Szukając siebie

Dyskusje na tematy szeroko pojętej psychologii
Wiadomość
Autor
lia
Posty: 17
Rejestracja: czwartek, 26 maja 2016, 11:39

Szukając siebie

#1 Post autor: lia » sobota, 28 stycznia 2017, 13:51

Hej wszystkim!!! :D
Po długiej nieobecności tutaj, a także po roku z kawałkiem pracy nad sobą, wciąż nie znajduję odpowiedzi na dręczące mnie pytania. Okazuje się, że im więcej o tym myślę, tym bardziej zdaję sobie sprawę z tego jak mało o sobie wiem. Czy macie jakieś sposoby - jeśli tak to jakie - dzięki którym można poznać samą/samego siebie? Będę wdzięczna za każdą odpowiedź bo nie daje mi to spokoju od dłuższego czasu :lol: Mówiąc poznanie siebie, mam na myśli czystą osobowość, niezmąconą zewnętrznymi wpływami - nie taka, jaka chcę być, nie taka, jak mówią o mnie inni, tylko taka, jaka naprawdę jestem. Czy to jest w ogóle możliwe, żeby znaleźć czyste ja bez jakichkolwiek przekształceń czy powiązań?


9w1 sx/sp, INFP-T

Awatar użytkownika
Osteoporoza
Posty: 476
Rejestracja: piątek, 28 lutego 2014, 01:04
Enneatyp: Lojalista
Lokalizacja: W dziczy serca
Kontakt:

Re: Szukając siebie

#2 Post autor: Osteoporoza » sobota, 28 stycznia 2017, 14:18

Myślę, że warto zastanowić się nad tym co porusza Cię najbardziej i najgłębiej. Jak już trafisz na trop to drążyć w tym dziurę.
6w5

Awatar użytkownika
Celice
Posty: 104
Rejestracja: poniedziałek, 28 lipca 2008, 14:19
Enneatyp: Mediator

Re: Szukając siebie

#3 Post autor: Celice » poniedziałek, 6 lutego 2017, 19:33

Aby znaleźć swą czystą osobowość trzeba właśnie porzucić zewnętrzne wpływy. Kluczem do tego jest nauczyć się asertywności.
9w8

Awatar użytkownika
Cotta
VIP
VIP
Posty: 2397
Rejestracja: czwartek, 12 maja 2011, 16:55
Enneatyp: Obserwator
Lokalizacja: pomorskie

Re: Szukając siebie

#4 Post autor: Cotta » wtorek, 7 lutego 2017, 13:34

lia pisze:Czy to jest w ogóle możliwe, żeby znaleźć czyste ja bez jakichkolwiek przekształceń czy powiązań?
Tak, nazywa się to stanem oświecenia/buddy/naturalnym umysłem i można do tego dojść drogą medytacji i innych praktyk duchowych.
ObrazekObrazekObrazek
5w4, sp/sx/so, INTJ
LII [Ne, DCNH - CT(H)]


http://www.poomoc.pl/

Życie bywa skomplikowane, więc lepiej się zdrzemnąć. O

Awatar użytkownika
Zielony smok
VIP
VIP
Posty: 1854
Rejestracja: czwartek, 14 grudnia 2006, 19:17
Enneatyp: Mediator
Lokalizacja: następna stacja...

Re: Szukając siebie

#5 Post autor: Zielony smok » wtorek, 7 lutego 2017, 16:20

No to teraz wam dowalę... :wink: :wink: :wink:

Ken Wilber - Niepodzielone. Wschodnie i zachodnie teorie rozwoju osobowości.

