Pomóżcie mi zrozumieć moją dwójkę...

Dyskusje na temat typu 2
Wiadomość
Autor
edusienka
Posty: 9
Rejestracja: niedziela, 14 lutego 2016, 13:07
Enneatyp: Lojalista

Re: Pomóżcie mi zrozumieć moją dwójkę...

#16 Post autor: edusienka » piątek, 28 kwietnia 2017, 17:15

Nie spodziewałam się tak dużego odzewu, ani tak otwartej i ostrej krytyki. Mam świadomość problemu dlatego potrafie zachować dystans, żeby ewakuować się w porę w razie czego...
O kurczę, przecież ten koleś to jakiś narcyz albo inny psychopata. Dlaczego jeszcze z nim jesteś?
Nie chce skreślać go tak szybko, bo nie ukrywam zależy mi. Uważam, że możemy sobie pomóc, mamy sobie wzajemnie coś do zaoferowania. To nie jest tak, że jego zachowanie składa się tylko z fochów i chorych oczekiwań. Tylko kaliber tych zachowań jest nie do zaakceptowania...
Nie zaszkodziłoby gdyby spróbował jakiejś terapii. Najlepiej indywidualnej, ale nie sądzę by udało Ci się go do niej namówić. Bo przecież w jego oczach to nie on ma problem, to świat był niewdzięczny i go wykorzystał. Możesz spróbować od innej strony - zaproponować Wam terapię dla par. Ale to się uda i zadziała tylko i wyłącznie wtedy, gdy Twój dwójek uzna za autorytet terapeutę. On zapewne jeśli zgodzi się na taką terapię to dlatego, że uzna, że terapeuta pomoże Ci zrozumieć, że on ma rację ;) jeśli terapeuta będzie dobry, to w trakcie wyjdzie na jaw, że to nie wygląda tak kolorowo jak dwójek to postrzega. I wtedy będą dwa wyjścia. Albo dwójek uzna, że terapeuta jest do dupy i się nie zna, po czym wycofa się z tych spotkań, lub jednak coś mu zaświta i zacznie nad sobą pracować.
Z tego co mi otwarcie powiedział na początku znajomości, po rozstaniu korzystał z pomocy psychologa. Przyznał że bardzo ciężko je przeżywał ale rozmowy z psychologiem (jego znajomym) mu pomagały. Już wtedy zapaliła mi się wielka czerwona lampka alarmowa.. ale też korzystałam w swoim życiu z takiej pomocy (po rozwodzie rodziców), więc to jeszcze nie koniec świata. Specjaliści są w końcu od tego żeby pomagać.

Albo ja nie wytrzymam bo nie jestem osobą, która w związkach daje sobie w kaszę dmuchać, ekspresowo i czasem bez większej rozwagi mówie co mi nie leży (w kontaktach z innymi ludźmi jestem mniej agresywna i raczej mocno kompromisowa). Póki co przez to "książe z bajki" nie odzywa sie do mnie trzeci dzień, nie odbiera telefonów, nie odpisuje... może dobrze, nabrałam sporo dystansu i zamiast początkowego poczucia winy, w które dałam się wpędzić jestem zwyczajnie wściekła na jego dziecinade.
Już pomyśl jak to zrobić tak, by nie mógł Cię stalkować i szantażować. Poszukaj sojuszników np. kogoś z rodziny. Zainteresuj się prawem. Jest od Ciebie znacznie starszy, a jednocześnie widać że ma coś z głową.
Dzięki za troskę, ale to chyba lekka przesada :D Nie jesteśmy na takim etapie, żeby mógł mi cokolwiek zrobić. Jak pisałam mieszkamy osobno, on ucieka w prace dużo, nie ma czasu na takie pierdoły jak stalkowanie i psucie mi życia jeśli byśmy się rozstali. Sądzę, że raczej by się jeszcze bardziej załamał.

Jeszcze raz dziękuje za opinie, nawet te mrożące mi krew w żyłach :) Zobaczymy jak to sie dalej potyczy, jak Książe oczywiście zrezygnuje ze swojego fochowatego milczenia :D


6w7 sx/sp SEI

Awatar użytkownika
boogi
Pan Admin
Pan Admin
Posty: 5851
Rejestracja: czwartek, 23 października 2008, 22:48
Enneatyp: Perfekcjonista
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Re: Pomóżcie mi zrozumieć moją dwójkę...

