Typy za które się uważaliśmy

Ogólne dyskusje na temat Enneagramu
Wiadomość
Autor
Awatar użytkownika
Agon
Posty: 1158
Rejestracja: wtorek, 30 grudnia 2014, 00:23
Kontakt:

Re: Typy za które się uważaliśmy

#16 Post autor: Agon » środa, 1 lutego 2017, 22:03

Ninque pisze:No ale jeśli chodzi o LII/IEI to ech... nie wiem...
5 i 9 łatwo pomylić, ale LII i IEI to typy tak skrajnie różne, że też mi się to wydaje dziwne. Choć może nie powinienem się wypowiadać bo sam się uważałem za LII, ILI, IEI, ESI, LSI, LIE, ILE, SEI, SLI, EII, EIE i pewnie jeszcze za jakieś inne xD

A może R25 ma po prostu nietypowe połączenie ennea i socjo np. LII 9, albo IEI 5 :what:



Awatar użytkownika
hippiee
Posty: 182
Rejestracja: piątek, 30 sierpnia 2013, 15:55
Enneatyp: Entuzjasta
Lokalizacja: Trochę tu, trochę tam... ;)

Re: Typy za które się uważaliśmy

#17 Post autor: hippiee » środa, 1 lutego 2017, 22:17

Nin, Chyba muszę sprostować bo mnie nie do końca nie zrozumiałaś. A przyznaję, że też nieco chaotycznie to napisałam.;) Mówiąc, że "przeczytałam wszystkie możliwe opisy" miałam na myśli że przeczytałam pokrótce wszystko co jest związane z tematem socjoniki nie tylko te opisy dotyczące typów ale też opisy funkcji programowych, klubów, kwadr, dychotomii itd. - poukładałam sobie te puzzle i nie mam wątpliwości kim jestem. ;) I nie było dla mnie to jakoś mega trudne... Wiem że jestem IEE i moje Ne tak mi się rzuca w oczy, że aż szczypie :P Chociaż ktoś kiedyś stwierdził podczas konferencji że bardziej u mnie widać Se na pierwszy rzut oka :what:
7w6, 4 PRO, IEE, sp/so

Awatar użytkownika
R25
Posty: 238
Rejestracja: środa, 27 maja 2015, 14:12
Enneatyp: Mediator

Re: Typy za które się uważaliśmy

#18 Post autor: R25 » czwartek, 2 lutego 2017, 07:35

Pierwszą myślą było - "Wcale nie przezywam!", później - "Nie, no... Jasne, że przeżywam, ale nie chcę się do tego przyznać" :D Określanie i szukanie "słów" (itp.) określających siebie to dla mnie jedno z kluczowych (ze względu na ogrom poświęconego na rozmyślania czasu) zajęć życiowych. W młodości przychodziły na myśl. Czytając książki wyobraźnia przenosiła mnie do środka, postacie były żywe, a ja razem lub jedną z nich. Po szczególnie mnie interesujących, ogarniało mnie przygnębiające uczucie "to już koniec, już ich nie spotkam, nie przeżyję wspólnych przygód" ("ponowne czytanie" wyłączone jako argument).

Gdy książka jednotomowa - jak wyżej. Gdy okazywało się, że seria ma kontynuacja, to radość, a co powyżej - na zakończenie serii. Literatura, to przede wszystkim młodzieżówki, później doszły fantasy - urzekające istnieniem innego, nowego dla mnie świata, natomiast co do fabuły/akcji różnie. Świat Tolkiena mnie zafascynował, Sapkowskiego zmierził (dopiero po latach udało mi się docenić serie wiedźmińską, ale husycka była potwornie nudna i zbyt szczegółowa). Świat Prachetta dostarczył wielkiej rozrywki, Guin, nie wiem czemu, chyba tylko jedna książka przeczytana :what: Większość ze świata D&D i podobne była dla mnie raczej słaba, ale gra BG i PT pobudzały wyobraźnię, która wędrowała po tych światach. SF mnie odrzucało i tak jest do dziś. Rzadko ruszam tę półkę w dowolnej formie wyrazu. Zbyt zimne, obce i techniczne.

Mam też przy tym wszystkim tendencję do "rozmawiania" z innymi znanymi mi osobami, tworząc wirtualnie różne dyskusje, rozmowy itp. NIE MAJĄ one własnej świadomości, to tylko wyobrażenia w oparciu to co wiem, doświadczam, inter i ekstrapoluję, jak i co mogą mówić, zachowywać :lol: Tak łatwiej mi myśleć i oceniać. Ma to drugą stronę monet - po tych rozmowach, potencjalne rozmowy nigdy nie są realizowane.

Co do ennea, to pierwszy system, który wydał mi się naprawdę interesujący, o który mogę się oprzeć. Niestety wprowadziło to pewien dualizm. Z jednej strony postrzeganie się jako 5, z drugiej kontynuacja obserwowania siebie i dalsze określanie. Obserwacje były przedstawiane w formie krótkich stwierdzeń bliższym osobom "ja to mam tak i tak", rzadko odnoszonym, włączonym, podpinanym do postrzegania. Nie wiem jak to jaśniej określić, więc nie ciągnę tematu :D Teraz bardziej merytorycznie, ale nie jako argumenty ZA/PRZECIW, lecz tak po prostu - wyrzucić to z siebie (przekaz może się trochę pomieszać) :D (w oparciu o http://forum.socjonika.pl/viewtopic.php ... =36#p43817) Nie oceniam jakości tego tekstu, ale wydał mi się dość sensowny.
Ni- Myślami zwykle nie tu i nie teraz. Dużo myśli o przeszłości. Często całkiem nieświadomie żyje w sytuacjach wykreowanych w jego głowie (np. idzie chodnikiem sam po mleko, a jest gdzieś na koncercie).
Przewiduje bieg wydarzeń (jak pójdę tam, to spotka mnie to, i będę robił to).
Praktycznie ciągle w przeszłości. Mam bardzo dobrą pamięć i z łatwością przypominam sobie wydarzenia z przeszłości, tak jak miały miejsce i dziwię się, gdy ktoś nie potrafi tego zrobić. Rzadko wybiegam naprzód, rzadziej jestem "tutaj". Dość łatwo przewiduję co się wydarzy, lub wydarzyć może. W samochodzie lękliwie strofuję "wolniej, uważaj na tego z lewej". Dość dobrze mi idzie określenie ile coś zajmie czasu w perspektywie tygodni, godzin już różnie, ale i tak w obu przypadkach nanoszę poprawki - wrócę o kilka dni wcześniej z podróży, albo spóźnię się o kwadrans na spotkanie. Przygotowania do wyjazdu odbywają się tego dnia, przez co często muszę przesuwać wszystko, czasem o kilka godzin, ewentualnie brać następny pociąg itp. Grzebie się do ostatniej minuty. Lubie przemieszczać się w swoim tempie, generalnie spokojnie, ale czasem, gdy wiem, że każda sekunda jest cenna, to tempo potrafi się zwiększać. Wydaje mi się że idę szybciej, ale trudno powiedzieć, czy obiektywnie jest to szybko. Bieg to najgorsze to może się przytrafić. Nie mam za to problemu z wyczekiwaniem na coś/kogoś, zawsze w tym czasie zagłębiam się w rozmyślania, czasem w książkę, jeśli mam ze sobą. Z tego powodu oczekiwanie w kolejce nie jest dla mnie wyzwaniem. Czasem kogoś przepuszczę lub mam taką ochotę. Czasem wyobrażam sobie, że już znane miejsce, w istocie jest mi obce. Wczuwam się że jestem np. w jakiejś Bawarii i za lasem, który zasłania horyzont dojrzę Alpy. Albo odwrotnie, gdy jestem w nowym miejscu, że już od dawna je znam

