Dzieciństwo, wspomnienia - o powstawaniu Ósemek

Dyskusje na temat typu 8
Wiadomość
Autor
Awatar użytkownika
nikill
Posty: 5
Rejestracja: środa, 28 lipca 2010, 22:05
Enneatyp: Szef

Re: Dzieciństwo, wspomnienia - o powstawaniu Ósemek

#61 Post autor: nikill » środa, 4 sierpnia 2010, 00:59

Gimnazjum. Podzielę to na 3 części.

1 klasa.
Było to zupełnie inne środowisko, które znałam. W szkole było mnóstwo prochów i narkotyków. Przez pierwsze tygodnie nie odzywałam się, trzymałam się w ryzach, ale jednocześnie obserwowałam i starałam się zrozumieć motywy ich postępowania. Szukałam u każdego słabości, spisywałam je i kwalifikowałam, oprócz tego robiłam kompromitujące zdjęcia różnym osobą, po to tylko, żeby mieć na przyszłość władze. Robiłam to wszystko po cichu, tak, żeby nikt się nie zorientował. Od początku roku szkolnego zaczęłam chodzić na kółko informatyczne. Byłam bystra, szybko uczyłam się i byłam perfekcyjną uczennicą. W końcu wystartowałam najpierw w szkolnych eliminacjach, test przygotowany przez nauczyciela napisałam bezbłędnie, tak więc przeszłam na dalszy etap. Był i drugi test, który także bezbłędnie zaliczyłam. Żeby napisać trzeci test jechaliśmy, ja i 2 innych chłopaków z 3 klasy gimnazjum 100 km dalej. Wyniki przyszły i okazało się, że dostałam się do finału. W finale uzyskałam wynik 86 % poprawnych odpowiedzi, co uczyniło ze mnie laureatkę, znowu rodzinka dumna jak paw. Trzymałam moją agresję na wodzy, do czasu, aż nie zaczepiła mnie banda "ziomków". "Pojechałam ich ostro" i gdyby nie byli tak liczną grupą, prawdopodobnie bym wszczęła bójkę. Nadal się uczyłam, na półrocze moja średnia była nieco ponad 5,2. Tymczasem zaczęłam wchodzić w "złe" środowisko "ziomów z osiedla". Zaczęłam się z nimi zadawać, łazić z nimi, wagarować, imprezować, "jarać marychę", pisać sobie sama usprawiedliwienia, nie uczyłam się dużo, moja średnia na koniec 1 klasy gimnazjum spadła do 4,9. Było to zrozumiałe, nawet do "budy" jak to wtedy nazywałam, pakowałam się nad ranem, spóźniałam się zawsze na pierwszą lekcję. Z matematyki spadłam z 6 wówczas do 5- i to samo było z fizyką. Zaczęłam pyskować do nauczycieli, robić z nich pośmiewisko. Pod koniec klasy 1 stałam się duszą towarzystwa, wszystkie "grubsze domówki" i "imprezy" zaliczałam obowiązkowo, wówczas zafarbowałam łeb na czarno. "Starych" robiłam w konia, że śpię u koleżanki i dzięki temu, łaziłam na te imprezy, bo normalnie to nie było by nawet o tym mowy. Biłam się po szkole przy blokach, później już nie musiałam bo wszyscy wiedzieli, że umiem się bić i przede wszystkim, że mam "ziomów" którzy mogli by nieźle "wpierdolić każdemu, kto by się czepiał mnie". Manipulowałam wszystkim czym się dało, nauczycielami, którym mówiłam jaka jestem biedna, rozczulałam ich wręcz, na kółkach przedmiotowych. Doszło do tego, że potrafiłam zasugerować zrobienie kartkówki na następnej lekcji na, którą się przygotowałam bardo dobrze, co skutkowało znakomitymi ocenami. Byłam bardzo lubiana przez grono nauczycieli, którzy stali za mną murem a bardzo nie lubiana przez grono nauczycielek, które nienawidziły mnie. W wakacje zaczęły się imprezy, to wtedy zaczęłam jarać maryśkę i imprezować. "Papa idę do kumpeli na noc." i tyle. Zaczęłam poznawać masę ludzi, starszych ode mnie. Czarny kolor włosów i makijaż sprawiał, że moi znajomi myśleli, że mam 16 / 17 lat gdy w rzeczywistości miałam mniej więcej 13. Impreza za imprezą, kac za kacem, klin za klinem, tak wyglądały moje wakacje po pierwszej klasie gimnazjum, a rodzice i rodzina miała mnie za świętą.