#17 Post autor: boogi » piątek, 28 kwietnia 2017, 21:53

Brzmisz dojrzale i wydaje się, że ogarniesz sobie całą sytuację. Odniosę się tylko do jednego fragmentu twojej wypowiedzi:
edusienka pisze:Skończyło się tym że musiałam go przepraszać, wyrażać żal, przyznać że źle zrobiłam spotykając się z kimś bez jego wiedzy i akceptacji, a on i tak był obrażony przez tydzień, do dziś nie wybaczył.
Wiele osób ma problem z ustawieniem własnych granic (Dwójek ten problem dotyczy szczególnie mocno). Jeżeli pojawiają się takie sytuacje, gdzie jedna strona wmanewrowuje drugą w poczucie winy (i w ten sposób uzyskuje nad nią pewną władzę), to jest to problem przekraczania granic. Ustal je twardo i nie pozwalaj przekraczać; Dwójka będzie płakać i marudzić i pewnie przekroczy je ponownie gdy tylko na chwilę odpuścisz, ale taki jest koszt życia z Dwójką: pilnujesz tych granic ciągle, chyba że Dwójka będzie się rozwijać i nauczy się żyć samodzielnie (zależność->niezależność->współzależność).

Oczywiście jeżeli oboje nie boicie się podejść do psychologa i omówić swoją sytuację, to rozważcie pójście jako para by omówić swój związek.
Off Topic
A szpilki z nogami robią tak:
"Jeśli chcesz ze mną rozmawiać, zdefiniuj terminy których używasz."
- Voltaire

>> bardzo dziwny link <<

Affects / Hornevian / Harmonic / Trifix

Awatar użytkownika
Ael
Posty: 940
Rejestracja: sobota, 10 kwietnia 2010, 00:22
Enneatyp: Indywidualista
Lokalizacja: Kraina Czarów
Kontakt:

Re: Pomóżcie mi zrozumieć moją dwójkę...

#18 Post autor: Ael » niedziela, 30 kwietnia 2017, 23:42

Posłużę się słowami Rupi Kaur, by pokazać, dlaczego zgadzam się z choku i Intan, a z Ocenzurowaną już mniej:
IMG_20170430_234045.jpg
IMG_20170430_234045.jpg (1.17 MiB) Przejrzano 3925 razy
Tylko "być z kimś" zamieniłabym na "szanować kogoś", tak dla uściślenia.

(Zdjęcie nieco rozmazane, za co przepraszam)

Awatar użytkownika
Wiatr1000
Posty: 410
Rejestracja: niedziela, 27 lipca 2014, 19:27
Enneatyp: Obserwator
Lokalizacja: Poddębice (Łódź)

Re: Pomóżcie mi zrozumieć moją dwójkę...

#19 Post autor: Wiatr1000 » wtorek, 2 maja 2017, 01:33

Edusienka.
Ile macie oboje lat, skoro piszesz, że kilkanaście różnicy?

Ty jesteś w związku, ja byłem w relacji netowej. Powiem krótko. Takie typy są niedojrzałe. Wykończą swoją "osobowością" każdego. Są to typy przytłaczające. Jestem piątką, spokojną, z rzadka kogoś nienawidzę, ale tą dwójkę, gdybym spotkał na pasach, to by mi się pedały gazu i hamulca pomyliły :lol: Widok tej dwójki wywołuje u mnie odruch wymiotny.
Podziw, że w realu znosisz tego dwójkę, jeszcze związek... :shock: Niektóre osoby to masochiści widać :what:
5w4 sp/so INTj – LII

edusienka
Posty: 9
Rejestracja: niedziela, 14 lutego 2016, 13:07
Enneatyp: Lojalista

Re: Pomóżcie mi zrozumieć moją dwójkę...