Dodam że przestrzennie nie mam problemów, zmierzam jak po sznurku, czasem bezwiednie tam gdzie chcę, ale przy okazji lubię się poszwędać, zejść ze ścieżki, odkryć nowe miejsce. Lubię wciągać to bliskie mi osoby, ale te najczęściej za tym nie przepadają, choć z rzadka doceniają już po fakcie (razem z negatywnymi emocjami o tej sprawie). Podawanie konkretnej godziny czy adresu, jak również tłumaczenie jak dotrzeć, jest dla trudne, plączę się, nawet jeśli dokładnie wiem jak trafić. Łatwiej mi czasem kogoś zaprowadzić lub walne jakąś mapkę, szkic. Czasem widzę że ludzi pytają kogoś innego o radę :D
Fe- Widzi emocje. Wyczuwa tło emocjonalne. W rozmowie skłonny zmieniać intonacje z zależności od tego co chce przekazać. Lubi tworzyć jakąś aurę wokół siebie i czuje swój przekaz (czy to "arystokracja", czy "abnegacja"). Nerwowy. Zmienny i niespójny w zachowaniu. Od flegmatyczności przez wesołość do wzburzenia.
Dość łatwo interpretuję co siedzi ludziom w głowach w towarzystwie, czasem na podstawie tylko czyjejś relacji (ale muszę tę osobę widzieć i słyszeć). Na intonowanie uwaga nigdy nie wędrowała, dopiero niedawno doszły obserwacje, że tak robię. Najczęściej jest to intonacja "niewyróżniająca się", spokojna, czasem brzmi to tak jakoś manipulacyjnie?, oddziałującą? W każdym razie chyba nie tak bardzo wysoko i często jak u EIE. Co do zachowania, to najlepiej byłoby to określić zewnętrznym obserwatorowi. Inaczej się zachowuję w zależności o liczebność, składu grupy i miejsca. Najlepiej się czuję albo w domu (choć na początku obco, bo nie wiem na ile mogę sobie pozwolić, nie chcę ingerować w tę przestrzeń i potrzeby domownika bez wyraźnej dla mnie zgody)(większa grupka) albo na łonie przyrody (mniejsza lub sam na sam). Kawiarnie, domy towarowe itp. gdzie w każdej chwili dołącza lub przechodzi ktoś nowy, obcy. Nie umiem utrzymać stabilność i wycofuję się do roli słuchacza. Tak z siebie, często, ciężko mi zacząć, rozmowę ale się rozkręcam w sprzyjających warunkach. Gdy wisi konflikt, albo jest otwarta kłótnia, tymczasowo się wycofuję, chowam, a gdy burza przeminie rozmawiam z jedną z osób (nie wiem na jakiej podstawie wybranej. Lepsza relacja? Łatwiejsza komunikacja?) i opisuję co druga strona miała na myśli, że to nie tak, że siak itp. Czasem żarcik w tę i tamte. Problemem jest w zasadzie jedno ESE, które stale odcina się, wypiera, stara odskoczyć, gdy przedstawiam co robiło i jakie miało motywy ESI. Rozmów takich nie przeprowadzam wiele, bo konfliktów unikam. Dobrze mi idzie interpretacja zachowania zwierząt, jak są nastawione, kiedy agresywne, a kiedy tylko udają kozaka :D Gdy ja jestem w konfliktowej lub problemowej sytuacji i nie ma kogoś, kto ją rozwiąże, a uniknąć się nie da... W zasadzie to udaje że do mnie nie dociera co się dzieje i na szczęście nie było takich wiele, ale przeważnie korzystnie lub neutralnie
Si- Ma skłonność ignorować swoje niektóre potrzeby związane z komfortem. Nie jest skłonny do długiego przygotowywania wykwintnych potraw. Woli szybko i w miarę smacznie. Na ubiór i higienę zwraca uwagę zazwyczaj wtedy kiedy uważa to za potrzebne. Przesadnie schludny w niektórych sprawach, a niedbały w innych. Może odczuwać dyskomfort cielesny bez powodu.
Co do potraw, to właśnie nie mam zbytnio cierpliwości, a już tym bardziej do postępowania wg przepisów. Z tych najczęściej odczytuję tylko co trzeba, a resztę robię intuicyjnie. Gdy nie mam nastroju, to potrawy są spaprane. Wolę sobie odgrzać coś przygotowanego, zrobić kanapkę, albo jeszcze prościej - składniki położone na kanapkę, bułkę z pominięciem etapu krojenia, warzywa, owoce na surowo. Czasem nachodzi mnie ochota by zrobić coś po swojemu, wypróbować zrobić coś co mi posmakowało, ale niepowodzenia mnie demotywują. Czasem mam ochotę wszystko pieprznąć. Wtedy umęczonym głosem "weź to dokończ :sad2: " Z sukcesów - ciasto na pizzę, kilka wariantów jajecznicy, blok czekoladowy, potrawy na bazie makaronu i sosu pomidorowego. Nie lubię przygotowywać tych rzeczy, gdy tylko ja mam jeść (choć jak pachnie smacznie, to boję się, że dla mnie zostanie niewiele :D). Samo mieszkanie raczej w nieładzie, książki oczekują na odłożenie, albo zrobienie z nimi czegoś, by był ład. Raz na jakiś czas mam w sobie jakiś rodzaj gniewu na otaczającą rzeczywistość i jakoś uprzątnę część nieładu. Głównie wtedy się to rodzi, gdy nie mogę czegoś znaleźć. Odkładam poszukiwania na rzecz pozbycia się frustracji, a być może przy okazji się znajdzie, w myśl zasady, że znajduje się tylko to, czego się nie szuka :D

Kiedyś zaświtał mi do głowy pomysł, by je skatalogować przy pomocy jednego z programów z netu, ale po zrobieniu iluś tam zdjęć okładek, całą koncepcję diabli wzięli, bo było zbyt męczące. Na półkach znajdują się tylko w prostym porządku - "powiedzmy, że tutaj będą takie bardziej naukowe, a tu fantasy", a i tak mam problem, by wskazać na której półce się znajduje. Czasem tylko mi się udaje i nie tracę czasu na znalezienie czegoś.
Te- Nie do końca umie ocenić faktyczną opłacalność działań np. Bywa przesadnie oszczędny, albo rozrzutny.
Skłonny dostrzegać ogólniki albo zwracać uwagę na niepotrzebne szczegóły. Ma kłopoty z przekazywaniem konkretnych informacji (opowie o nieistotnych detalach, ważne szczegóły przedstawi jako ogólniki). Nigdy nie będzie pewien, czy przekazał wystarczająco jasno informacje. W pracy jest perfekcjonistą tam gdzie jest to niepotrzebne, zaś oleje najważniejsze.
Tu bardzo, często i gęsto doprowadzam do frustracji LIE :D Podejrzewam też ojca na SLI (9tkowa atmosfera, osoba opiekuńcza ze zmysłem kulinarnym). Gdy coś robimy razem, robię w swój sposób, raz w lewo, raz w prawo, bez myśli przewodniej. Z rzadka mówi w jaki sposób należy coś zrobić, a ja swoje i tworzy to czasem wzajemną cichą i niewypowiedzianą frustrację. Gdy z mojej strony wychodziły prośby o nauczenie jak coś zrobić do jedzenia, albo naukę gry na instrumencie, czy robię to dobrze itp. kończyło się niepowodzeniem, kolejną frustracją i przez to do tej pory jedzenie to nauka własna, a z muzyki umiem (nie wiem jak dobrze [publicznie tylko raz, w duecie bez otoczenia ludzi kilka razy i parę razy na warsztatach{tu osoba prowadząca zwróciła uwagę, jakiś pochlebny komentarz, ale mnie to speszyło}], ale dużo lepiej niż Kapar :D ) tylko śpiewać, bo w tym mi nikt pomagać nie musiał. :P