„Kim jestem?” Problem ten przypuszczalnie nęka ludzkość od zarania cywilizacji i pozostaje jednym z najbardziej uciążliwych pytań, jakie zadaje sobie człowiek. Odpowiedzi, których udzielano, mieszczą się w szerokim przedziale od religijnych po świeckie, od skomplikowanych po proste, od naukowych po romantyczne, od politycznych po indywidualne. Zamiast jednak analizować wielorakie odpowiedzi, przyjrzyjmy się lepiej bardzo konkretnemu i podstawowemu procesowi, który zachodzi, gdy jakaś osoba stawia sobie pytanie: „Kim jestem? Jakie jest moje prawdziwe ja? Jaka jest istota mojej tożsamości?”
Kiedy ktoś pyta: „Kim jesteś?”, a ty udzielasz rzeczowej, uczciwej i mniej lub bardziej szczegółowej odpowiedzi, to co właściwie robisz? Co się wtedy dzieje w twoim umyśle? Można powiedzieć, że opisujesz twoje ja, na ile je znasz, podając najbardziej istotne fakty, zarówno dobre, jak i złe, wartościowe i bezwartościowe, naukowe i poetyckie, filozoficzne i religijne, które uważasz za składające się na istotę twojej tożsamości. Możesz na przykład myśleć o sobie następująco: .Jestem osobą wyjątkową, o dużych możliwościach; jestem życzliwy, lecz czasem okrutny, kochający, lecz czasem wrogi; jestem ojcem, prawnikiem, lubię łowić ryby i oglądać mecze koszykówki...” Lista twoich odczuć i przemyśleń będzie oczywiście dłuższa.
Istnieje jednak dużo mniej skomplikowany proces, leżący u podstaw procedury ustalania swej tożsamości. Zachodzi coś bardzo prostego, kiedy odpowiadasz napytanie: „Kim jesteś?” Kiedy opisujesz, wyjaśniasz lub choćby tylko wewnętrznie doznajesz swego ja, tak naprawdę, nawet jeśli nie zdajesz sobie z tego sprawy, wytyczasz w umyśle linię, czy też granicę, przecinającą całe pole twego doświadczenia: wszystko, co znajduje się we w n ąt r z tej granicy, nazywasz lub odczuwasz jako swoje ja, wszystko zaś, co pozostaje n a zewnątrz tej granicy, odczuwasz jako nie-ja. Innymi słowy, twoja tożsamość zależy wyłącznie od tego, gdzie przeprowadzisz tę linię graniczną.
Jesteś człowiekiem, a nie krzesłem, i wiesz o tym dlatego, że świadomie czy nieświadomie przeprowadzasz granicę pomiędzy ludźmi a krzesłami, po czym rozpoznajesz swą tożsamość z tymi pierwszymi. Możesz być człowiekiem wysokim, w związku z czym przeprowadzasz w umyśle linię pomiędzy wysokim i niskim wzrostem, po czym utożsamiasz się z kategorią „wysoki”. Doznajesz odczucia, że jesteś tym, a nie tamtym, ponieważ przeprowadziłeś rozgraniczenie pomiędzy tym a tamtym i rozpoznajesz się w tym, a nie rozpoznajesz się w tamtym.
Kiedy więc mówisz o swoim ja, wykreślasz linię graniczną pomiędzy tym, co jest, a tym, co nie jest tobą. Kiedy odpowiadasz na pytanie: „Kim jesteś?”, opisujesz po prostu, co znajduje się w obrębie tej linii. Tak zwany kryzys tożsamości następuje wtedy, gdy nie potrafisz zdecydować, jak i gdzie należy przeprowadzić tę granicę. Innymi słowy, „Kim jesteś?” znaczy w istocie: „Gdzie przeprowadzasz granicę?”
Wszystkie odpowiedzi napytanie: „Kim jestem?” rodzą się podczas tej podstawowej procedury wytyczania linii granicznej pomiędzy ja i nie-ja. Kiedy zostaną wyznaczone ogólne linie graniczne, odpowiedzi na to pytanie mogą przybrać bardzo złożoną formę — naukową, teologiczną, ekonomiczną — ale mogą także pozostać bardzo proste i nieartykułowane. Każda możliwa odpowiedź zależy jednak od tego, w jaki sposób wykreśli się linię graniczną.
Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że linia graniczna może podlegać przesunięciom i często tak się dzieje. Można ją wytyczyć od nowa. W pewnym sensie człowiek może przetworzyć mapę swej duszy i znaleźć na niej obszary, których nigdy nie uważał za dostępne, czy nawet pożądane. Jak już widzieliśmy, najbardziej radykalna zmiana granic następuje podczas doświadczeń najwyższej tożsamości, ponieważ granice ja rozszerzają się wtedy do tego stopnia, że zawierają w sobie cały wszechświat. Można nawet powiedzieć, że granice całkowicie zanikają, ponieważ człowiek utożsamia się wtedy z jedną harmonijną całością, w której nie da się wyróżnić wnętrza i zewnętrza, toteż nie ma gdzie przeprowadzić linii granicznej.
W dalszym ciągu tej książki będziemy stale powracać do świadomości nie podzielonej, zwanej najwyższą tożsamością. W tym miejscu warto jednak dokonać analizy innych, bardziej znanych sposobów określania granic duszy. Różnych rodzajów linii granicznych jest tyle, ile jednostek, które je wyznaczają, ale można je wszystkie posegregować na kilka łatwo rozpoznawalnych klas.
Najpowszechniejszą linią graniczną, którą ludzie wykreślają, bądź też uważają za istotną, jest granica skóry, zamykająca w sobie cały organizm. Ta linia graniczna pomiędzy ja i nie-ja wydaje się powszechnie przyjęta. Wszystko, co pozostaje wewnątrz granicy skóry, jest w pewnym sensie mną, wszystko zaś, co pozostaje na zewnątrz tej granicy, to nie-ja. Poza granicą skóry istnieją pewne rzeczy, które uważam za moje, ale nie są one mną. Rozpoznaję na przykład mój samochód, moją pracę, mój dom, moją rodzinę, ale to wszystko nie jest w tak bezpośrednim sensie mną, jak to, co znajduje się wewnątrz mojej skóry. A zatem, powtórzmy, granica skóry jest jedną z najpowszechniej uznawanych granic pomiędzy ja i nie-ja.
Można by pomyśleć, że granica skóry jest tak oczywista, tak realna i tak powszechna, iż żadne inne rodzaje granic nie są praktycznie możliwe, nie licząc rzadkich przypadków świadomości nie podzielonej z jednej strony oraz beznadziejnych psychotyków z drugiej. Tymczasem istnieje inny, niezwykle powszechny i dobrze znany rodzaj granicy, którą wyznacza olbrzymia liczba ludzi. Choć większość z nich uznaje granicę skóry za oczywistą, wykreślają jeszcze jedną, bardziej dla nich istotną i przebiegającą wewnątrz organizmu.
Jeżeli granica wewnątrz organizmu wydaje ci się dziwna, pozwól, że spytam: „Czujesz, że j e s t e ś ciałem, czy też czujesz, że posiadasz ciało?” Większość ludzi czuje, że posiada ciało, mniej więcej na tej samej zasadzie, na jakiej są właścicielami samochodu, domu czy każdego innego przedmiotu. W tych okolicznościach ciało wydaje się nie tyle mną, co moje, a to, co jest moje, z definicji pozostaje n a zewnątrz granicy pomiędzy ja i nie-j a. Człowiek utożsamia się w sposób bardziej podstawowy i intymny z pewnym wyróżnionym elementem całości swego organizmu. Element ten, który jest odczuwany jako prawdziwe ja, nosi nazwę umysłu, psychiki, ego czy osobowości.
