty powstania wojny itp.... Ale to wszystko ruchy mas ludzi pod wpływem ich emocji. Dojrzała ludzkość po burzliwym XX wieku do tego, że swoboda i możliwość (przynajmniej teoretyczna) realizowania się jednostki jest tym co ludzkość i ludzi rozwija (chociaż może to też być skutek obawy w związku z postępem technicznym i powstaniem nowych broni masowego rażenia, motywowane de facto strachem o własne dupy, że broń taka wykorzystana gdzieś indziej sama zacznie nam zagrażać np. promieniowaniem w przypadku atomówek) - porównaj sobie cywilizacje naszą z np. z Indiami czy Iranem - choćby ich stosunek do kobiet. Dobra następny offtop robię....

Wracając do traktowania ludzi po ludzku - Każdy ma do tego prawo a rodzic karzący swojego dzieciaka non stop, ładujący się jeszcze w jego korespondencje i relacje międzyludzkie to zazwyczaj życiowy złamas, tchórzliwy jebany frustrat i parszywy kundel, któremu brak woli i odwagi albo szczęścia w zrealizowaniu się w życiu więc wyżywa swoje frustracje gniewem właśnie tam gdzie nic mu nie zagraża - na własnym dzieciaku i który powinien paść ofiarą sprawiedliwej zemsty tego dzieciaka (np. podkradaj im $$ na własne cele jak nie chcesz matce powiedzieć i zrealizować wielkiego "odjeb się ode mnie"), albo najlepiej - opuszczenia przez takie dziecko takiego domu, w każdym razie dobrze by było dążyć do jak najszybszego usamodzielnienia się. W końcu życie nie polega na siedzeniu na chacie, całe życie jest właśnie poza nią, ludźmi których poznasz, rzeczy które zobaczysz i doświadczysz i których się nauczysz...

Co prawda ciężko w takiej sytuacji istnieć jak nie ma się wyraźnego autorytetu. Dobrze jest się trochę poszperać na czym polegają zasady dobrej komunikacji między ludźmi tak jak to robisz, podpatrywać innych, chociaż to raczej mało da jak nie masz z nimi dobrej relacji, a i złe emocje są tak cholernie silne że bez kogoś kto wyciągnie rękę praktycznie niemożliwe jest wprowadzić je w życie w stosunku do kogokolwiek. Pamiętam czasy kiedy wręcz nienawidziłem ludzi którzy ze sobą potrafią zwyczajnie serdecznie gadać, śmiać się cieszyć z życia. To odstrasza jak masz w sobie wielki gniew. Interesuje człowieka wtedy co innego - patologie, kryminalistyka, broń, przestępczość, zbrodnie.... Kocioł we łbie, lgnięcie do podobnie zjechanych umysłowo na zasadzie podobieństw nawzajem się przyciągających, ale niczego jednak to nie daje poza trwaniem w takim nastawieniu które jest wpisane głeboko we własne JA - to starczy żeby olać zmianę swojej sytuacji.
Wszystkie normy się odrzuca albo łamie (w moim przypadku - w Twoim narzucasz ludziom "właściwy tok myślenia zawsze niezgodny z tym co mówią choćby nawet mieli rację - to i tak im udowodnię że nie mają" Zdrowa jedynka tak nie postępuje, nie z takim zaangażowaniem jakie Ty przejawiasz)

Zobacz Yusti na swoje wypowiedzi na forum ile jest w nich nastawienia anty do innych i przyjmowanie sprzeciwiającej się zawsze postawy. O ile mnie to bawi, bo lubię napinki :) to większość ludzi może mieć z tym problem jednak - sam zresztą bym miał w bliskiej relacji z kimś kto ciągle mnie krytykuje, nawet będąc 8 - po prostu olałbym to i dał sobie pokój z taką znajomością, bo nic by mi nie dawała.