Co do oszczędności. Mogę przez długi czas sknerzyć, a tu nagle widzę jakaś okazja, albo coś co mi się spodobało, itp. i pieniądze fruną. Taki okazjonalny szał zakupów, skoncentrowany głównie na książkach (nie wiem czy kiedykolwiek skończę wszystko co mam w domu :D). Czasem spróbować coś do jedzenia nowego (przed świętami zdarzyło mi się naciąć na jakieś owoce egzotyczne. Niedopatrzenie i trzeba było zapłacić kwotęX4, bo cena była za sztukę, a nie opakowanie :facepalm: I jeszcze były obrzydliwe w smaku :sad2: )
Ti- W myślach szufladkuje różne zagadnienia. Szuka jasności i porządku w swoich chaotycznych przemyśleniach. Ciągle mu tego mało.
Nie zdradzam się z tym jeśli mi nie wychodzi. Tam gdzie mam problem, nadrabiam podejściem intuicyjnym. O ile beletrystykę i fabularyzowane książki historyczne wchłaniam jak gąbka, to książki o charakterze naukowym, pisane w sposób akademicki są ciężkie. Jakoś coś rozumiem, coś dociera, ale nie potrafię się skutecznie przebijać. Męczy mnie to. Im więcej różnych żargonów tym gorzej. Mimo to udało mi się w podobnym stylu napisać jedną pracę dyplomową, po czym skutecznie siadła motywacja, by kiedykolwiek ponownie przez to przechodzić. Na początku studiów marzenia - no jestem 5, mam ku temu zdolności, może jakieś dyplomowe, może profesura. Taaa... Ujmę to tak - edukacja u mnie polegała na intuicyjnym pojęciu o co chodzi na lekcjach. Nigdy praktycznie kucia (to tylko na studiach, gdy intuicja nie pomagała już tak łatwo). Z tego powodu otoczenie myślało - "jakie zdolne dziecko". Dzięki wytłumaczeniu mi o co chodzi z równaniami z Xami (do głowy mi nie mogło wejść, czemu dodaje się litery i inne problemy), udało mi się rozjechać matematykę, mieć czołowe oceny w klasie i pozwalać spisywać ode mnie. W liceum się to skończyło. Jak doszło do funkcji, z ledwością udało mi się zdać przedmiot. Na studiach pierwszych, przerwanych (wybranych w myśl, "nie co ja chcę studiować", lecz "w jakim zawodzie mogę "zadowolić społeczeństwo, państwo, rynek pracy"), matematyka i parę innych ciężkich przedmiotów, doprowadziło do mojej rezygnacji, po zaliczeniu dwóch zajęć (bo te akurat mi się podobały). A może jednych bo nie pamiętam, czy "nie do końca" udało mi się zdać drugi czy trzeci egzamin :what:

Kolejne studia już pomyślnie zakończone, zostały wybrane z inspiracji pewną książką (dała mi marzenie, do realizacji którego można by je wykorzystać jako odskocznię, ale w sumie to marzenie się rozwiało więc he :D) i zasugerowaniem się studiami starszego kolegi (jakby się dostać na te same, to częściej, by można pogadać). Prowizorycznie jednak wybór studiów był inny. Studia kolegi był równie matematyczne i trudne co zawalone. Na tym kierunku również się matematyka pojawiła, ale w dużo łagodniejszej do zaliczenia formie. Udało mi się prześliznąć, jak zazwyczaj. Najciekawszym wspomnieniem jest jednak zaliczenie przedmiotu, z którego oblewała masa ludzi. Mi się udało trafić na akurat te tematy co trzeba. Powiedzmy z 40%-60% jakoś opanowanych przeze mnie. Na początku nie wiadomo o czym mówić. Potem jakoś poszło na zasadzie kojarzenia. Ocena była jedna z lepszych co zdali za pierwszym razem i szok dla mnie. To co wiem, to że udało mi się (nie w sposób - "muszę to zrobić", lecz bardziej automatyczny, jakby ciało załączyło odpowiedni plik i się stało) sprawić, że dobrze się orientuję w temacie, mimo posiadania faktycznych dziur i luk. Wiem też, że jest to moja gorsza strona (i przyczynia się do komplikacji, gdy ktoś myśli, że ja tak wszystko wiem i umiem i rozumiem). Zawody, gdzie odpowiada się za ludzkie życie, gdzie wiedza i umiejętności muszą być pełne, konkretne itp. są totalnie nie dla mnie. Ze względu na ich dobro i życie.
Se- Silne poczucie swojego terytorium. Mniej lub bardziej świadome docenianie ludzi ekspansywnych, "silnych" albo posiadających pewien autorytet, władzę. Lubi jak jest akcja, jak coś się dzieje. Dobrze rozumie i widzi jakie są autorytety i zasady. Bywa buntowniczy, wówczas jest doskonale świadom swojego przeciwstawiania się. Konkretny stosunek do zasad (nawet, jeśli jest to ignorowanie). Bywa paranoidalny przez co niesłusznie może odbierać niewinne działania lub słowa innych jako atak na siebie.
Tego nie rozwinę jakoś mocno. Na pewno nie lubię, gdy ktoś mi się wtrynia na moje krzesło, fotel, zajmuje moje miejsce, gdzie czuję bezpieczeństwo :D Wobec zasad, niechętne posłuszeństwo i omijanie gdy nikt nie patrzy, albo wiem, że nie zwróci na to uwagi. O ile nie łamią moich zasad moralnych, które z grubsza są chrześcijańskie, ale zdecydowanie nie czysto katolickie. Ta paranoidalność to tak trochę. Być może nie doceniam skali, a być może faktycznie jest mała. Tu potrzeba kogoś innego do oceny :P