Nie istnieją żadne przesłanki biologiczne dla dokonania takiego radykalnego rozróżnienia na umysł i ciało czy psyche i somę, jednak psychologicznie podział ten osiąga rozmiary epidemii. Podział na umysł i ciało, wraz z towarzyszącą mu dwoistością, stanowi wręcz podstawową perspektywę myślową cywilizacji zachodniej. Zwróć uwagę, że nauka o ogólnym zachowaniu człowieka nosi nazwę psychologii. Słowo to odzwierciedla założenie, że człowiek jest w swej istocie umysłem, a nie ciałem. Nawet św. Franciszek nazywał swe ciało „biednym braciszkiem osiołkiem”, bo rzeczywiście większość z nas czuje, że w jakimś sensie nasze ciała służą nam jako środek transportu, tak samo jak koń czy osiołek.
Linia graniczna pomiędzy umysłem i ciałem z pewnością ma w sobie coś osobliwego. W momencie narodzin jest zupełnie nieobecna. Jednak gdy jednostka dorasta i zaczyna ustalać i utwierdzać granicę pomiędzy ja i nie-ja, patrzy na swe ciało z mieszanymi uczuciami. „Czy powinienem je bezpośrednio zawrzeć w granicach mego ja, czy też powinienem je traktować jako obce terytorium? Gdzie przeprowadzić granicę?” Z jednej strony ciało przez całe życie jest źródłem wielu przyjemności, od erotycznych uniesień, poprzez smakowite potrawy, po piękne zachody słońca, które odbieramy zmysłowo. Z drugiej strony w ciele mieszka groźba miażdżącego bólu, kalectwa i ciężkich chorób. Dla dziecka ciało jest jedynym źródłem przyjemności, lecz zarazem pierwszym źródłem bólu i konfliktu z rodzicami. Na domiar złego, ciało wytwarza odpadki, które, z przyczyn dla dziecka niezwykle tajemniczych, są dla rodziców stałym powodem do niepokoju i zdenerwowania. Moczenie łóżeczka, stolec, siąkanie nosem—co za papranina! A wszystko to ma swe źródło w ciele. Wytyczenie linii granicznej będzie ciężkim zadaniem.
Dorosła jednostka zazwyczaj wzięła już rozbrat ze swym biednym osiołkiem. Gdy granica pomiędzy ja i nie-ja zostanie domknięta, osiołek znajdzie się po drugiej stronie muru. Ciało staje się obcym terytorium, niemal równie obcym (choć nigdy w takim samym stopniu) jak świat zewnętrzny. Granicę przeprowadza się pomiędzy umysłem a ciałem, przy czym człowiek jednoznacznie utożsamia się z tym pierwszym. Zaczyna nawet odczuwać, że żyje w swojej głowie, jakby był mieszkającym w czaszce krasnoludkiem, który wydaje ciału rozkazy, nie zawsze wykonywane.
Krótko mówiąc, to, co jednostka postrzega jako swoje ja, nie obejmuje bezpośrednio całego organizmu, tylko pewien jego element, a mianowicie ego. Innymi słowy, jednostka utożsamia się z mniej lub bardziej adekwatnym mentalnym autowizerunkiem oraz związanymi z nim procesami intelektualnymi i emocjonalnymi. Ponieważ nie chce się jednoznacznie utożsamić z całym organizmem, w najlepszym razie dopuści do siebie wizerunek lub obraz całego organizmu. Odczuwa zatem siebie jako ego, do którego przytwierdzone jest luźno ciało. Występuje więc tutaj inny ważny rodzaj linii granicznej, za której pośrednictwem jednostka utożsamia się przede wszystkim ze swym ego, czyli autowizerunkiem
9w8 ENFP
Nie dyskutuj z idiotą, bo sprowadzi cię do swojego poziomu i wygra przewagą doświadczenia.
Ps. ( Jestem na dłuuuugim urlopie - nie odpisuję na PW, sorry )