#20 Post autor: edusienka » wtorek, 2 maja 2017, 20:19

Relacja jest jak najbardziej nienetowa i realna , ja mam 24, dwójek 38 lat.. (co mama powie jak sie dowie :shock: :shock: )
Teraz powoli pracujemy nad kompromisami i nawet widać jakieś tego efekty :) Także bardziej skłaniam się ku niegotowości dwójka do związku niż toksyczności.. Usiedliśmy sobie na spokojnie i się pokłóciliśmy jak trzeba, później jeszcze raz bo widać było mało i chłopak trochę spokorniał :)
może jestem masochistką rzeczywiście :D lepiej znoszę sprzeczki niż milczenie albo nudę w związkach. A krótkich, przelotnych i ostatecznie niezbyt udanych relacji miałam niemało :? Nie wiem czy to takie dojrzałe, ale zaczynam mieć po prostu ubaw z tych absurdalnych zachowań.
Czy chodzi do psychologa, czy nie, czy z kimś rozmawia jeszcze o swoich problemach emocjonalnych to nie wiem. Mnie nie obdarza jeszcze takim zaufaniem, żebym wiedziała wszystko. Ja też nie ciągne za język.
6w7 sx/sp SEI

Reszka
Moderator
Posty: 115
Rejestracja: wtorek, 19 kwietnia 2016, 13:48
Enneatyp: Zdobywca
Lokalizacja: Okolice Poznania

Re: Pomóżcie mi zrozumieć moją dwójkę...

#21 Post autor: Reszka » środa, 3 maja 2017, 11:03

Nie do końca potrafię zrozumieć Waszą relację. Nie jesteście ze sobą długo, ale jak pisałaś "od razu zaiskrzyło". Później okazało się, że ten człowiek ma ze sobą jakieś problemy i pojawiły się kłótnie, przesadna kontrola. Zależy Ci na związku, więc jesteś gotowa mu pomóc, jednak ciągle podkreślasz, że to jeszcze nie jest zaawansowany etap. Z jednej strony chcesz go wspierać w zmienianiu się, a z drugiej piszesz:
edusienka pisze: Czy chodzi do psychologa, czy nie, czy z kimś rozmawia jeszcze o swoich problemach emocjonalnych to nie wiem. Mnie nie obdarza jeszcze takim zaufaniem, żebym wiedziała wszystko. Ja też nie ciągne za język.
Ok, nie obdarza Cię zaufaniem, wiadomo że skoro nie ten "etap" to nie musi tego robić i Ty też nie naciskasz. Tylko to wygląda troszkę na takie powierzchowne zainteresowanie partnerem i jego problemami. Deklarujesz chęć pomocy, lecz w zasadzie nie obchodzi Cię czy z kimś rozmawia na ten temat i czy ten jego -hipotetyczny- powiernik radzi mu dobrze. Chcesz dać mu swobodę, ale wychodzi z tego pewnego rodzaju obojętność. Skoro tak Ci zależy na relacji to może właśnie powinnaś na niego nacisnąć, podpytać go.
edusienka pisze: Usiedliśmy sobie na spokojnie i się pokłóciliśmy jak trzeba, później jeszcze raz bo widać było mało i chłopak trochę spokorniał :)
XD spokojna kłótnia

Wcześniej jeszcze coś pisałaś o kompromisach. Czyli najpierw się pokłóciliście, a jak on "spokorniał" to doszliście do kompromisu? Jak dokładnie to wyglądało, bo póki co przedstawia się to dość dziecinnie i tak jakbyś oczekiwała po prostu od niego posłuszeństwa. Rozumiem, że Ty jesteś cały czas tą pokrzywdzoną stroną i dlatego "kompromisy" powinny być na Twoją korzyść?
edusienka pisze: A krótkich, przelotnych i ostatecznie niezbyt udanych relacji miałam niemało
Hmm... Jeśli miałaś dużo nieudanych, przelotnych relacji to zastanów się czy problem nie leży też w Tobie. A Twój obecny partner, ten Dwójek, jak u niego wyglądały poprzednie związki? Zapewne jak w każdej takiej sytuacji wina leży po obu stronach. Może ten mężczyzna faktycznie nie dorósł do związków, może jest toksyczny, ale zastanów się jak Ty się zachowujesz w tym związku. Skoro lubisz się kłócić i tak prawdopodobnie wyjaśniasz wszelkie problemy (sprostuj jeśli się mylę), to pomyśl nad tym czy to najlepsza droga do pomagania drugiej osobie.

Byłaś w dwunastoletnim związku, ale odeszłaś od tamtego człowieka ze względu na zbyt dużą nudę. Zakładam, że potrzebujesz w takich relacjach pikanterii i tego Ci tam brakowało. Może w obecnym związku celowo generujesz spięcia żeby było "ciekawiej", lecz nie wychodzi to do końca naturalnie i tworzy to prawdziwe kłótnie (ten Dwójek nie jest zbyt zdrowy także może to działać na niego jak płachta na byka).