2 klasa
Byłam już rozpoznawana i znana, wagary i imprezy, pyskówka, korki z matmy z młodym studentem i małe intrygi, że tak to nazwę. Mało się uczyłam, ale uczyłam. Skończyłam 2 klasę gimnazjum z wynikiem 4,95. Manipulowałam wszystkimi wokół, moje szkolne wybryki na lekcjach, pyskówki, mój ubiór i tapeta itd itp uchodziły mi płazem przez moją średnią. Stałam się jeszcze bardziej znana, gdy zaczęłam chodzić dilerem, który "zaopatrywał" cały teren w "towar". Miałam poważanie, wszyscy wiedzieli o tym "kogo jestem". Nie trwało to jednak długo pod koniec wakacji wylądował w pace. Jednak nadal miałam mnóstwo kontaktów i nieźle się bawiłam. O mało co nie trafiłam do amatorskiego porno, za co jestem wdzięczna temu, że odzyskałam trochę rozumu wówczas.

3 klasa, etap powracania oleju do mózgu
Przeleciała szybko i sprawnie, z tym, że rzuciłam palenie, nie jarałam maryśki, nie eksperymentowałam z lekami, narkotykami i nie piłam. Jedynie do czego wróciłam to bójki, rozładowywałam agresję, którą gromadziłam siedząc cicho, grzecznie i spokojnie na lekcjach i w domu. Uczyłam się nawet, chociaż nie za bardzo mi się chciało. Jedyne co to imprezy, chodziłam na nie ale nie piłam, obserwowałam ludzi i tańczyłam, dobrze się bawiłam bez alkoholu i dragów. Zaczęłam się przyjaźnić z modelką, ona zabierała mnie na vipowskie imprezy. Dostałam propozycję bycia modelką, jednak odmówiłam, nie chciałam robić konkurenci mojej przyjaciółce, nie chciałam stracić tej przyjaźni, która i tak potem się zakończyła jak się przeniosła do Nowego Yorku. Wszyscy mówili, że jesteśmy do siebie podobne, ale nie chcę mi się o tym pisać ani mówić, nie chcę tego pamiętać, było minęło, koniec i kropka. I na tym moja przyjaźń się skończyła. Wówczas zaczęłam się uspokajać nie chodziłam nawet na imprezy, przestałam się bić, siedziałam w domu.

Czy żałuję ? Tak cholernie żałuję tego co wyprawiałam, a z drugiej strony nie żałuje. To jest taka paranoja, zaznałam życia i teraz jestem spokojna, z tym, że nadal wyśmienicie umiem manipulować ludźmi i jestem wredna, ale mniejsza o to. Dzięki temu wszystkiemu nauczyłam się panować poniekąd nad emocjami, z tym, że i wyrażać ich nie potrafię. Ludzie uważają mnie za osobę która nic nie czuję, tak jak by nie miała uczuć. Po tym jak skończyłam gimnazjum dostałam się do najlepszego LO w mieście.