Znasz chorą 8v7. Fascynujesz się w tym facecie tym że potrafi wywalić swoją furię na cały świat. Ale nawet coś takiego nie zapcha w tym gościu dziury jaką ma - braku albo bardzo ubogiej osobowości. Żyje się wtedy na instynkcie - uzależniasz się albo od kłótni albo od wódy, fajek, sportu, chorych i brutalnych filmów, albo od seksu albo od czegokolwiek co potrafi rozładować wewnętrzne napięcie. Psychika i charakter wtedy nie mają znaczenia, dostosowujesz się do warunków tak jak możesz ale są to działania donikąd nie prowadzące - jesteś jak zwierzak działający tylko pod wpływem podwzgórza, bo reszty mózgu brak. To nie jest życie - nie dla człowieka.

Dawno temu kiedy byłem dość chorym typem Justi też miałem w sobie emocje. Głównie negatywne, część z nich się tłumiło żeby nie pokazać tego, że mnie coś rusza i nie dawać chamstwu satysfakcji, czasem otwarcie wojując, ale te emocje były wbrew pozorom cholernie silne (Ty nie pokazujesz ich żeby się nie ośmieszyć, ja nie pokazywałem w pewnych sytuacjach żeby dziadostwo nie miało radochy z kolejnego upokorzenia mnie). Mam na koncie z tego okresu kilka zachowań za które mógłbym (tj. wtedy moi rodzice) pójść za kratki - i nie żałuję, wręcz przeciwnie do dzisiaj wspominam to ze szczerym uśmiechem na ustach. Bo sobie skurwysyni zasłużyli na to. Pamiętać należy że akcja wywołuje reakcję - źle Ciebie traktują to albo kogoś za to objedziesz, albo ich, albo będziesz mieć wrzody..

Ale jest też tak - człowiek traktowany w zły sposób poza złościa albo strachem czuł że "coś tu jest nie tak" że ktoś przekroczył pewną granicę. I TO zazwyczaj jest impulsem, którego nalezy się słuchać, przynajmniej u mnie się sprawdziło. Jesteś ewolucyjnie przez ileś milionów lat przystosowana do życia i Twoja podświadomość wie co jest dobre a co złe - inteligencją tego może nie ogarnęłaś ale ciało i psychika to wiedzą doskonale co im szkodzi a co je wzmacnia i rozróżniają to idealnie.

Co czujesz jak matka się wpieprza w Twoje rozmowy na gg? Co czujesz jak sprzedaje liścia przy przyjaciółce? Co czujesz kiedy raz mówi że masz postępować w taki sposób a potem w tej samej sytuacji w całkiem inny? Czujesz bunt, wściekłość, obawę czy wycofanie? Dwie z tych czterech opcji na pewno. A nie czujesz przypadkiem że matka ładuje się albo robi to czego nie powinna bo masz swoją prywatność i swoją godność? Sama byś tak robiła np. swojej przyjaciółce czy jej samej choćby? Pełno Twoich postów na forum, z reguły jest jeden wielki sprzeciw w stosunku do innych a ja mam wrażenie ze tak naprawdę żaden z tych postów nie jest napisany przez to jaka Ty naprawdę jesteś, tylko jest to spis wszystkich regułek zasłyszanych albo wymyślonych, przeciwko wszystkim w zależności od sytuacji. I to jest właśnie skutek takiego traktowania w domu o jakim tu nieraz wspominałaś. Nie zgadzaj się na to - czy nie sądzisz że matka jako rodzic też ma jakieś zobowiązania? Że są dobrzy rodzice i źli? A jakim rodzicem chcesz sama być dla dzieciaków? Czy nie czujesz na myśl "dziecko i rodzina" wstrętu albo czegoś w stylu "Oj to nierealne totalnie"?
Yusti pisze: Że ósemka nie była karana za wszystko
He he może i tak, ja przez pewien czas swojego życia byłem tak traktowany, ale parę osób strasznie na tym ucierpiało. To emocje w pewnym momencie człowiekiem już rządzą. Ósemka najczęściej wzoruje się na innej 8-ce i szacun mój Brachu że Ciebie miałem, bo bym chyba ocipiał swojego czasu albo i kogoś zabił a zamiast znajomych na naszej klasie szukał ich na naszej celi.