Awatar użytkownika
Vatican Assassin
Posty: 607
Rejestracja: czwartek, 14 sierpnia 2008, 16:54

Re: Szukając siebie

#6 Post autor: Vatican Assassin » wtorek, 7 lutego 2017, 18:23

Świetny tekst Smoku/Dinozaurze
Btw. jak wrócę do domu z pracy to wrzucę zapisany na dysku fragment z książek Castanedy, też o poszukiwaniu tożsamości.

Awatar użytkownika
Vatican Assassin
Posty: 607
Rejestracja: czwartek, 14 sierpnia 2008, 16:54

Re: Szukając siebie

#7 Post autor: Vatican Assassin » wtorek, 7 lutego 2017, 21:23

Już kiedyś wrzucałem to na forum:
– Przez lata szczerze próbowałem żyć zgodnie z twoimi naukami – powiedziałem.
– Jak widać, nie szło mi zbyt dobrze. Jakże więc teraz może mi pójść lepiej?
– Za dużo myślisz i mówisz. Musisz przestać do siebie mówić.
– Co chcesz przez to powiedzieć?
– Za dużo do siebie mówisz. Nie jesteś pod tym względem wyjątkiem. Każdy z nas to robi. Prowadzimy wewnętrzną rozmowę. Pomyśl o tym. Kiedy tylko zostajesz sam, co robisz?
– Rozmawiam ze sobą.
– A o czym ze sobą rozmawiasz?
– Nie wiem, chyba o wszystkim.
– Powiem ci, o czym ze sobą rozmawiamy. Rozmawiamy o naszym świecie. Tak naprawdę, utrzymujemy nasz świat przy pomocy wewnętrznej rozmowy.
– W jaki sposób to robimy?
– Ilekroć przestajemy ze sobą rozmawiać, świat zawsze jest taki, jaki być powinien. Odnawiamy go, rozpalamy w nim życie, podtrzymujemy go naszą wewnętrzną rozmową. To zresztą nie wszystko. Rozmawiając ze sobą, wybieramy również swoje ścieżki. Dlatego wciąż od nowa dokonujemy tych samych wyborów, aż do dnia śmierci, ponieważ w kółko, aż do śmierci, powtarzamy tą samą wewnętrzną rozmowę. Wojownik jest tego świadomy i stara się przestać prowadzić swoją rozmowę. Jest to ostatnia rzecz, którą musisz wiedzieć, jeśli chcesz żyć jak wojownik.
– W jaki sposób mogę przestać ze sobą rozmawiać?
– Przede wszystkim musisz użyć uszu do odciążenia oczu. Od chwili narodzin do oceniania świata używamy oczu. Rozmawiamy z innymi i ze sobą głównie o tym, co widzimy. Wojownik jest tego świadomy i słucha świata. Słucha jego dźwięków.
Odłożyłem notatki. Don Juan roześmiał się i powiedział, że nie chciał zmuszać mnie do robienia tego na siłę. Słuchanie dźwięków świata musi się odbywać harmonijnie i z wielką cierpliwością.
– Wojownik jest świadomy, że świat zmieni się, kiedy tylko przestanie ze sobą rozmawiać – powiedział – i musi być przygotowany na ten gigantyczny wstrząs.
– Co masz na myśli, don Juanie?
– Świat jest taki a taki albo inny tylko dlatego, że mówimy sobie, że tak właśnie jest. Jeśli przestaniemy sobie powtarzać, że świat jest taki to a taki, to przestanie być taki a taki. Nie sądzę, żebyś w tej chwili był gotowy na ten wstrząs, dlatego musisz zacząć powoli rozpuszczać świat.
– Naprawdę cię nie rozumiem!
– Twój problem polega na tym, że mylisz świat z tym, co robią ludzie. I znowu nie jesteś w tym wyjątkiem. Każdy z nas to robi. To, co ludzie robią, stanowi osłonę przed siłami, które nas otaczają. To, co robimy jako ludzie, daje nam poczucie komfortu i sprawia, że czujemy się bezpieczni. To, co ludzie robią, jest w istocie bardzo ważne, ale jedynie jako tarcza. Nie potrafimy nauczyć się, że rzeczy, które robimy jako ludzie, są tylko tarczami i pozwalamy im, aby dominowały i uwieńczały nasze życie. Mógłbym nawet powiedzieć, że dla ludzkości to, co robią ludzie, jest lepsze i ważniejsze niż sam świat.
– Co ty nazywasz światem?
– Świat jest tym wszystkim, co jest tutaj – powiedział i mocno tupnął nogą w ziemię. – Życie, śmierć, ludzie, sprzymierzeńcy i wszystko, co nas otacza. Świat jest niezrozumiały. Nigdy go nie zrozumiemy. Nigdy nie odkryjemy jego sekretów. Dlatego musimy widzieć go takim, jakim jest, po prostu traktować go jak tajemnicę! Przeciętny człowiek jednak nie robi tego. Dla niego świat nigdy nie jest tajemnicą. Kiedy dobiega do starości, jest przekonany, że nie ma już po co żyć. Stary człowiek nie zgłębił świata. Zgłębił jedynie to, co robią ludzie. I tkwiąc w swoim głupim zamęcie, wierzy, że świat nie ma już przed nim tajemnic. Jaką ohydną cenę płacimy za nasze tarcze! Wojownik jest świadomy tego zamętu i uczy się traktować rzeczy właściwie. To, co robią ludzie, w żadnym wypadku nie może stać się ważniejsze od świata. Dlatego wojownik uważa świat za nie kończącą się tajemnicę, a to, co robią ludzie, za nie kończący się kaprys.