8 w 7

Pablo
Posty: 1892
Rejestracja: piątek, 11 stycznia 2008, 00:12
Enneatyp: Szef

Re: Dzieciństwo, wspomnienia - o powstawaniu Ósemek

#62 Post autor: Pablo » środa, 4 sierpnia 2010, 09:37

Nieźle. Miałem dość podobne środowisko z tym że jakoś zawsze znalazłem kogoś z kim warto było trzymać i był normalny, chociaż zazwyczaj to ja byłem głównym oparciem takich właśnie ludzi, w sumie starczyło mi że są, pojebów nienawidziłem, reszty nie dostrzegałem. Z wkręcaniem się w środowisko, kręceniu z dilerami i innym badziewiem - takimi typami gardziłem najbardziej, jakbym miał wybór wtedy to bym ich pozabijał - nawet nie z nienawiści ale z czystej kalkulacji że wyrwiesz chwasta. Ale fakt po takich akcjach łapiesz wyostrzone zmysły na jakiekolwiek przejawy ataku i chamstwa z zewnątrz na ładnych parę (jak nie kilka) lat do przodu i możesz reagować przesadnie, czasem odbierać czyjeś normalne zachowanie jako prowokacje albo poniżenie.
Miałem też gdzieś naukę - kojarzyła mi się z pieprzeniem starego w domu, tu miałem ucisk z drugiej strony z kolei - więc na to też był bunt. Nie miałem czasu jeszcze starym dogadzać jak nie chcieli mnie słuchać bo oni są mądrzejsi i dzieciak "przesadza" - pewnie dzisiaj biorąc pod uwagę co w mediach pokazują rodzic o wiele łatwiej by uwierzył w to co się w szkołach dzieje.
Mówisz że jesteś wredna i że manipulujesz, a nie miałaś ochoty jakoś tego wszystkiego albo się pozbyć i próbować odejść albo unicestwić, choćby myśląc o tym, planując to? Bójki, skargi, niszczenie cudzej własności to normalka ech stare parszywe czasy, ale psycha się po tym prawie całkowicie potrafi zregenerować :) Tzn. to co piszesz - wychodzisz potem z tego w takim stanie że potrafisz panować nad emocjami, więcej nawet - pierdoły nękające większość ludzi już więcej Twojej głowy nie zajmują, a nawet jak żyjesz przez jakiś czas w spokoju to jak wpadniesz z powrotem w powalone okoliczności to spokojnie dasz sobie z tym radę, wiedząc że poza tym świat jest naprawdę normalny, tylko niektórzy ludzie posrani i patrzysz na to z góry- i to jest ładny efekt akurat

NoLeader
Posty: 783
Rejestracja: czwartek, 19 października 2006, 01:50

Re: Dzieciństwo, wspomnienia - o powstawaniu Ósemek

#63 Post autor: NoLeader » środa, 4 sierpnia 2010, 15:48

nikill pisze:Gimnazjum. Podzielę to na 3 części.