Ale spoko, jak z biegiem czasu wyjdziesz na ludzi to tylko będziesz kimś z zarąbistym nieprzeciętnym doświadczeniem, może nawet dumnym z własnej twardej dupy i raz na zawsze nabytej mądrości 8) Coś takiego trwa latami, ale można, samemu niestety człowiek nie da rady mając jeszcze w otoczeniu krytykantów. W towarzystwie ludzi normalnych czuje się jak odmieniec i nie myśli o tym żeby zaistnieć wśród nich, ciągnie do swoich co jest dla niego złe, mało tego, tacy ludzie wydają się frajerstwem, tępymi naiwniakami. Można to odwrócić ale mając obok kogoś normalnego kto wyciągnie rękę. W każdym razie da się.

Jeżeli masz jakieś wątpliwości apropos słuszności pewnych motywacji do pewnych zachowań to pytaj - powiem co jest normalne a co nie i z czym do mamuśki najlepiej wyskoczyć jak zrobi jakąś akcję. 8)

yusti
Posty: 4664
Rejestracja: niedziela, 22 października 2006, 17:54
Enneatyp: Perfekcjonista

#14 Post autor: yusti » wtorek, 16 czerwca 2009, 17:31

.
Ostatnio zmieniony środa, 13 października 2010, 04:55 przez yusti, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
car II
Posty: 556
Rejestracja: piątek, 22 maja 2009, 18:35
Enneatyp: Indywidualista

#15 Post autor: car II » wtorek, 16 czerwca 2009, 18:58

mógłbyś podać jakiś przykład zachowania w grupie którego unknąłeś żeby kogoś nie urazić?
Przychodzę do domu dzisiaj a moja patelnia jak zwykle uflogana, chociaż rano pozmywałem po sobie żeby była czysta kiedy będę robił obiad.
No to pozmywałem jeszcze raz, kolejny, nie będę robił awantury o patelnie bo to by zakrawało o jakąś patologie, poza tym i tak nie ma sensu skoro nie dociera jak się do nich mówi po ludzku.
(Heh jednocześnie odpowiadam na posta i wylewam z siebie żale, to forum jest dobre:D)

A żeby kogoś nie urazić?
Nie komentuję raczej czyjegoś wyglądu. (no chyba ze się aż samo prosi typu różowe oczojebne gumiaki + zielone rajstopy i miniówa z siatki) może to się nadaje pod tą kategorie.
Myślałeś o tym żeby kogoś spytać o coś? Czy określona rzecz tej osobie by przeszkadzała i wrzucić na luz jak słyszysz że "nie, nie przeszkadza mi to"…
Raczej nie pytam, nie będę wnikał dla czego bo sam nie wiem.
…może po prostu niepotrzebnie się ograniczam chcąc dobrze…
Masz więcej praw na ulicy jako obywatel niż w domu?
Tak:D

Tatuś lejący dzieciaka kablem jest mniejszym religijnie zbrodniarzem niż ja - obywatel stosujący potępianą przez kościół antykoncepcję żeby dzieciaka nie mieć za wcześnie
Są jakies badania na temat stopniowania grzechów w ten sposób? Chciałbym obejrzeć jeśli dysponujesz…

Przeczytałem dosyć pobieżnie oba posty i nie mam więcej czasu się rozpisywać bo jutro mam egzamin... :? ale jak jakies pytania jeszcze będa to porszę bardzo, no i czekam na pełne wyniki sondy przedstawione w jakiejs zwiezłej formie :)
Podróżując na rumaku akceptowanych emocji, poszukując siebie wprowadzam do doliny łez,teorie sensu życia przez afirmację samego życia we wszystkich jego przejawach odbitych w zwierciadle sztuki.

ODPOWIEDZ