Snufkin
Posty: 5625
Rejestracja: piątek, 4 kwietnia 2008, 14:28
Enneatyp: Obserwator

Re: Szukając siebie

#8 Post autor: Snufkin » środa, 8 lutego 2017, 03:56

Castenda to nudziarz i oszust :what:
5w4, sp/sx/so
ILI - Ni, DCNH - CT(H)

Awatar użytkownika
Vatican Assassin
Posty: 607
Rejestracja: czwartek, 14 sierpnia 2008, 16:54

Re: Szukając siebie

#9 Post autor: Vatican Assassin » środa, 8 lutego 2017, 07:27

Snufkin pisze:Castenda to nudziarz i oszust :what:
Może być nawet jeszcze matkojebcą - ale wciąż nie przeszkadza mi to wyciągać z jego książek bardzo interesujących wniosków.

Awatar użytkownika
Zielony smok
VIP
VIP
Posty: 1854
Rejestracja: czwartek, 14 grudnia 2006, 19:17
Enneatyp: Mediator
Lokalizacja: następna stacja...

Re: Szukając siebie

#10 Post autor: Zielony smok » środa, 8 lutego 2017, 17:52

Vatican Assassin pisze:
Snufkin pisze:Castenda to nudziarz i oszust :what:
Może być nawet jeszcze matkojebcą - ale wciąż nie przeszkadza mi to wyciągać z jego książek bardzo interesujących wniosków.
Mamusię to on niekonicznie, ale to był oszukacz ....

http://blog.krolartur.com/anty-guru-carlos-castaneda/
9w8 ENFP
Nie dyskutuj z idiotą, bo sprowadzi cię do swojego poziomu i wygra przewagą doświadczenia.
Ps. ( Jestem na dłuuuugim urlopie - nie odpisuję na PW, sorry )

Awatar użytkownika
Vatican Assassin
Posty: 607
Rejestracja: czwartek, 14 sierpnia 2008, 16:54

Re: Szukając siebie

#11 Post autor: Vatican Assassin » środa, 8 lutego 2017, 18:19

Zielony smok pisze:
Vatican Assassin pisze:
Snufkin pisze:Castenda to nudziarz i oszust :what:
Może być nawet jeszcze matkojebcą - ale wciąż nie przeszkadza mi to wyciągać z jego książek bardzo interesujących wniosków.
Mamusię to on niekonicznie, ale to był oszukacz ....

http://blog.krolartur.com/anty-guru-carlos-castaneda/
Czytałem krytykę Castanedy i zarzuty jakie mu się stawia - to nie jest tak że widzę w nim jakiegoś guru i biorę bezkrytycznie w całości to co jest zwarte w tych książkach - nie bądźmy dziecinni - jednak miałem okazję mieć styczność że tak powiem z osobami o naprawdę dużych zdolnościach psychotronicznych i poprzez to mam pewność (na poziomie osobistym oczywiście) że zawartość książek - owszem, mogła zostać delikatnie mówiąc "przekolorowana" ale nie została w całości zmyślona i ten człowiek Carlos Castaneda miał faktyczny kontakt z indianinem z plemienia Yaqui.
Jak Cię to interesuje to szczegóły w PM albo przez tel.