1 klasa.
Było to zupełnie inne środowisko, które znałam. W szkole było mnóstwo prochów i narkotyków. Przez pierwsze tygodnie nie odzywałam się, trzymałam się w ryzach, ale jednocześnie obserwowałam i starałam się zrozumieć motywy ich postępowania. Szukałam u każdego słabości, spisywałam je i kwalifikowałam, oprócz tego robiłam kompromitujące zdjęcia różnym osobą, po to tylko, żeby mieć na przyszłość władze. Robiłam to wszystko po cichu, tak, żeby nikt się nie zorientował. Od początku roku szkolnego zaczęłam chodzić na kółko informatyczne. Byłam bystra, szybko uczyłam się i byłam perfekcyjną uczennicą. W końcu wystartowałam najpierw w szkolnych eliminacjach, test przygotowany przez nauczyciela napisałam bezbłędnie, tak więc przeszłam na dalszy etap. Był i drugi test, który także bezbłędnie zaliczyłam. Żeby napisać trzeci test jechaliśmy, ja i 2 innych chłopaków z 3 klasy gimnazjum 100 km dalej. Wyniki przyszły i okazało się, że dostałam się do finału. W finale uzyskałam wynik 86 % poprawnych odpowiedzi, co uczyniło ze mnie laureatkę, znowu rodzinka dumna jak paw. Trzymałam moją agresję na wodzy, do czasu, aż nie zaczepiła mnie banda "ziomków". "Pojechałam ich ostro" i gdyby nie byli tak liczną grupą, prawdopodobnie bym wszczęła bójkę. Nadal się uczyłam, na półrocze moja średnia była nieco ponad 5,2. Tymczasem zaczęłam wchodzić w "złe" środowisko "ziomów z osiedla". Zaczęłam się z nimi zadawać, łazić z nimi, wagarować, imprezować, "jarać marychę", pisać sobie sama usprawiedliwienia, nie uczyłam się dużo, moja średnia na koniec 1 klasy gimnazjum spadła do 4,9. Było to zrozumiałe, nawet do "budy" jak to wtedy nazywałam, pakowałam się nad ranem, spóźniałam się zawsze na pierwszą lekcję. Z matematyki spadłam z 6 wówczas do 5- i to samo było z fizyką. Zaczęłam pyskować do nauczycieli, robić z nich pośmiewisko. Pod koniec klasy 1 stałam się duszą towarzystwa, wszystkie "grubsze domówki" i "imprezy" zaliczałam obowiązkowo, wówczas zafarbowałam łeb na czarno. "Starych" robiłam w konia, że śpię u koleżanki i dzięki temu, łaziłam na te imprezy, bo normalnie to nie było by nawet o tym mowy. Biłam się po szkole przy blokach, później już nie musiałam bo wszyscy wiedzieli, że umiem się bić i przede wszystkim, że mam "ziomów" którzy mogli by nieźle "wpierdolić każdemu, kto by się czepiał mnie". Manipulowałam wszystkim czym się dało, nauczycielami, którym mówiłam jaka jestem biedna, rozczulałam ich wręcz, na kółkach przedmiotowych. Doszło do tego, że potrafiłam zasugerować zrobienie kartkówki na następnej lekcji na, którą się przygotowałam bardo dobrze, co skutkowało znakomitymi ocenami. Byłam bardzo lubiana przez grono nauczycieli, którzy stali za mną murem a bardzo nie lubiana przez grono nauczycielek, które nienawidziły mnie. W wakacje zaczęły się imprezy, to wtedy zaczęłam jarać maryśkę i imprezować. "Papa idę do kumpeli na noc." i tyle. Zaczęłam poznawać masę ludzi, starszych ode mnie. Czarny kolor włosów i makijaż sprawiał, że moi znajomi myśleli, że mam 16 / 17 lat gdy w rzeczywistości miałam mniej więcej 13. Impreza za imprezą, kac za kacem, klin za klinem, tak wyglądały moje wakacje po pierwszej klasie gimnazjum, a rodzice i rodzina miała mnie za świętą.
Brawo! Bajkopisarstwem pobiłaś nawet Dursona. Spadłaś z 6 na 5 z fizyki i matematyki - a może z 7 na 6? :mrgreen: Dodatkowo rąbnęłaś się w tych swoich zabawnych fantazjach: dwa razy zaczynałaś "jarać marychę" - przeczytaj następnym razem co napisałaś, jak zaczniesz znów tworzyć fantastykę. Co do tego "jarania" to miałem do czynienia z palaczami na osiedlach, akademikach, z marginesu i nie tylko i nikt NIGDY nie używał stwierdzenia na palenie marihuany "jaranie maryśki". To jest określenie jakiś starych babć, albo z filmów o hipisach z lat 60 lub reportażu TVN, ewentualnie serialu "Klan". Podejrzewam, że Ty nawet nie stałaś koło jointa, nie mówiąc o paleniu. No, ale..sumarycznie czytanie tego co sobie wykreowałaś było mocno zabawne :mrgreen: I nigdy nie przestanie mnie zadziwiać jak ludzie bez żadnej żenady potrafią tworzyć takie kosmosy.

ps. dział "Pokaż się!" ciągle czeka na Twoją fantastyczną talię.

Awatar użytkownika
atis
Posty: 2788
Rejestracja: czwartek, 23 kwietnia 2009, 20:58
Enneatyp: Szef
Lokalizacja: różowy balonik

Re: Dzieciństwo, wspomnienia - o powstawaniu Ósemek

#64 Post autor: atis » środa, 4 sierpnia 2010, 15:52

o god, to znów ona, ta od modelek :roll: jak czytam twoje wywody mam wrażenie ze dostałaś za coś bana na blogach z oneta czy innego myloga toteż musiałas zaprzestać zamieszczania tam marysuistycznych tekstów i trafiłaś na nieszczęscie dla nas na to forum.
xxx xx/xx XXXx
Obrazek