Swoją drogą, gdy mam jakieś marzenie które chcę zrealizować, dobrze działa na mnie poczucie, że ktoś akceptuje to, że nikogo nie zostawiam w potrzebie itp. (dość silnie ogranicza mnie podejście "wolę żebyś nie.../ nie chcę..."). Przy okazji zmiany studiów było istne piekło, gdy udało mi się postawić na swoim (z partyzanta, rodzina się dowiedziała, gdy już było za późno na "uratowanie" sesji) :roll:
Ne- Dobrze rozumie wieloaspektowość rzeczy. Widzi ukryty potencjał. Nie ogranicza się do utartych schematów (Papier toaletowy może zostać użyty jak chusteczki do nosa albo confetti). Widzi wiele możliwości.
Mało tego. Nagminnie go tak stosuję XD Czasem zdarza mi się wpaść na jakiś oryginalny pomysł.
Fi- Rozumie relacje między ludźmi. Skłonny do zawstydzenia. Raczej miły. Jednak nie cierpi konwenansów.
Chociaż wie "co wypada, a co nie" i zwykle tego przestrzega, to wewnętrznie buntuję się przeciwko temu i uważa za blokujące.
Z tego powodów unikam świątyń, spotkań rodzinnych (poza tymi ważnymi), w czasie uroczystości tego typu zawieszenie, między postawą negującą i podążającą za zachowaniem. To jest chore. Łatwiej się nie stawić, poza koniecznymi okazjami (śluby itp.) i mieć podobne dylematy z głowy
Se/Fi- Usiłuje działać według swojego systemu wartości bez zważania na otoczenie. Lubi zachowywać się tak jak nie wypada i łamać bezsensowne reguły. Ludzi szanuję, Zasad nienawidzę.
Dokładnie tak!
Ni dominant/Te polr/Ti ha= Ciągłę wątpliwości odnośnie informacji. Potrafi 10 razy powtarzać to samo pytanie, bo odpowiedź nie wydaje mu się konkretna i sycąca, jak i 10 razy powtarzać to samo, bo nie wie, czy wyraził się jasno. Trudno mu się zmobilizować do konkretnych działań. Snuje plany, ale ma kłopoty z wprowadzeniem ich w życie. Może wyglądać na leniwego lub biernego.
Mało działa, ale brakuje mu akcji(Se).
Szczególnie wyrażanie się niejasno. Kreślę mnóstwo metafor, aż słyszę "Skończ! Wiem o co chodzi", a i tak muszę dokończyć i dopowiedzieć jeszcze raz. Czasem mnie to przeraża.
Ni/Ne- Częściej wybiera jedną opcję w którą wątpi i którą rozważa, niż bierze pod uwagę różne możliwości. Nie skacze dużo w myślach, zamiast tego rozważa kilka poznanych wcześniej spraw w celu konkretnej konkluzji.
Trudno mi się do tego odnieść
Fe/Fi- Postrzega relację między ludźmi bardziej jak dwie oddziałujące na siebie aury, aniżeli nić pomiędzy nimi. Ktoś kogo normalnie nie lubi może chwilowo stać się dobrym kompanem do rozmowy albo zabawy, jeśli wysyła pozytywne emocje. Bardziej ciekawi go jak go inni mogliby scharakteryzować niż ich stosunek do niego.
Zgodzę się, lecz nie rozwinę. Może tylko tak, że nawet jak mi ktoś zwykle działa na nerwy, to i tak wysłucham jeśli akurat nie przypuszcza ataku i jest w dobrym nastroju?
Fe/Se- Rzadko okazuje że jest na kogoś wściekły i ma kłopoty z uzewnętrznianiem agresji. Stara się kontrolować emocje i unikać kłótni. Jednak kiedy się zaogni sytuacja, potrafi kłócić się zawzięcie i głośno.
Częściej wściekłość wyładowuje w samotności (np. rozwalając coś). Bywa uszczypliwy i cyniczny, kiedy czuje, że ktoś go ukłuł, albo zranił w przeszłości.
Nie postrzegam siebie jako osobę głośną i kłótliwą, bo tego unikam jak ognia, aczkolwiek zdarza mi się z wolna podnosić głos w sytuacji napięcia i rzadkich jednak "kłótni". Nawet jeśli, to nie jest to nigdy tak głośne jak inne znane mi kłócąc się osoby. Ogólnie do tego potrzebuję raczej bliskiej, bardzo bliskie relacji. Rozwalanie niekoniecznie, choć mam taką osobę. Raz w furii zdarzyło mi się rzucić czymś w kierunku napastliwej osoby (stany niepohamowanej złości zdarzyły mi się ze 3 razy w życiu). Ostatnie zdanie jak najbardziej, aczkolwiek nie każde słowa wypowiadane w ten sposób w istocie są tak nacechowane. Częściej to neutralne żarciki (a może mi to siedzi głębiej w podświadomości i o tym nie wiem :what: ).

Uff :D Ściana płaczu :D Ale lubię tak stukać w klawisze, gdy tworzy się tekst, który nie jest obowiązkowy, tylko wypływa ze środka :D

A co do lii/ile/ili/iei http://www.enneagram.pl/forum/viewtopic ... 14#p337914
9 z PRO8, przez PRO7 na PRO6 sx/sp EII INFP

Awatar użytkownika
Reszka
Moderator
Posty: 113
Rejestracja: wtorek, 19 kwietnia 2016, 13:48
Enneatyp: Zdobywca
Lokalizacja: Okolice Poznania

Re: Typy za które się uważaliśmy

#19 Post autor: Reszka » czwartek, 2 lutego 2017, 18:48

Już wiem dlaczego mnie tak nudziłeś, po prostu byłeś 9.

Teraz tylko musisz pobawić się w udowadnianie części forum, że znasz siebie lepiej niż pozostali. Powodzenia
3w4 sp/soc, LSE

Prawdziwie wielcy ludzie wywołują w nas poczucie, że sami możemy się stać wielcy. ~ Mark Twain

Snufkin
Posty: 5625
Rejestracja: piątek, 4 kwietnia 2008, 14:28
Enneatyp: Obserwator

Re: Typy za które się uważaliśmy

#20 Post autor: Snufkin » czwartek, 2 lutego 2017, 18:55

Ok mnie ogólnie przekonałeś w kwestii socjo, tylko że akurat temat dotyczy typu ennegaramowego.
Tutaj zero argumentów.
5w4, sp/sx/so
ILI - Ni, DCNH - CT(H)

Awatar użytkownika
R25
Posty: 238
Rejestracja: środa, 27 maja 2015, 14:12
Enneatyp: Mediator

Re: Typy za które się uważaliśmy

#21 Post autor: R25 » czwartek, 2 lutego 2017, 21:42

Wspomniana furia - siedząc na fotelu, do uszu docierały głośne zarzuty babci wobec mnie (ale to jeszcze w okresie okołolicealnym). Było to głośne napastliwe i w moim odczuciu niesprawiedliwe. Długie ignorowanie. w Końcu nie dało rady już wytrzymać. Pojawiła się tylko myśl, "rzucę czymś lekkim miękkim, w jej stronę, ale nie w nią, bo nie chcę jej nic zrobić, tylko może ją to uciszy". Źle mi było z tym czynem, efekt oczywiście nie został osiągnięty i tylko sprowokowało kolejne wrzaski. Przy pozostałych jej tyradach nic nie czuję, po prostu odcinam się i autentycznie nie słyszę. Jak wciśnięcie przycisku "mute" na jeden z głośników. Tylko brzęczenie wciąż włączonego głośnika.

Inna furia skierowana była na brata, ale tylko raz. Nie pamiętam o co poszło, ale normalnie mamy spokojną relację, czasem sobie pogadamy o różnych śmiesznych rzeczach, choć jest bardziej zaradny i praktyczny, a także wygadany do obcych sobie ludzi (ustną maturę z polskiego zdał śpiewająco, a ja w sumie podejrzewam tylko z naciągnięciem [w tamtym okresie to mnie szczególnie strasznie stresowało]) A mimo to jest raczej milczący. Ja tylko z tymi których trochę poznam, ale spokojnie i łagodnie. Znam relacje gdzie rodzeństwo żyje jak pies z kotem i jest to nie do wyobrażenia, że z jakiegoś powodu i u nas tak miałoby to tak być.

Trzecią była reakcja na prowokacje i zaczepki w czasie wycieczki przez młokosa, który przyszedł do pokoju. Długie ignorowanie problemu, aż nerwy pękły. Doszło do zwarcia, ale furia częściowo ustąpiła. Znalazł się na ziemi, chwyciłem but i nim przez tyłek kilka razy (bo uderzenie, skopanie kogoś, to dla mnie zbyt wiele). O dziwo od tamtej pory zachowywał się jak "Spike" z "looney tunes", co było dla mnie też przytłaczające, bo "co z tym zrobić? ja nie umiem tak". Na szczęście gdzieś po pół roku ignorowania to się skończyło i wygasło bez dalszych komplikacji.