Awatar użytkownika
Ninque
Posty: 1279
Rejestracja: niedziela, 15 lipca 2012, 22:20
Lokalizacja: Kraków

Re: Szukając siebie

#12 Post autor: Ninque » poniedziałek, 21 sierpnia 2017, 21:19

Pomaga też metoda dokańczania zdań, codziennie rano iw ieczorem przez tydzień np dokańczac kilka zdań
np:
gdybym był bardziej świadomy siebie to..
jako świadoma osoba zrobiłabym to..

no i ogólnie jakiekolwiek zdania chcesz. odpowiedzi pisać automatycznie bez zastanowienia, niektóre mogą być bez sensu, moga się powatazać codziennie np.

Ważne jest też imo (zwłaszcza w przypadku 9) przezwyciężenie lęku przed samoświadomością. Ale o lęku też można pisać w zakończeniach zdań :)
Jeżeli można było zrobić penicylinę ze spleśniałego chleba, z pewnością da się coś zrobić też z Ciebie.

Awatar użytkownika
Venus w Raku
VIP
VIP
Posty: 1058
Rejestracja: środa, 23 września 2009, 10:08
Enneatyp: Perfekcjonista

Re: Szukając siebie

#13 Post autor: Venus w Raku » środa, 20 września 2017, 05:15

Ja już nie szukam siebie, bo się całkowicie znalazłam. W sensie psychologicznym wiem kim byłam, kim jestem i mgliście wiem kim będę, i nie mam już żadnych złudzeń, że stanę się kimś kompletnie innym. Znalazłam się i jestem po części rozczarowana sobą, ale jest, co jest i mogło być gorzej.

Wiem, że to poznanie siebie zabrało mi tylko ponad 50 lat mojego życia :shock:, ale przynajmniej teraz wiem kim jestem bez oszukiwania się. Naprawdę potrafię ocenić się obiektywnie i wydaje mi się, że innych ludzi też. Ale znam wielu ludzi starszych od siebie, którzy ciągle się oszukują i nie są w stanie nawet zbliżyć się do tego, co mają wewnątrz siebie. Młodzi też nie mają pojęcia kim są, ale młodzi mają jeszcze czas i oczywiście młodzieńczy urok i zapał poznawczy, na którym mogą się opierać, a więc to niesie ich jeszcze do jakichś 40-50 lat. A potem to większość ludzi uważa, że wie już wszystyko na temat życia. I jedni wiedzą dużo, a inni nic nie wiedzą, ale jedni i drudzy mają poczucie, że poznali życie. A szczerze mówiąć, to nigdy w moim życiu nie spotkałam nikogo, kto miałby jakąś mądrość życiową. Spotykałam tylko ludzi, którzy są mniej lub bardziej interesujący lub całkowicie nudni i upierdliwi.
1w9, 6w5, sp/sx

Awatar użytkownika
R25
Posty: 238
Rejestracja: środa, 27 maja 2015, 14:12
Enneatyp: Mediator

Re: Szukając siebie

#14 Post autor: R25 » piątek, 22 września 2017, 22:29

Venus w Raku pisze:A szczerze mówiąć, to nigdy w moim życiu nie spotkałam nikogo, kto miałby jakąś mądrość życiową. Spotykałam tylko ludzi, którzy są mniej lub bardziej interesujący lub całkowicie nudni i upierdliwi.
1. Mogłaś spotkać, lecz nie rozpoznać.
2.Jakąś poszerza zakres wyników pozytywnych. Nie trzeba już uwzględniać, tylko "mądrych życiowo" (widniejące dalej "mądry", jest skrótem tego pojęcia), lecz wystarczy choćby skrawek tej mądrości, przejawiający się drobnostkach.
3. Człowiek mądry i głupi może być interesujący jak i nudny. To czy ktoś lub coś kogoś interesuje, to potwornie subiektywne odczucie. Można zainteresować się głupcem i olać mądrego.