Awatar użytkownika
Kapar
VIP
VIP
Posty: 2305
Rejestracja: czwartek, 21 sierpnia 2008, 13:15
Enneatyp: Szef
Lokalizacja: DownUnder
Kontakt:

Re: Dzieciństwo, wspomnienia - o powstawaniu Ósemek

#65 Post autor: Kapar » środa, 4 sierpnia 2010, 16:03

atis pisze:o god, to znów ona, ta od modelek :roll: jak czytam twoje wywody mam wrażenie ze dostałaś za coś bana na blogach z oneta czy innego myloga toteż musiałas zaprzestać zamieszczania tam marysuistycznych tekstów i trafiłaś na nieszczęscie dla nas na to forum.
Po przeczytaniu najnowszych postów pomyślałem: aż dziw że atis jeszcze jej nie pojechała! (serio)... hehe

Wyluzuj i obserwuj co się zdarzy ;) Ja tak właśnie robię.

Co to znaczy "marysuistyczny"? Im mniej mnie na forum tym większa degeneracja mojego polskiego tak przy okazji żem sobie pomyślał - nad dwoma-trzema słowami musiałem się chwilę zastanowić, jak to napisać?!
Człowiek z wiekiem staje się rozumny, człowiek z wiekiem do trumny!
Ktoś chce się ze mną wybrać na Bałkany? Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma...

Awatar użytkownika
atis
Posty: 2788
Rejestracja: czwartek, 23 kwietnia 2009, 20:58
Enneatyp: Szef
Lokalizacja: różowy balonik

Re: Dzieciństwo, wspomnienia - o powstawaniu Ósemek

#66 Post autor: atis » środa, 4 sierpnia 2010, 16:30

marysuizm to spolszczenie pojęcia związanego z typem postaci zwanym Mary Sue. WIkipedia, polecam.
xxx xx/xx XXXx
Obrazek

Awatar użytkownika
lasuch
Moderator
Posty: 731
Rejestracja: sobota, 15 maja 2010, 10:50
Enneatyp: Szef
Lokalizacja: Bydgoszcz

Re: Dzieciństwo, wspomnienia - o powstawaniu Ósemek

#67 Post autor: lasuch » środa, 4 sierpnia 2010, 23:17

haha, a zaczęło się od palenia marychy :D

Nikill, poważnie wszyscy chyba czekamy na kontynuacje Twojej historii ;) a jakbyś mogła, to opowiedz nam co z tym Twoim 'odkupieniem win' w ostatniej klasie gimnazjum.
8w7 SLE-Ti

Awatar użytkownika
Paweu
Posty: 297
Rejestracja: czwartek, 20 maja 2010, 00:31
Enneatyp: Perfekcjonista
Kontakt:

Re: Dzieciństwo, wspomnienia - o powstawaniu Ósemek

#68 Post autor: Paweu » czwartek, 5 sierpnia 2010, 00:50

Hah, widzę że Nikil będzie trzecią forumową gwiazdą wraz z Yusti i Snufkinem:D
Nie wiem na ile Twoja opowieść jest prawdziwa ale cóż takie czasy, mamy internet i można się dowartościować w wirtualnym świecie, kiedy w tym prawdziwym nie można z tej czy innej przyczyny. A poza tym tutaj jest się całkowicie anonimowym i można lać wodę bez jakichkolwiek konsekwencji:)
Podobno 1w9 LIE

Snufkin
Posty: 5625
Rejestracja: piątek, 4 kwietnia 2008, 14:28
Enneatyp: Obserwator

Re: Dzieciństwo, wspomnienia - o powstawaniu Ósemek

#69 Post autor: Snufkin » czwartek, 5 sierpnia 2010, 13:31

.
Ostatnio zmieniony niedziela, 26 września 2010, 19:31 przez Snufkin, łącznie zmieniany 2 razy.
5w4, sp/sx/so
ILI - Ni, DCNH - CT(H)

Awatar użytkownika
Kapar
VIP
VIP
Posty: 2305
Rejestracja: czwartek, 21 sierpnia 2008, 13:15
Enneatyp: Szef
Lokalizacja: DownUnder
Kontakt:

Re: Dzieciństwo, wspomnienia - o powstawaniu Ósemek

#70 Post autor: Kapar » czwartek, 5 sierpnia 2010, 13:35

Dokładnie. Jak dla mnie te posty powinny lecieć do kosza.