Nie chcę żebyś to odebrała jako atak na swoją osobę. Nie znam dokładnie sytuacji i opieram się tylko na tym co tutaj piszesz. Po prostu czasem najlepiej zacząć zmiany w związkach od siebie, zastanowić się nad tym co robimy dobrze a co źle. Jeżeli zmienianie jego przychodzi Ci z trudem, to spójrz na swoją osobę z dystansu i oceń swoje zachowanie na chłodno. Kiedy uznasz, że robisz wszystko co możesz i robisz to dobrze, wtedy zajmij się partnerem i próbuj nakłonić go do zmiany zachowania. Jak nie wykaże do tego chęci, to sobie odpuść i nie trać czasu na wykańczającą relację.
3w4 sp/soc, LSE

Prawdziwie wielcy ludzie wywołują w nas poczucie, że sami możemy się stać wielcy. ~ Mark Twain

Awatar użytkownika
Venus w Raku
VIP
VIP
Posty: 1058
Rejestracja: środa, 23 września 2009, 10:08
Enneatyp: Perfekcjonista

Re: Pomóżcie mi zrozumieć moją dwójkę...

#22 Post autor: Venus w Raku » środa, 3 maja 2017, 12:08

Dwójka sama z siebie potrafi dawać bardzo dużo drugiej osobie, ale potrzebuje jednocześnie poczucia, że ktoś się o nią ciągle troszczy. A jak znajdzie (w jej przekonaniu) lepszą "opiekunkę" lub "opiekuna", to potrafi się natychmiast odciąć. Problem bycia z Dwójką jest taki, że większość ludzie nie wytrzymuje tego napięcia, że Dwójka ciągle chce być razem, wszystko robić razem, zwraca ciągle uwagę na osobę, która w danej chwili jest jej bliska i wymaga bardzo dużo uwagi dla siebie od bliskiej osoby.
1w9, 6w5, sp/sx

Awatar użytkownika
Ael
Posty: 940
Rejestracja: sobota, 10 kwietnia 2010, 00:22
Enneatyp: Indywidualista
Lokalizacja: Kraina Czarów
Kontakt:

Re: Pomóżcie mi zrozumieć moją dwójkę...

#23 Post autor: Ael » środa, 3 maja 2017, 12:12

Reszka pisze:

Byłaś w dwunastoletnim związku, ale odeszłaś od tamtego człowieka ze względu na zbyt dużą nudę.
To nie edusienka była w dwunastoletnim związku, tylko założycielka tematu, LostFive. Dosyć ważne, bo na tym założeniu opierasz część swojej argumentacji.

Reszka
Moderator
Posty: 115
Rejestracja: wtorek, 19 kwietnia 2016, 13:48
Enneatyp: Zdobywca
Lokalizacja: Okolice Poznania

Re: Pomóżcie mi zrozumieć moją dwójkę...

#24 Post autor: Reszka » środa, 3 maja 2017, 12:38

Taa, teraz wiem, po prostu brak avatarów mnie zmylił. W sumie tylko końcówka mojej wypowiedzi nie gra, co do reszty mam takie samo zdanie. Chyba edusienka chce zrozumieć swoją dwójkę skoro pisze w tym temacie, a z drugiej strony uważa, że to jeszcze nie taki etap by się jakoś sobie zwierzać.
3w4 sp/soc, LSE

Prawdziwie wielcy ludzie wywołują w nas poczucie, że sami możemy się stać wielcy. ~ Mark Twain

edusienka
Posty: 9
Rejestracja: niedziela, 14 lutego 2016, 13:07
Enneatyp: Lojalista

Re: Pomóżcie mi zrozumieć moją dwójkę...

#25 Post autor: edusienka » środa, 3 maja 2017, 12:39

Deklarujesz chęć pomocy, lecz w zasadzie nie obchodzi Cię czy z kimś rozmawia na ten temat i czy ten jego -hipotetyczny- powiernik radzi mu dobrze. Chcesz dać mu swobodę, ale wychodzi z tego pewnego rodzaju obojętność. Skoro tak Ci zależy na relacji to może właśnie powinnaś na niego nacisnąć, podpytać go.