Już bez furii, ale w obliczu potencjalnego zagrożenia - Z bratem poszliśmy ćwiczyć sami na boisku. Potem przyszło 3 "kolegów", śmieszki heheszki, ale generalnie niezbyt agresywne. Nic z pięściami. Stałem jak kołek, nic nie odpowiadając. Byle przeczekać. W końcu jakoś się to nasiliło i nie wyglądało na na rychłe zakończenie sprawy. Wybrałem najwyższego, wejście w zwarcie i unieszkodliwienie poprzez zablokowanie ruchów. Tylko szamotanie z jego strony. pozostali dwaj nic nie robili :D Skończyło się gdy brat zaczął płakać, atmosfera się rozluźniła i oddaliliśmy się w swoje strony, ale na ćwiczenie już nie był najmniejszej ochoty. Głupio mi z tym było, ale co zabawne, trójka uznała to za swoje zwycięstwo, choć nic już później nie robili :D

Właśnie to jest dla mnie ciekawe, że dopóki coś się nie wydarzy, to widzę różne scenariusze rozwoju sytuacji i nie wiem co zrobić, a kiedy faktycznie przychodzi co do czego, to działam jak na autopilocie, jakby uruchomił się wewnętrzny program. Na szczęście (bo nie muszę) czy nie szczęście (nie nie wykrzesuję nic z siebie) rzadko. Jeśli coś jest niesamowicie konieczne (konkretne zagrożenie zdrowia, życia), to się sprężam z różnym efektem, ale jeśli np. coś się zepsuło w sprzęcie, który lubię używać, to do naprawy zabieram się za kilka tygodni (a częściej kilka tygodni po kilku tygodniach od zakupu części, co następuję po kilku dniach od wybrania odpowiedniej części, co następuje po kilku tygodniach od momentu zaistnienia problemu [można by dodać jeszcze "od zebrania się w sobie po dostrzeżeniu problemu" :D]). No i nie mam pewności czy część wybrana to jest właściwa, ale jak już ją kupię, to choćby nie bardzo pasowała, będę ją używać, aż się nie zepsuje, a potem jeszcze zalega w jakimś magazynku, gdzie znajduje się stos rzeczy zepsutych, ale może kiedyś wykorzystam ich część (co się zdarza tak naprawdę raz na 50 przypadków. Może więcej. Rzadko). Bardziej mnie interesuje, by sprzęt był dla mnie komfortowy (ale jak nie jest to zrobię z tym coś przy okazji wymiany części), niż estetyczny. Co prawda staje się przez to oryginalny i "mój", ale nie mam na to parcia (trochę przeszkadza, gdy ktoś to komentuje, ale wtedy się uśmiecham i zamieram w sobie, aż nie skończy), szczególnie tak jak kolega, który co chwila coś robi i kombinuje, by osiągnąć coś co go wyraża i jest JEGO. Dla mnie takie podejście wymaga za dużo wysiłku, za dużo komplikacji i w sumie nie widzę w tym celu. Działa to działa. Po co w to inwestować (rozumiem że dla niego jest to istotne, ale nie rozumiem, czemu miałoby być istotne dla mnie). Plus widzę po nim, jak często porównuje się do innych i zarzuca im to co go boli, czasem kąśliwie i to że chciałby mieć lepiej. Dla mnie ważniejsze, by mieć co najwyżej tak jak u innych, a jak komuś brakuje i mam do tego chęci to trochę podciągnąć, ale to raczej rzadko, bo za dużo z tym ambarasu
9 z PRO8, przez PRO7 na PRO6 sx/sp EII INFP

Awatar użytkownika
R25
Posty: 238
Rejestracja: środa, 27 maja 2015, 14:12
Enneatyp: Mediator

Re: Typy za które się uważaliśmy

#22 Post autor: R25 » wtorek, 7 lutego 2017, 08:27

Mam nadzieję, że to wystarczy (bo brakuje spojrzenia od strony ennea) i nie będę już zawracać gitary tematem :D Jak ja to widzę całościowo, opierając się na przewodniku Anda:
Typ 1 – Perfekcjonista
Podstawowy lęk: bycie zepsutym, złym, posiadanie wad
Rola tego złego i bycie zepsutym nigdy mi nie pasowała. Widzę że mam wady, ale uświadamiam zazwyczaj dopiero, gdy o nie zapytać, mam coś zrobić (np. trzeba się przeciwstawić i widzę, że nie dam rady) lub konfrontuje z tekstem. Na codzień o nich nie myślę.
Podstawowe pragnienie: bycie dobrym, prawym, zrównoważonym
Nie chcę być zły, więc chce być (jestem?) dobry. No trudno zaprzeczyć, żę mam swoje wady i przypadłości, ale to nie sprawia, że jestem po ciemnej stronie mocy :D
Kluczowa motywacja: chcą mieć rację, sięgać wysoko i wszystko poprawiać. Być spójnymi i konsekwentnymi w swoich ideach, uzasadniać i usprawiedliwiać swoje działania, być ponad krytyką i nie być przez nikogo oskarżanymi.
Jeśli mam rację, to nie muszę się produkować, ale widzę, że nie tylko ja mam rację. Z łatwością dostrzegam, że ja mam racje, pan ma rację, wszyscy mają rację, ale najczęściej nie umiem uściślić w czym, a jeśli już, to jest jeszcze problem by właściwie i w ogóle to zwerbalizować. Sytuacje, gdy jasno obstaje przy jednym są rzadkie i częściej dotyczą tych konkretów o których już wiem, że dotyczą mnie (Np. gdy ktoś twierdzi, że JA lubię wątróbkę, gdy ponad wszystko na tym świecie jej nie cierpię, ale gdy ktoś pyta o jakąś neutralną potrawę (relację, opinię o kimś), to trudno mi to określić inaczej niż "i tak, i nie", ale raczej pozytywnie). Sięganie wysoko to raczej nieco idealistyczne marzenia, ale bez napinania się do ich realizowania. "fajnie jeśli się uda, a jak nie to trudno - nic złego się nie stało". Spójność raczej tak, ale też bez napinki. Nie lubię, o to aktywnie walczyć, uzasadniać, bronić się. Aczkolwiek bycie fałszywie oskarżonym w dzieciństwie wywoływało we mnie gniew (wewnętrzny i stłumiony), aktualnie nadal coś w tym stylu, ale nie tak mocno jak kiedyś, bo lepiej rozumiem "że i w jaki sposób" ludzie coś mogą odbierać i wytworzyć mylne wrażenie o kimś.
„Istnieje właściwa droga. Pozwól mi ją pokazać.”
Tak - jedna droga dla każdego inna, która może się krzyżować i przecinać z wieloma innymi :D Jeśli ktoś ogranicza się do prezentacji tej drogi uważanej przez niego za właściwą, to z chęcią wysłucham, ale przeciąganie mnie siłą na swoją drogę rodzi we mnie opór i "zamieranie w miejscu".
Dąży do: właściwego sposobu postępowania, ulepszania siebie i innych
Unika: popełniania błędów
Skupiony na: „co jest właściwe, a co niewłaściwe?” Wewnętrzne standardy perfekcji.

W pewnym sensie. Szukam (ale nie aktywnie, raczej gdy jest taka potrzeba) tego, jakie wyjście jest ok, żeby wilk syty i owca cała. Raczej się nie ulepszam, innych tym bardziej. Czasem, zwracam uwagę bliskim, gdy widzę co zrobili źle w komunikacji z drugą osobą, ale decyzję pozostawiam im samym. Czasem sugeruję, jakie wyście byłoby lepsze (np. obniżyć ton głosu, zamienić słowa, które maja pejoratywne konotacje [ogólne albo tylko uznawane przez zwaśnioną stronę, bo niektórzy lepiej zrozumieją, gdy rzuci się im coś dosadnie i ostro, a inni jeszcze się zaprą, wiec nie ma tu stałej, podręcznikowej reguły "jakich zwrotów należy zawsze unikać"]). Unikam błędów, ale jak się zdarzy to trudno. Z tego powodu wolę się nie angażować w coś, co przyniesie konkretną szkodę (bycie lekarzem, psychologiem, inżynierem, kierowcą). Wiedząc, że mogę sobie nie poradzić, zrobić sobie i innym krzywdę, wolę się nie angażować.
Typ 2 – Dawca
Podstawowy lęk: bycie niechcianym, niewartym miłości
Podstawowe pragnienie: czuć się kochanym
W pewnym sensie, ale może bardziej, zaakceptowanym, nie wyłączonym poza grupę czy relację. Przez długi czas nie zdawałem sobie z tego sprawy (w rodzinie nie było z tym problemów, prędzej nadmiar), chociaż w pewien sposób zdawałem. Po prostu, aż do liceum wystarczały mi relacje wśród domowników
Kluczowa motywacja: chcą być kochani, wyrażać swoje uczucia wobec innych, być potrzebni i doceniani, wywołać u innych reakcję i znaleźć wśród nich potwierdzenie opinii o samym sobie.