Jak ktoś opisuje swoje praywatne sprawy jak dzieciństwo nie powinno się tego komentować w taki sposób bez względu na to jakie to jest. Inaczej nikt nie będzie się tu odzywał. A rozmawianie o enneagramie to w dużej mierze właśnie dzielenie się wspomnieniami z dzieciństwa.

By the way Pablo, coś z wiekiem chyba coś podupadasz w jakości docinania innym. Kiepskie to
Człowiek z wiekiem staje się rozumny, człowiek z wiekiem do trumny!
Ktoś chce się ze mną wybrać na Bałkany? Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma...

Awatar użytkownika
Absynt
VIP
VIP
Posty: 3178
Rejestracja: środa, 25 kwietnia 2007, 13:53

Re: Dzieciństwo, wspomnienia - o powstawaniu Ósemek

#71 Post autor: Absynt » czwartek, 5 sierpnia 2010, 13:46

Następne takie na pewno polecą. Uspokójcie się.
6w7 sx/so EIE

Zycie to samospelniajaca sie przepowiednia.

Awatar użytkownika
lasuch
Moderator
Posty: 731
Rejestracja: sobota, 15 maja 2010, 10:50
Enneatyp: Szef
Lokalizacja: Bydgoszcz

Re: Dzieciństwo, wspomnienia - o powstawaniu Ósemek

#72 Post autor: lasuch » czwartek, 5 sierpnia 2010, 17:31

Ok, BK ma trochę racji, także jako skruchę wypowiem się tu nareszcie na temat. :D