To nie jest tak, że mnie to nie obchodzi i jest mi obojętne. Uważam, że naciskanie nie jest najlepszą metodą. Jeśli próbuje podpytać i widzę, że nie ma chęci o tym mówić (ze mną czy z kimkolwiek innym może też) to przecież nie będę go katować pytaniami i oczekiwać odpowiedzi zaraz.
Wcześniej jeszcze coś pisałaś o kompromisach. Czyli najpierw się pokłóciliście, a jak on "spokorniał" to doszliście do kompromisu? Jak dokładnie to wyglądało, bo póki co przedstawia się to dość dziecinnie i tak jakbyś oczekiwała po prostu od niego posłuszeństwa. Rozumiem, że Ty jesteś cały czas tą pokrzywdzoną stroną i dlatego "kompromisy" powinny być na Twoją korzyść?
Skoro lubisz się kłócić i tak prawdopodobnie wyjaśniasz wszelkie problemy (sprostuj jeśli się mylę)
Na początku wyglądało to tak, że jak coś mu sie nie spodobało to się od razu obrażał, powiedział swoje i zazwyczaj "odcinał" na jakiś czas kontakt. To nie jest tak, że lubie się kłócić ale wydaje mi się że kłótnia gdzie obydwie strony mogą się wypowiedzieć jest trochę lepszym wyjściem, jakkolwiek to nie brzmi. Kiedy dwie strony mają odmienne zdanie na dany temat i chcą się porozumieć, szukają rozwiązania po środku. Każdy rezygnuje po części na korzyść drugiej strony. pod stwierdzeniem, że "spokorniał" rozumiem to, że zaczął słuchać jak wygląda temat z mojego punktu widzenia i jest w stanie troche ustąpić, żeby właśnie można było powiedzieć że nastąpił kompromis.
Byłaś w dwunastoletnim związku, ale odeszłaś od tamtego człowieka ze względu na zbyt dużą nudę. Zakładam, że potrzebujesz w takich relacjach pikanterii i tego Ci tam brakowało.
Hmm... Jeśli miałaś dużo nieudanych, przelotnych relacji
Nie byłam nigdy z nikim dwanaście lat, pomijam fakt że to więcej niż pół mojego życia, ale kiedy miała by być reszta tych krótkich :P Wniosek jest taki że chyba pisze mało składnie skoro coś takiego dało sie wywnioskować :D A jeśli chodzi o te moje relacje to nie przeczę, że ze mną coś może być nie tak, jestem tego w pełni świadoma.

Nabieram do siebie dystansu i akceptuje konstruktywną krytykę. Nad sobą zastanawiam się intensywnie, na swoje zachowanie mam wpływ, znam się na tyle że wiem jakie mam wady i potrafię się do nich przyznać. Ze zrozumieniem kogoś nie zawsze jest już tak łatwo, dlatego szukałam tu mądrości ludzi podobnych do niego ;)
6w7 sx/sp SEI

Virga
Posty: 118
Rejestracja: piątek, 15 maja 2015, 22:37

Re: Pomóżcie mi zrozumieć moją dwójkę...

#26 Post autor: Virga » środa, 3 maja 2017, 14:52

Twój partner wydaje się pragnąć mieć kogoś, kto będzie od niego zależny. Na Twoim miejscu porozmawiałabym z nim o tym. Utrzymujesz się sama, czy żyjesz na koszt rodziców? Uważasz się za silną osobę? Jesteś introwertyczką, czy ekstrawertyczką?

Podczas rozmowy możesz poruszyć problem butów na obcasie i pokazać mu filmik od boogiego. Chętnie poznałabym jego kontrargumenty.

Wiesz dlaczego jego poprzedni związek nie wypalił? Warto byłoby się dowiedzieć kto kogo rzucił i o co poszło.

Awatar użytkownika
Venus w Raku
VIP
VIP
Posty: 1058
Rejestracja: środa, 23 września 2009, 10:08
Enneatyp: Perfekcjonista

Re: Pomóżcie mi zrozumieć moją dwójkę...