Tu rozumiem, że chodzi o okazywanie uczuć wobec kogoś/czegoś. Nie lubię wyrażać swoich uczuć, czy wywoływać reakcji. Zapewne kwestia usidlenia się w "roli społecznej". A może jednak lubię, ale nie chcę, bo to przyniesie więcej ambarasu? Natomiast sama kwestia lubienia czegoś tak po prostu, to tak jak było wyżej w przykładzie z wątróbką. Jeśli nie umiem czegoś wybrać, to jak wyrazić że lubię, gdy nie wiem czy lubię, a oczekuje się czarno/białej odpowiedzi. Opinia wystarcza mi w tym sensie "a jak ty mnie widzisz", gdy nie jestem pewien czy to co czytam, w końcu jest czy nie jest o mnie. Rzadko kiedy się o to pytam.
„Relacje są najważniejsze. Wspieram innych. Jeśli ci, których kocham, są szczęśliwi, ja też jestem.”
Na swój sposób tak, ale raczej, to wygląda w ten sposób, że nie wspieram ich aktywnie, raczej w odpowiedzi na ich potrzeby. Często nie wiem czego konkretnie oczekują, by zrobić ("-weź tu przytrzymaj -gdzie?"). Czasem rodzi to u mnie opór gdy mnie odciąga od czegoś, nawet nieistotnego. Jeśli czynność jest rutynowa, oddalam się w wewnętrzny świat i po prostu robię, a frustracja przechodzi. Atmosfera grupy łatwo oddziałuje na moje nastawienie i raczej unikam grup agresywnych, mhrocznych i dekadenckich, ale również nastawionych na zbytnią szaloną zabawę, czy poświęcanie się nauce/pracy gdzie każdy, kto przeszkadza swoją obecnością jest niemile witany.
Dąży do: bycia docenianym, czucia się ważnym dla innych.
Unika: bycia postrzeganym jako domagający się nadmiernej uwagi.
Skupiony na: tym czego chcą inni, jak zyskać ich aprobatę.
Lubię, gdy mam aprobatę, ale nie dążę i się temu nie poświęcam. Gdy ktoś zauważy że coś udało mi się zrobić dobrze, to jest fajnie, ale rozpływanie się w zachwytach, mówienie o tym znajomym i powracanie do tego mnie krępuje. Czucie się ważnym nie. Wystarcza nie być nieważnym. Stan pozytywnej neutralności mnie zadowala. Skupiam się na tym czego inni chcą Gdy czasem i ja coś chcę, albo zrozumiem że czegoś chcę, to nie umiem tego zrobić, bo widzę jak to podziała na bliskich. Nie umiem się odciąć od tego, co oni pragną, bo z jednej strony (w tych nielicznych rzeczach, w których udało mi się postawić na swoim), ustalę sobie, że bardzo czegoś pragnę wiec to zrobię, a z drugiej strony boli mnie ich możliwa reakcja, ich potrzeby i emocje. Przeważnie w 80-90% jest tak, że nie realizuję swoich pomysłów i nie wiem, czy ja chcę to zrobić, czy ja nie chcę, "bo oni chcą coś innego". Z biegiem lat udało nam się w części spraw pójść na pewne kompromisy angażujące obie strony, przez co nie mam aż tak wielkiego poczucia, że "muszę zostać, tam gdzie jestem".
Typ 3 –Zdobywca
Podstawowy lęk: bycie bezwartościowym
Podstawowe pragnienie: czuć się wartościowym i wartym uwagi
Kluczowa motywacja: chcą być doceniani, odróżniać się od innych, zdobywać atencję, być podziwiani i imponować innym.
To podciągnę pod punkt wyżej
„Świat lubi zwycięzców. Moja wartość zależy od tego, co osiągnę.”
No niestety takie jest życie :P
Dąży do: osiągania sukcesów i bycia postrzeganymi jako ktoś, kto osiąga sukces. Ciężkiej pracy, przewodzenia i wygrywania.
Unika: porażek.
Skupiony na: zadaniach, celach, zdobywaniu uznania.
Bardzo się z tym nie identyfikuję. Mogę za to powiedzieć, że w nielicznych przypadkach, gdy udawało mi się osiągać jakiś cel pomimo okoliczności, alob "jakimś cudem" było fajnie, choć nie jakoś hurra :D
Typ 4 –Indywidualista
Podstawowy lęk: nieposiadanie tożsamości i wyjątkowości
Podstawowe pragnienie: odnalezienie siebie i swojej wyjątkowości (by wykreować tożsamość)
Na wyjątkowości mi nie zależy. Trudno zaprzeczyć, że na odnalezieniu tożsamości, biorąc pod uwagę ostatnie dni. Wolę się nie wyróżniać, być tym z tyłu, gdy nikt nie zwraca na mnie uwagi, nie traktuje inaczej niż wszystkich, nie wyróżnia. Odbieranie świadectw, wystawienie się na widok setek oczu mnie od zawsze paraliżowało.
Kluczowa motywacja: chcą wyrażać siebie i swoją indywidualność, tworzyć i otaczać się pięknem, podtrzymywać określone nastroje i uczucia, wycofywać się w celu ochrony własnego obrazu przed sobą, troszczyć się o potrzeby emocjonalne zanim skupią się na czymkolwiek innym, przyciągnąć „wybawcę”.
Tworzyć tak, ale nie mam do tego wiele zaangażowania, pasji. To wszystko niestety pozostaje w sferze "kiedyś może to zrobię". Podtrzymywać radosną atmosferę, jeśli już. Skupienie na potrzebach emocjonalnych przed czymkolwiek innym - nie bardzo to widzę. U mnie jest skupienie na "nie wiem co i czy chcę ("wiem" tylko jako bieżący problem do rozwiązania (skręcić w lewo czy prawo), a i tak nie zawsze). Jeśli coś wzbudza moje pozytywne emocje podczas doświadczania to jest ok, choć sama świadomość, że to są emocje przez lata tłamszona. Rozwlekanie negatywnych mnie męczy i chcę jak najszybciej zmienić temat. Idea wybawcy do mnie nie przemawia, wole samotnie radzić sobie z problemami przez ich przetrzymanie, aż się nie rozwiążą, niż chcieć prosić kogoś o pomoc w tym zakresie.
„Uczucia i bycie autentycznym są najważniejsze.”
Szczerość jest ważna :what:
Dąży do: bycia kimś wyjątkowym podczas poszukiwania sensu życia.
Unika: bycia zwyczajnym.
Skupiony na: przeszłości, przyszłości, tym, czego brakuje, lub jest trudne do zdobycia.
Przeszłość tak, przyszłość nie bardzo, bo jest nieokreślona. Tym czego brakuje - "stał dom, już rozebrany, nie ma". I nawet jak nie ma to wiem że stał. Czasem wyszukuję takie zmiany w otoczeniu, ale bez większych problemów emocjonalnych, choć nie bez żadnych. "Noo... Szkoda jak coś zostaje zniszczone". Trudnych rzeczy unikam.