Mieszkałem od urodzenia w centrum prawie 400tys miasta, szare kamienice, wielu ludzi szwendających się bez celu po świecie, wszechobecna patologia. W tym wszystkim mały Krzyś. Za dzieciaka napatrzyłem się na rzeczy, których się raczej nie powinno w ogóle widywać, a co dopiero jako dziecko: sąsiad alkoholik, menelstwo, ojciec kumpla gangsterem któremu podkładają wybuchające reklamówki pod drzwiami, dużo chuliganów, granie w piłkę koło zaćpanych fanów metalu, czy jeszcze mocniejszych brzmień. Jestem trzecim z czwórki dzieci w domu. Starszy 5 lat brat (2w1), 4 lata starsza siostra (raczej 8w7), a 7 lat młodszy brat (typ jeszcze nie określony). Rozpieszczany nie byłem, wręcz przeciwnie zadając się ze starszym rodzeństwem musiałem być na ich poziomie dojrzałości, od małego walczyłem z nimi, z ojcem zresztą też, który wpajał twardą ręką prawidła życiowe, sprawiedliwe postępowanie, a wieczorami często wracał napity pokazując ich przeciwieństwo. Na szczęście mama go później naprostowała z tym piciem. Nadal jednak każe sobie przytakiwać że białe jest czarne, a czarne jest białe, ja oczywiście nie mogłem tego znieść i się buntowałem. Ale nauczył mnie bycia grzecznym, widać siłą też można, jednak do teraz liczy się z moim zdaniem co jest nieprawdopodobne 8) . Na podwórku za to szalałem jak dziki, całymi dniami, prosto ze szkoły na podwórze, jak się nudzić to tylko na świeżym powietrzu. Często przychodziły głupie pomysły do głowy, często trzeba się było też bić o swoje...ogólnie w podwórkowej paczce, chociaż nie byłem oficjalnym liderem, to z moim zdaniem każdy się liczył, o pomysły często się mnie pytano, a żadna zabawa bez mojego udziału nie była udana :D W podstawówce i gimnazjum uczyłem się bardzo dobrze, bo i system edukacyjny nie był zbyt wymagający...nie musiałem się uczyć, a i tak paski i wyróżnienia były. Zresztą lubiłem wygrywać i być chwalonym. Od 5 klasy przeszedłem na profil sportowy (koszykówka), ta sama buda, ale inni znajomi. Na początku mnie nie lubili, bo miałem już paczkę miejscowych, a oni gnębili nowo przybyłych. No ale charakter mój zawsze doprowadzał do tego, że się w końcu dogadywałem, stara paczka się rozwaliła, a ja byłem już w nowej, równie mocno lubiany. Klasa inteligentna, ale znowu najgorsza pod względem zachowania, były z nami same problemy...ja byłem zawsze gdzieś po środku, wiedziałem kiedy akcja jest już zbyt ostra i kiedy przeginamy, tak więc wiedziałem kiedy się wycofać i konsekwencje zazwyczaj mnie omijały, obrywało się najbardziej niepokornym. Byłem uważany za najgrzeczniejszego z niegrzecznych, do tego nauczyciele uważali, że potrafię do nich dotrzeć...dlatego przez pewien czas byłem przewodniczącym, ale wolałem etat skarbnika :twisted: Ogólnie wydaje mi się, że sport dużo dał, że nie wpakowałem się w jakieś poważne problemy, całe życie moje obracało się wokół niego, za nim zacząłem grać w kosza (w wieku 12lat), to próbowałem tenisa stołowego...no już nie liczę tego, że codziennie grało się w piłkę strzelając do bramki - trzepaka i biegając po brukowanej "murawie", oprócz tego brali mnie do biegów, trochę kajakarstwa łyknąłem...'karate' z dzieciakami na trawniku :D W liceum nadeszło teoretycznie nowe towarzystwo, nie miało już być "niegrzecznych sportowców" w klasie, a szkoła w mieście dość renomowana. Jednak miałem magnes do ludzi mojego pokroju i gorszych, trafiłem do najbardziej rozhukanej klasy w szkole, tylko tym razem było inaczej, bo nie przeszkadzaliśmy aż tak bardzo jak w gimnazjum, nauczyciele nawet lubili te nasze wybryki, bo mieli o czym rozmawiać w pokoju nauczycielskim. Uczyć się nadal nie uczyłem, a że w liceum już trochę wypada, to raczej miałem słabe oceny. W pierwszych dniach w nowej szkole byłem trochę za cichy jak na 8, z początku wszystkich obserwowałem i analizowałem z kim mam do czynienia. Ktoś musiał pomyśleć, że skoro jestem cichy, to mogą ze mnie zrobić ofiarę klasową :roll: no, ale po paru dniach z osoby, którą najbardziej wyszydzali stałem się jednym z najbardziej lubianych. Znowu znalazłem się w paczce ludzi (chłopacy zazwyczaj 7 i 8, dziewczyny różnie), która co najmniej rządziła naszą klasą. Ukształtowałem się zupełnie i stałem się całkiem zdrową 8w7 chyba na pierwszym roku studiów: inne miasto, nowe znajomości, życie na własny koszt, pełna odpowiedzialność. Co prawda studia rzuciłem, ale charakter pozostał na stałym poziomie zdrowia :D. Jeszcze co do używek i uzależnień, to narkotyków nie biorę, oprócz gandzi, którą zapalę sporadycznie i do której nic nie mam (jestem za częściową legalizacją). Alkohol piję szybko, ale potrafię odmówić gdy trzeba.

To by było na tyle :D
8w7 SLE-Ti

Awatar użytkownika
lasuch
Moderator
Posty: 731
Rejestracja: sobota, 15 maja 2010, 10:50
Enneatyp: Szef
Lokalizacja: Bydgoszcz

Re: Dzieciństwo, wspomnienia - o powstawaniu Ósemek

#73 Post autor: lasuch » czwartek, 5 sierpnia 2010, 18:23

Widzisz Yusti, jakoś tak chyba mamy że z wiekiem mądrzejemy :D przestałem kłócić się z rodzeństwem, buntować, ciągłe walki zamieniły się w rozmowy...oczywiście nadal jestem niesforny i często mówię szybciej niż zdążę pomyśleć, ale teraz jakby z wiekiem rzadziej mi się zdarza.