#27 Post autor: Venus w Raku » środa, 3 maja 2017, 19:05

Dwójka w modelu enneagramowym, to manipulator, wilk w skórze owieczki, osoba grająca na emocjach innych. Prawdopodobnie płomienne zapewnienia o dozgonnej milości zdradzają Dwójkę w każdym wieku, bo musimy mieć na uwadzę zarówno Dwójki w wieku kilkunastu lat jak również kilkudziesięciu. Jeżeli chodzi o zazdrość, to z pewnością są zazdrosne, ale to nie jest najważniejsze kryterium, aby odróżnić Dwójkę od innych, bo zazdrośników jest wiele odmian.
1w9, 6w5, sp/sx

Reszka
Moderator
Posty: 115
Rejestracja: wtorek, 19 kwietnia 2016, 13:48
Enneatyp: Zdobywca
Lokalizacja: Okolice Poznania

Re: Pomóżcie mi zrozumieć moją dwójkę...

#28 Post autor: Reszka » niedziela, 7 maja 2017, 14:29

edusienka pisze:To nie jest tak, że mnie to nie obchodzi i jest mi obojętne. Uważam, że naciskanie nie jest najlepszą metodą. Jeśli próbuje podpytać i widzę, że nie ma chęci o tym mówić (ze mną czy z kimkolwiek innym może też) to przecież nie będę go katować pytaniami i oczekiwać odpowiedzi zaraz.


Po prostu tamta wypowiedź jakoś tak obojętnie zabrzmiała i stąd moje wrażenie. Jeśli faktycznie podpytywałaś i Cię zbywał, to nie ma co drążyć tematu. Chociaż bywa, że niektórzy ludzie lubią jak się na nich tak naciska i okazuje w ten sposób zainteresowanie (taka gra, gdzie celowo odrzucają pomoc partnera by wzbudzać ciekawość), ale nie wiem jaki jest Twój partner. Do tego jest Dwójką, a ten typ lubi być w centrum zainteresowania partnera. Chcesz dać mu swobodę, a on może to odebrać jako brak zainteresowania z Twojej strony.

edusienka pisze:Na początku wyglądało to tak, że jak coś mu sie nie spodobało to się od razu obrażał, powiedział swoje i zazwyczaj "odcinał" na jakiś czas kontakt. To nie jest tak, że lubie się kłócić ale wydaje mi się że kłótnia gdzie obydwie strony mogą się wypowiedzieć jest trochę lepszym wyjściem, jakkolwiek to nie brzmi. Kiedy dwie strony mają odmienne zdanie na dany temat i chcą się porozumieć, szukają rozwiązania po środku. Każdy rezygnuje po części na korzyść drugiej strony. pod stwierdzeniem, że "spokorniał" rozumiem to, że zaczął słuchać jak wygląda temat z mojego punktu widzenia i jest w stanie troche ustąpić, żeby właśnie można było powiedzieć że nastąpił kompromis.
Może kłótnia jest teoretycznie lepsza niż brak rozmowy, ale poruszanie ważnych kwestii w towarzystwie tak silnych emocji nie wydaje mi się dobrym pomysłem. Jasne, czasem trzeba z siebie wyrzucić pewne rzeczy, lecz można też nieźle przesadzić i powiedzieć coś czego normalnie się nie myśli. Zresztą na pewno o tym wiesz. Twój partner to straszny obrażalski, a do takich ludzi trudno dotrzeć kiedy zaczyna się rozmowę oskarżycielskim tonem. Jeśli zaczynasz rozmowę od wyrzucenia mu wszystkich żalów, to pewnie szybko się frustruje. Jeśli nie, to faktycznie jest z nim coś mocno nie w porządku.

edusienka pisze:Nie byłam nigdy z nikim dwanaście lat, pomijam fakt że to więcej niż pół mojego życia, ale kiedy miała by być reszta tych krótkich :P Wniosek jest taki że chyba pisze mało składnie skoro coś takiego dało sie wywnioskować :D A jeśli chodzi o te moje relacje to nie przeczę, że ze mną coś może być nie tak, jestem tego w pełni świadoma.
Tak, wiem, po prostu pomyliłaś mi się z inną użytkowniczką przez brak avatarów xD Wybacz, cofam to o dwunastoletnim związku. Coś mi właśnie zgrzytało z tymi krótkimi związkami :D
3w4 sp/soc, LSE

Prawdziwie wielcy ludzie wywołują w nas poczucie, że sami możemy się stać wielcy. ~ Mark Twain

ODPOWIEDZ