W efekcie mogłaś spotkać ludzi mądrych lecz ich nie rozpoznałaś, ludzi częściowo mądrych, lecz nie w tej dziedzinie, którą miałaś okazję ujrzeć, doświadczyć. Albo natknęłaś się na mądrość, mogłaś ją doświadczyć, lecz ją zignorowałaś, nie doceniłaś, zapomniałaś. Istnieje też możliwość, że naprawdę, jesteś pod tak nieszczęśliwą gwiazdą urodzona, że masz rację w swoim osądzie i jest tak jak piszesz. W tym wypadku, wypadałoby rzetelnie ocenić, krok po kroku, czy do tej oceny nie zakradł się jakiś błąd. Nie machać na wszystko racje i stwierdzić "Wiem, co wiem, bo ja to wiem, mam swoje lata itp.", gdyż wtedy rodzi się najwięcej pomyłek.

Kiedyś dotarła do mnie anegdota, chyba na katechezie. Dawno to było, wiec tylko zwięzła parafraza na koniec tej wypowiedzi:
Była sobie osoba X, która miała służącą. Osoba, która w swoim odczuciu, idealnie przestrzegała zasad swojej religii. Podczas rozmowy z osobą Z, X usłyszała pytanie. "Czy to prawda, że świat jest tak zepsuty, że tylko X wraz ze służącą, dostaniecie się do raju?". X odpowiada: "Oczywiście!" - rzecze, lecz po chwili namysłu dodaje "Choć co do służącej, to mam pewne wątpliwości."
9 z PRO8, przez PRO7 na PRO6 sx/sp EII INFP

Awatar użytkownika
IrekTki
Posty: 93
Rejestracja: środa, 16 listopada 2016, 12:29
Enneatyp: Mediator
Lokalizacja: Kielce

Re: Szukając siebie

#15 Post autor: IrekTki » piątek, 22 września 2017, 23:41

Stane po stronie Venus. Gdyby ktoś mądry pojawił się w jej życiu jak i w moim to prawdopodobieństwo pojawienia sie nas na tym forum byłoby znikome. NIe było takiej osoby no dlatego szukaliśmy na oślep i trafiło tutaj. Co znaleźliśmy? Wiedze nie bylejaką i świetnych ludzi. NIe wiem jak venus ale ja urosłem tym doświadczeniem. Oczywiście mógłbym wskazać księdza jako kogoś niewątpliwie wykształconego i u nich jest tak że są zajebiści z reguły, ale to jest wstyd, bariera zawracać mu głowe. Łatwiej sie otworzyć w sposób anonimowy. Ciekawe kto z was zna guru/autorytet mając z nim kontakt? Postawie stówe że nikt z was nie ma kogoś takiego pod ręką.
Jest taki moment w życiu, kiedy pewne rzeczy sie kończą. To jest szkoła. Kiedy ją kończysz tracisz najcenniejsze kontakty. To są ludzie którzy mogli wpłynąć na twój los, kumple, wychowawca, jest chyba coś pokroju psychologa w szkołach. Kiedy wyjdziesz ze szkoły nikt ci już nie pomoże.
I jesli kxxxx masz problemy i jesteś sam poza tymi kontaktami to masz przejebane. Trzeba mieć tego świadomość i jakieś przygotowanie. Kto ci w szkole powie, słuchaj jeśli zostaniesz sam to wpadniesz w bagno? Kto cie nauczy żyć w samotności? w szkole cie kxxxx jakaś pizdo-wychowawca tego nauczy? Jeśli nie masz guru pod ręką(rodzica) to masz przejebane.
9w8 Introwertyk

ODPOWIEDZ