A co do trawy, to chyba z tego powodu, że nie miałem żadnej przykrej sytuacji z jej powodu, ani nie widziałem żadnych na tyle negatywnych skutków jej zażywania żeby uważać ją za coś złego. Zapomniałem dodać, że papierosy nigdy mnie nie kręciły...wmuszali we mnie znajomi, ale powtarzałem im że nic tym nie wskórają, sprawiłem im nawet raz tą satysfakcję i się zaciągnąłem, to tyle :P Może się więc to wydawać dziwne, trawa tak, a fajki nie. Musiałbym teraz opowiadać o działaniu marihuany, a to by się kolejny off top zrobił. :P A co do kierunku w stronę jedynki, to raczej nie, ale ja jestem jeszcze młody, dajmy się wypowiedzieć innym. :D
8w7 SLE-Ti

Awatar użytkownika
Kapar
VIP
VIP
Posty: 2305
Rejestracja: czwartek, 21 sierpnia 2008, 13:15
Enneatyp: Szef
Lokalizacja: DownUnder
Kontakt:

Re: Dzieciństwo, wspomnienia - o powstawaniu Ósemek

#74 Post autor: Kapar » piątek, 9 listopada 2012, 05:35

Ucząc się do egzaminu przeczytałem o modelach agresji i o czynnikach wspomagającej duży poziom agresji. Mianowicie cechy znalezione u dzieci jak:

łatwa wybuchowość, drażliwość, krytykanctwo, słaba inhibicja impulsów, brak odczuwania strachu i gniew (coś jak niezdrowa Ósemka)

mają jeden wspólny mianownik: depresję u matki (albo osoby pełniącej funkcję matki) oraz unikający styl przywiązania. Oczywiście zbiór tych cech może mieć inne źródła, ale w badaniach dzieci z ADHD i dzieci zwyczajnie agresywnych, przebadano także rodziców, no i okazało się, że większość ich matek miała właśnie depresje itp.

ciekawe, czy te czynniki miały swój udział w kształtowaniu się osobowości Wojowników?


biorąc pod uwagę, że Ósemki ogólnie mają negatywny afekt względem matki i chyba prezentują styl unikający w przywiązaniu, to może coś jest na rzeczy

pomyślę, a póki co wracam do przygotowania go egzaminu
Człowiek z wiekiem staje się rozumny, człowiek z wiekiem do trumny!
Ktoś chce się ze mną wybrać na Bałkany? Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma...

Awatar użytkownika
Katarzyna
Posty: 22
Rejestracja: środa, 27 czerwca 2012, 15:39

Re: Dzieciństwo, wspomnienia - o powstawaniu Ósemek

#75 Post autor: Katarzyna » środa, 21 listopada 2012, 15:57

lasuch pisze: W pierwszych dniach w nowej szkole byłem trochę za cichy jak na 8, z początku wszystkich obserwowałem i analizowałem z kim mam do czynienia. Ktoś musiał pomyśleć, że skoro jestem cichy, to mogą ze mnie zrobić ofiarę klasową :roll: no, ale po paru dniach z osoby, którą najbardziej wyszydzali stałem się jednym z najbardziej lubianych.
Pierwsze zdanie... czasem czytając posty na tym forum nie mogę uwierzyć jak dokładnie ktoś inny umie opisać moje uczucia/przeżycia. Jestem teraz w nowej szkole i faktycznie przez jakiś pierwszy miesiąc siedziałam cicho, tylko analizowałam zachowania innych. Dzięki temu aktualnie nauczyciele postrzegają mnie jako spokojną i opanowaną :twisted: Co do Twoich dalszych słów to ofiarą raczej nie jestem, bo widać po mnie że nie dam sobie w kaszę dmuchać, ale nie ukrywam że jest grupa osób (szczególnie pewnych 2 chłopaków) którzy otwarcie mnie tępią. Mimo to chyba już troszkę dojrzałam po poprzedniej szkole i się utemperowałam, nie reaguję na ich zaczepki, bo w pewnym wieku już chyba nie wypada dawać się sprowokować. Chociaż przyznam że sama ich głupota przyprawia mnie o czerwoną mgłę przed oczami.
Being alone isn't so bad considering most people are shit.

ODPOWIEDZ