Typ 5 –Obserwator
Podstawowy lęk: Bycie bezużytecznym, bezradnym lub niezdolnym do czegoś
Wtedy muszę polegać na kimś innym. Jeśli wiem jak coś zrobić, to mogę to zrobić i iść dalej
Podstawowe pragnienie: Bycie zdolnym i kompetentnym

Owa kompetencja nigdy mi nie pasowała. jeśli coś umiem zrobić, to po co mam się wykazywać że umiem, przechodzić testy wspinać się wyżej.
Kluczowa motywacja: chcą posiadać wiedzę, by zrozumieć otoczenie i zorientować się w sposobach ochrony siebie przed zagrożeniami z niego płynącymi.
Tak, chcę wiedzieć. Świat mnie interesuje. Ochrona przed zagrożeniami dość powierzchowna. Więcej wysiłku niż to warto.
„Umysł i myślenie to najważniejsze wartości. Mogę polegać tylko na sobie.”
No nie ma najwyższych wartości. Każdy ceni co innego i nie musi to być NAJ, choć pewnie się zdarzają tacy. (A może jest, tylko ja w swojej ingnorancji tego nie dostrzegam :D)
Dąży do: wiedzy, zrozumienia, bycia samowystarczalnym.
Tak, ale samowystarczalność to raczej nie bardzo. Dobrze, gdyby można było umieć coś zrobić ot tak.
Unika: nieposiadania odpowiedzi lub wyglądania na głupka.
Wręcz często mi ich brakuje. Po niektóre sięgam, inne ignoruję. Mam w sobie ciekawość świata, ale brak samozaparcia, by zgłębiać go jakoś mocno, dogłębnie. Co do wyglądania, raczej nie patrzę na to, o ile przez to nie ląduję w centrum uwagi (nie lubię). Mimo to brak mi sił by odkręcać sprawy wizerunkowe. Czasem mnie to bawi, jednak uważam, że kiedyś może ogarną :D
Skupiony na: myśleniu, odcięciu się od emocji w celu obserwacji.
Prawie non stop myślę, wyobrażam sobie rozmowy, sytuacje, możliwości, mnóstwo rzeczy. Zwykle są to jakby prawie realne odzwierciedlenia faktycznych rzeczy i osób, jednak wiem że to tylko ułuda i prawie nigdy rzeczywistość się nie pokrywa z nimi (fajne rozmowy nie są przeprowadzone, akcje nie wykonywane itp.) :D
Typ 6 –Lojalista
Podstawowy lęk: bycie pozostawionym bez wsparcia i przewodnictwa
Podstawowe pragnienie: posiadać bezpieczeństwo i wsparcie
Kluczowa motywacja: chcą być bezpieczne i czuć wsparcie innych, czuć się pewnie oraz otrzymywać otuchę, testować nastawienie innych do siebie, walczyć z niepokojem i brakiem poczucia bezpieczeństwa.
Nie chcę się narażać na niebezpieczeństwa. Mam pewien określony próg którego nigdy nie przekroczę umyślnie. Przewodnictwo tylko na zasadzie nauczycielskiej lub delikatnego popchnięcia do przodu moich pomysłów. Ewentualnie gdy ktoś może je zrealizować za mnie. Nie lubię testować i wystawiać innych na próbę, choć zdarza mi się delikatnie, naokoło podpytywać, jednak bardzo rzadko. Walka z niepokojem poprzez odnalezienie bezpiecznego miejsca (które niekoniecznie takie jest, ale można uznać za najbezpieczniejsze) i przeczekanie. Często bagatelizowanie ich.
„Mogą istnieć zagrożenia, które czają się za niepozornymi rzeczami.”
no oczywiście, ale nie ma co wyolbrzymiać :D
Dąży do: posiadania pewności.
Trochę tak, ale różnie. Dobrze jeśli mam pewność, ale w większości spraw się nie da, więc nie ma co drążyć.
Unika: wątpliwości poprzez poszukiwanie aprobaty, kwestionowanie lub konfrontację.
Pewne rzeczy owszem, czasem, ale ciągłe kwestionowanie jest dziwne. Konfrontacji nie lubię. Unikam. Aprobatę dla własnych pomysłów, ale to jak przy opisie przy 2 - jeśli bliscy aprobują mój pomysł, moje pragnienie, to łatwiej mi się wziąć za realizację, bo wiem, że ich to nie "uszkodzi". Co nie znaczy, jeszcze że tak zrobię. Do tego jeszcze indywidualna kwestia moich wątpliwości do przełamania
Skupiony na: sprzecznych dowodach, wewnętrznym kwestionowaniu, ukrytych intencjach.
Trochę owszem, jednak rzadko mam ochotę się tym zajmować, bo to trzeba zaangażować się do dyskusji. Nie poszukuję ukrytych intencji, raczej "widzę je". Ogólnie to tak na codzień takie podejście traktuję trochę po macoszemu.
Typ 7 –Entuzjasta
Podstawowy lęk: bycie uwięzionym, odczuwanie cierpienia
Podstawowe pragnienie: bycie usatysfakcjonowanym, zaspokajanie swoich potrzeb
Kluczowa motywacja: chcą utrzymać wolność i szczęście, unikać przegapienia wartościowych doświadczeń, być ciągle podekscytowanymi i zajętymi, unikać cierpienia.
Cierpieć nie lubię, ale łatwo mogę je znosić, przeczekać. Chociaż wizyta u dentysty w dzieciństwie do łatwych nie należała, tak teraz się wyłączam :D nowe doświadczenia są fajne, ale bez przesady, pewnych norm nie przekroczę, choćby skoku ze spadochronem (chyba że ktoś mnie z nim wyrzuci z samolotu :D). Gdy nadarza się jakaś okazja na nowe doświadczenie, czasem chcę po nią ruszyć, ale w gruncie rzeczy na chęciach się kończy. No i jest mała liczba "nowych doświadczeń" na jaką mam ochotę. Np. szukając do spróbowania nowej potrawy, długo się zastanawiam, co wybrać, a i tak najczęściej kończę z posiłkiem "ze stałego zestawu" (ostatecznie nowym doświadczeniem jest spróbowanie czy się różni od innych takich samych potraw :D). Cenię wolność, radość i szczęście, ale nie za wszelką cenę i tak raczej umiarkowanie.
„Życie to przyjęcie. Odkryj je w całości.”
Wystarczy mi trochę tego przyjęcia :D
Dąży do: bycia szczęśliwym, planowania zabawy, posiadania swojego wkładu w rzeczywistość.
Lubię, gdy wraz z bliskimi robimy coś wspólnie i fajnie gdy akceptują pomysły na "zabawę". Samemu nie mam problemu tego robić, ale czasem załącza się tryb "fajnie, jakby ktoś jeszcze tu był"
Unika: bólu i cierpienia.
Skupiony na: najlepszych możliwych przypadkach, przyjemnych planach, możliwościach.
Owszem, widzę to, chociaż widzę też te gorsze. Widzę też, że jeśli coś jest zbyt trudne do zrealizowania, że ma masę obostrzeń, powinności, to trudno mi się zmobilizować albo w ogóle zrobić. Zwykle, gdy już zacznę to jakoś to idzie.
Typ 8 –Szef
Podstawowy lęk: bycie krzywdzonym lub kontrolowanym przez innych
Podstawowe pragnienie: chronić siebie (kontrolować własny los i przeznaczenie)
Tak. I najlepiej to zrobić nie narażając się innym, ani innych na siebie :D
Kluczowa motywacja: chcą być samowystarczalne, udowadniać swoją siłę, opierać się słabościom, być ważnymi w swoim świecie, dominować nad otoczeniem i utrzymywać kontrolę nad własnym losem.
Absolutnie nie ja. Tzn kontrola losu brzmi fajnie i czasem mi się udaje, ale widzę że w gruncie rzeczy to okazjonalne przebłyski.
„Musisz być silnym, by przeżyć.”
... ale nie musisz :D
Dąży do: bycia samowystarczalnym i silnym, wywierania wpływu na świat.
Unika: bycia słabym, łatwym do zranienia, zdanym na łaskę innych.
Skupiony na: sile i kontroli. Wszystko albo nic.
Nie, ale być zdanym na łaskę niekoniecznie nie brzmi dobrze, choć tak się kończy, nawet dla tych, którzy myślą, że są niezależni. Wolę "Nic" niż zrobić komuś krzywdę :what:

Typ 9 –Mediator
Podstawowy lęk: doświadczenie straty lub odizolowania
Na to reaguję najmocniej. Myśl o utracie kogoś bliskiego, albo nawet przedmiotu jest bardzo trudna. Fakt utraty wywołuje rekację, gdy do mnie dotrze po bezpośredniej interakcji. Widzę, że jeśli mi ktoś mówi, że coś się zepsuło, że ktoś umarł, to dalej pogrążam się w czynnościach (tylko kilka razy dotarły do mnie silne emocje od razu) albo nie mogę zrobić nic. Kiedy już jestem przy tym zdarzeniu lub tuż po, to emocje odżywają, myśli dochodzą i to jest jak lawina, do tej pory podtrzymywana konstrukcjami zabezpieczającymi, aż się nagromadziło tego za dużo.

Gromadzę mnóstwo książek (co myliło mnie też z kolekcjonowaniem u typu 5, ale u mnie ma to charakter bardziej chaotyczny, niekonsekwentny, przypadkowy), bo kiedyś to przeczytam. Mało co wyrzucam, nawet jak się zepsuje, bo kiedyś może się przyda, kiedyś, kiedyś... Nawet jedzenie jest mi trudno wyrzucić, chyba że jest ewidentnie zepsute. Nawet jeśli nagle odkryję, na co mam ochotę TERAZ ochotę, to i tak sięgam po ten przysłowiowy nieszczęsny gar pomidorowej, aż nie zjem albo się nie zepsuje, albo po inną pierwszą lepszą rzecz z lodówki, najczęściej taką, która nie wymaga przygotowywania :D

To co mnie najbardziej oburza, to umyślne lub bezmyślne niszczenie. Zarówno łamanie gałęzi (po dzieciństwie zaakceptowałem, że tak się robi i już, bo potrzeba itp., no rozumiem takie potrzeby), jak palenie książek, Czy wysadzanie obiektów kultury światowej, wywołują ledwo pohamowywany gniew (ale i tak nic nie mogę zrobić), tak że nawet uda mi się szczerym wulgaryzmem rzucić. Jeszcze pamiętam (gdy to piszę) jak mnie zdenerwowało zniszczenie jakiegoś tam zabytku w Syrii czy monumentów, gdzieś tam bliżej Himalajów, albo zdewastowanie muzeum w Kairze pare lat temu. Niszczenie ludzi też należy do tej kategorii zachowań.
Podstawowe pragnienie: posiadać wewnętrzną stabilność i „spokój ducha”
To już przed liceum wiedziałem że jestem flegmatykiem, ale z takim pozytywnym spojrzeniem na świat. Drobna nuta melancholii, ale taka bardziej sentymentalna niż rozpaczliwa. Ogólnie to od dawna widzę, że zawsze jest jakieś wyjście, nawet jeśli go nie widać, wystarczy tylko iść przed siebie (jeśli to tunel), albo poczekać (chociaż widzę, też, że czasem trzeba temu delikatnie pomóc, ale nie we wszystkim i nie forsownie)
Kluczowa motywacja: chcą dążyć do harmonii w swoim otoczeniu, unikać konfliktów i napięć, utrzymać rzeczy takimi, jakie są, odrzucać cokolwiek, co by je uraziło lub wytrąciło z równowagi.
Nie umiem wychodzić ze Status Quo. Zawsze się obawiam, że kogoś za bardzo popchnę albo że zostanę w coś wciągnięty, więc stoję w miejscu albo podążam ruchem jednostajnym. Myśl o wprowadzeniu zmian rodzi obawy, jak to napisane wyżej przy 7. Boję się wykonać krok do przodu, a zachęty częściej mnie przykuwają niż pomagają. To tak jak wybrać: czy zostać pożartym przez wilki, które pędzą ku mnie, czy rzucić się w przepaść, nie wiedząc co mnie czeka". Wilki mogą się okazać, przyjaznymi psami (jeśli ktoś bardziej boi się i ucieka od problemów), a przepaść może być wyłożona miękkimi gumowymi kaczuszkami (jeśli ktoś obawia się przyszłości). Nie wiadomo, która opcja jest ostatecznie lepsza, która gorsza i pozostaje czekać, aż będzie za późno i niech samo się stanie. Może jakiś myśliwy je przepłoszy, może one same zrezygnują, może będzie trzęsienie ziemi i samo popchnie do przodu.
„Wszystko się rozwiąże. Każdy punkt widzenia ma swoją wartość.”
Tak jak wyżej + trochę na ten temat przy opisie 1. Te przekonania siedzą we mnie jak mało które.
Dąży do: utrzymywania pokoju, jednoczenia się z innymi.
Unika: konfliktów.
Jednoczenie poprzez rozmowę, uczestnictwo w zabawie, aktywnościach lub ich braku. Rzadko zdarza mi się co prawda coś proponować, ale czasem się zdarza i to szerzej opisane przy 7. Konflikty - dawniej pasywnie - uciekając wgłąb siebie, przeczekując burzę, aktualnie bardziej umiem je minimalizować słowami, ale to czasem trudne, szczególnie jeśli widzę, że zamiast unikać, mogę to jeszcze bardziej nasilić, więc wtedy wolę nie działać i poczekać, aż się ktoś uspokoi "pogadamy jutro". A jak nie pogadamy to też ok.
Skupiony na: cudzym punkcie widzenia.
Cudzy punkt widzenia, to coś z czego najbardziej zdałem sobie niedawno sprawę (teraz też widzę, że czasem coś potrafię i to robię, ale nie wiem, że tak jest i ogarniam że tak umiem/mam po jakimś czasie). Łatwo mi idzie wczuwanie się w innych i zrozumienie cudzego punktu widzenia, choć nie zawsze łapię motywy i po co ktoś coś robi, oraz nie zawsze wiem co z tym począć. Szczególnie jeśli rpzypadki wydają się beznadziejne. Pragnąc czegoś, podejmując decyzję, analizuję jak to zostanie odebrane, jaki wywrze efekt jakie nastręczy problemy, jakie wywoła reakcje - i wolę się ograniczyć, nic nie zrobić, dać sobie spokój lub na wstrzymanie. Tu tragiczny jest konflikt interesów (ja vs A vs B), bo w każdym przypadku będzie źle. Mimo to, w takich przypadkach dochodziło do mnie najczęściej, co jest tym "co chcę ja dla siebie". Jeśli miałem wystarczająco siły woli, to udawało mi się to z trudem przepchnąć, pomimo oporów wewnętrznych i zewnętrznych. Ale to rzadko jest tak jednoznaczne.
9 z PRO8, przez PRO7 na PRO6 sx/sp EII INFP

Awatar użytkownika
Agon
Posty: 1158
Rejestracja: wtorek, 30 grudnia 2014, 00:23
Kontakt:

Re: Typy za które się uważaliśmy

#23 Post autor: Agon » wtorek, 7 lutego 2017, 22:27

R25 podałeś swój socjotyp (IEI) i podtyp (Ni) enneatyp (9) i poziom rozwoju osobistego (pro5) oraz dominujące instynkty (sx/sp)

Brakuje jeszcze skrzydła i opcjonalnie trójtypu

ODPOWIEDZ